Jaka będzie przyszłość Roberta Kubicy?
Czy Mercedes obroni mistrzostwo?
Sprawdź co zainteresowało Twoich znajomych.

GP Australii 2018-03-25
f1 - GP Australii
Pochmurno

18°C

26 km/h

Tłumacz

Podobne:

Skomentuj

Rok rządów Liberty Media: Podsumowanie

Udostępnij na Facebook
12.01.2018 09:03, autor: Aleksandra Safin, wyświetleń: 574

Śmiało można powiedzieć, że w styczniu 2017 r. nastała nowa era w Formule 1 – Bernie Ecclestone, niepodzielnie rządzący serią od niemal pół wieku, oddał koronę Chase’owi Carey’owi.

Była to pierwsza, przełomowa decyzja nowych właścicieli, Liberty Media – i bardzo jasny sygnał, że amerykańska spółka zamierza przeprowadzić generalny remont w Formule 1. Pojawiły się obiecujące plany i nowa energia. Czym odznaczał się pierwszy sezon pod dowództwem nowych właścicieli i jak zmienił się w tym czasie kształt sportu?

Nowa formuła

Wraz z informacją o nowym szefie w F1 przyszła wieść, że władza nie będzie spoczywać w rękach jednego człowieka, jak było to przez lata panowania Berniego Ecclestone’a. Chase Carey zaprosił do współpracy Seana Bratchesa – jako specjalistę do spraw komercyjnych – oraz legendarnego w świecie F1 Rossa Brawna, do zarządzania kwestiami sportowymi.

Nowo powstałe na szczycie sportu trio ogłosiło ambitne plany naprawy F1. Seria ma być niezaprzeczalnie najwyższym szczeblem w motosporcie, z najlepszymi kierowcami w najszybszych bolidach. Zapowiedziano chęć rozszerzenia kalendarza i wprowadzenia Formuły 1 do krajów z ,,niewykorzystanym potencjałem”. Jednocześnie Carey zapewnił o pełnym poszanowaniu dla tradycji sportu i historycznych rund. Rossowi Brawnowi zależy na stworzeniu nowych przepisów, które umożliwią zmniejszenie różnic między bolidami i zapewnią emocje na torze. Sport ma być przyjazny kibicom i otwarty na nich. Natomiast Sean Bratches zapowiedział zwiększenie budżetu mistrzostw oraz wykorzystanie możliwości, jakie daje przestrzeń cyfrowa.

Oprócz często wręcz wyczekiwanych, wizjonerskich planów na które większość osób patrzy przychylnie, wymieniono również kilka – jak równiejszy podział wypłat, likwidacja historycznych przywilejów czy nowe regulacje silnikowe – które mogą stać się punktem zapalnym w Formule 1.

Bliżej kibiców

Od początku swoich rządów Liberty skupiało się na poprawie relacji z widzami i większe otwarcie na nich. Pojawiła się zgoda na zajrzenie za kulisy F1 – w minionym roku zaczęto publikować filmiki z odpraw kierowców, zniesiono też, dotyczący członków ekip, zakaz udostępniania w internecie materiałów wideo z padoku. Chociaż przestrzeń ta w sensie fizycznym nadal jest mocno ograniczona dla osób z zewnątrz, pojawiły się pewne wyjątki – widzowie na pewno pamiętają z GP Australii kilkuletniego kibica Ferrari, który na trybunach zanosił się płaczem po odpadnięciu Kimiego Raikkonena z wyścigu. Kilkadziesiąt minut później operator znów pokazał chłopca, gdy w dużo weselszym nastroju, w pomieszczeniach gościnnych ekipy pozował ze swoim idolem do zdjęć. Małego fana zaprosiło samo Ferrari, jednak Chase Carey – nie pierwszy i nie ostatni raz wbijając szpilkę Ecclestone’owi – skomentował, że za rządów poprzednika nie byłoby zgody na wpuszczenie chłopca z rodziną na teren padoku. Pamiętając stanowczą politykę Brytyjczyka, trudno nie przyznać mu racji.

O ile za zdarcie kurtyny zakrywającej padok Formuły 1 nowym właścicielom przypisać można dużego plusa, o tyle za wyprowadzenie jej na ulice Liberty Media należy się solidna piątka. Uliczny pokaz w Londynie, który promował GP Wielkiej Brytanii, był dużym sukcesem. Sport wyszedł do kibiców – kierowcy, osobistości Formuły 1, bolidy w akcji i symfonia złożona z dźwięku silników różnych epok – wszystko było na wyciągnięcie ręki, okraszone dodatkowo występami artystycznymi. Pierwsze takie wydarzenie, zorganizowane ze sporym rozmachem, zostało bardzo ciepło przyjęte przez fanów. Trafiony pomysł Liberty Media będzie dalej rozwijany i możemy spodziewać się kolejnych tego typu pokazów promujących Grand Prix.

Niedużą, ale bardzo przydatną zmianą jest przeprowadzanie wywiadów z pierwszą trójką kwalifikacji bezpośrednio na torze. ,,Czasówka” nie kończy się zaraz po wywieszeniu flagi w szachownicę, a zgromadzeni na trybunach kibice mogą z bliska przyglądać się takim historiom, jak chociażby wzruszające chwile w Kanadzie - gdy Lewis Hamilton po zrównaniu się w liczbie pierwszych pól startowych z Ayrtonem Senną otrzymał wyjątkowy prezent od rodziny swojego idola.

Na fanów obecnych na torze czekały pule atrakcji przygotowywane przez każdego z organizatorów. Nie licząc symulatorów czy tyrolek w strefie kibica, wykazywano się ciekawymi i niespotykanymi dotąd inicjatywami – dla przykładu, podczas GP Austrii przeprowadzono konkurs, którego zwycięzca miał okazję wywiesić flagę w szachownicę na zakończenie wyścigu. Pojawiły się również nieco bardziej ekskluzywne atrakcje, jak przejazd dwuosobowym bolidem F1. Taka rozrywka adresowana jest jednak póki co głównie do specjalnych gości na torze, a zafundowanie sobie takiej dawki wrażeń wymaga posiadania bardzo głębokiego portfela.

Jednym z najciekawszych działań podjętych przez Liberty w minionym sezonie było stworzenie e-sportowych mistrzostw. Organizacja opierała się na grze F1 2017 i mobilizowała wirtualnych kierowców z całego świata (w pierwszym sezonie wzięło udział ponad 60000 zawodników) w dosyć rozbudowanym systemie rozgrywek, które zakończyły się dla najlepszej dwudziestki finałem w Abu Zabi. Sean Bratches określił całą inicjatywę jako fantastyczną szansę i sposób na rzeczywiste zaangażowanie fanów – zwłaszcza młodego pokolenia – w F1. Wykonano duży krok w stronę wykorzystania potencjału, jaki niesie wirtualna rzeczywistość. Nowi właściciele zdają sobie sprawę z korzyści, jakie może odnieść sport rozbudowując swoją obecność w tej przestrzeni, i to należy zaliczyć do dużych pozytywów.

,,Show w amerykańskim stylu”

Takiego określenia użył Chase Carey opowiadając o planowanych zmianach w królowej motosportu. Hasło wprowadzono w życie podczas GP Stanów Zjednoczonych - pierwszy wyścig na ojczystej ziemi nowych właścicieli musiał charakteryzować się czymś niecodziennym.

Głównym punktem organizacyjnym była pomysłowa prezentacja przed startem - kierowcy wychodzili z efektownego tunelu, zapowiadani przez bokserskiego spikera, Michaela Buffera. Zwieńczeniem było pojawienie się dwóch głównych kandydatów do tytułu, którzy stanęli po obydwu stronach pucharu dla zwycięzcy wyścigu. Nietypowe wprowadzenie spodobało się kibicom, nieco mniej entuzjastycznie reagowali ludzie związani bezpośrednio ze sportem, w tym kierowcy. W opinii wielu z nich, takie widowisko nie jest w  stylu F1 – sprawdzi się raz na jakiś czas, w niektórych miejscach, ale nie powinno być regularnością.

Niezależnie od gustu, ten pokaz na pewno pozostanie w pamięci kibiców na długo, a Liberty Media wykazało się ciekawą inicjatywą – w stylu iście amerykańskiego show.  

Symbol nowej epoki

Koniec pierwszego sezonu pod batutą Liberty Media przyniósł zaskakującą zmianę – po ostatnim wyścigu nowi właściciele dumnie przedstawili światu nowy symbol Formuły 1.

Chase Carey tłumaczył, że dotychczasowe logo, funkcjonujące od 1993 roku, było przestarzałe i skomplikowane – wiele osób miało problem ze znalezieniem w nim jedynki. Nowe, zdecydowanie bardziej uproszczone, ma podkreślać świeżą energię i nadchodzące zmiany.

Cytując Ellie Norman, dyrektor marketingu w F1: ,,Logo czerpie inspirację z niskiego profilu samochodu, dwóch samochodów, które przekraczają linię mety. Jest odważne i proste.”

Nie ulega wątpliwości, że Carey chce początek swojej epoki podkreślić nowym symbolem. Stary znak kojarzony był z Ecclestone’m, od którego Amerykanin chce się odciąć. Jednak zarówno przedstawiony projekt, jak i sam pomysł takiej nowości spotkał się ze sporą krytyką. Nie tylko fani, ale także kierowcy pytali – po co zmieniać coś, co było sprawdzone? ,,Poprzednie logo to była już ikona. Wyobrażacie sobie, że Mercedes czy Ferrari zmienia logo?” - opiniował Lewis Hamilton.

Wśród fali niezadowolenia znaleźć można także głosy chwalące tę zmianę – z czasem zapewne kibice przyzwyczają się do nowego znaku, jednak trudno nie zauważyć, że wielu fanów ma żal do Careya o zlikwidowanie czegoś kultowego i jednoznacznie kojarzonego ze sportem – zwłaszcza, że Liberty Media musi stawić czoła dużo większym wyzwaniom, niż zmiana znaku firmowego.

Polityczne problemy

Po wstępnym sprzątnięciu przychodzi chwila na dużo poważniejsze porządki. Dość optymistycznie wprowadzające zmiany Liberty zderzyło się ze ścianą, jeśli chodzi o nowe przepisy. Jaka polityka w F1 jest, każdy widzi – nie jest łatwo wprowadzić dużych nowości, a jeśli zmiany dotykają interesów któregoś z zespołów – czołowych zespołów – rozpętuje się burza.

Od początku nowej formuły silnikowej była ona obiektem krytyki. Nie ulega wątpliwości, że potrzebne są zmiany i takowe na pewno nastąpią w 2021 roku. W październiku FIA oraz nowe szefostwo zaprezentowało koncepcję nowych jednostek. Zakłada ona m.in. pozostanie przy układzie V6 turbo, wzmocnienie MGU-K i usunięcie drogiego i problematycznego MGU-H czy zwiększenie zakresu pracy silnika o 3000 obr/min.

Nowe regulacje spotkały się z ostrą krytyką ze strony producentów. Bardzo głośnemu sprzeciwowi towarzyszą takie groźby, jak ta, którą powtarza prezes Ferrari – zespół odejdzie, jeśli plany zostaną wprowadzone. Ross Brawn nie krył zdziwienia reakcją ekip, podkreślając, że zanim podjęto decyzję co do kształtu regulacji, odbył się szereg spotkań z producentami i kierunek miał zostać ustalony. Przyznał jednak, że ,,zmiany mogły zostać przedstawione w inny sposób, by uniknąć pewnych konfliktów”. Brytyjczyk w swoich wypowiedziach wyciąga rękę do zespołów, zapewniając, że władza chce wynegocjować rozwiązanie zadowalające wszystkich. Przedstawiony projekt ma być tylko ofertą, nie ostatecznym postanowieniem.

Zażegnanie konfliktu będzie jednak ciężką przeprawą. Stanowcze wyrażanie sprzeciwu wobec proponowanych regulacji to nie tylko kwestia przepisów czy własnych interesów producentów. Jest to także pewnego rodzaju ostrzeżenie dla nowych właścicieli w obliczu pierwszej poważnej decyzji – nie damy rządzić sobą autorytarnie, musicie się z nami liczyć.

Chase Carey musi stawić czoła problemom, z którymi niejednokrotnie borykał się jego poprzednik – a sposób ich rozwiązania może nie tylko wpłynąć znacząco na kształt sportu, ale i dać mocną wskazówkę, jaki model władzy zapanuje w F1 pod rządami amerykańskiej spółki.  

Co dalej?

Patrząc wstecz można powiedzieć, że Liberty Media w swoim pierwszym sezonie wykonało dobrą robotę. Nie licząc drobnych zgrzytów, pomysły przez nich wdrażane cieszą się popularnością i są popierane zarówno przez kibiców, jak i osoby bezpośrednio związane z F1.

Jednak to wszystko, co widzieliśmy do tej pory, to ładnie się prezentujące drobiazgi. Wprowadzenie udogodnień dla fanów czy załatanie kilku powstałych dawno temu w potencjale sportu dziur to ogromny plus – ale jednocześnie najlżejsza część misji Liberty Media. Powtarzając za Christianem Hornerem, ten rok był dla nowych właścicieli czasem ostrej nauki. Przychodząc z innego środowiska musieli najpierw poznać bliżej to, w co zainwestowali.

Przyszły rok będzie pierwszym poważnym sprawdzianem dla Chase’a Careya i całej firmy – będą zmuszeni zagłębić się w skomplikowaną politykę sportu i wybrać właściwą drogę. Interesująco będzie nie tylko przyglądać się, jakim rezultatem zakończy się konflikt silnikowy, ale również jakie będą kolejne kroki. Nie znamy szczegółowych planów długoterminowych, jakie mają nowi właściciele. Trudno na tym etapie wydawać jednoznaczną opinię, co z przyszłością F1. Jednak po tym, co obserwowaliśmy w minionym roku, możemy uznać zapał oraz podejście Liberty Media i mieć nadzieję, że Formuła 1 idzie w dobrym kierunku – chociaż, czego możemy być pewni, po drodze czeka wiele zawirowań.


Wasze komentarze (2) Dodaj komentarz
~toro / 2018-01-12 21:33:16
Już myślałem, że czytam podsumowanie Karola z cyrkf1.pl, a tu jakie zaskoczenie...
Świetny artykuł, wreszcie jakiś konkret (pierwszy od lat?...) na tym portalu.
Brawo, proszę o więcej :) cytuj
~Atz / 2018-01-12 16:26:00
Brawo dla autorki, w końcu artykuł z prawdziwego zdarzenia a nie krótka notatka sporządzona na podstawie wypowiedzi (i tak zazwyczaj niepełnej).
cytuj
Strona jest zarządzana przez firmę
Scenic Group Sp. z o.o.
© 2018 F1zone.pl Wszelkie prawa zastrzeżone.
Reprodukowanie, przechowywanie lub udostępnianie całości serwisu lub jego części bez zgody właściciela jest zabronione.
Ikona_ustawienia
Ikona_ustawienia_x

Kolor marginesów:

Kolor tła pod tekstem: