Jeśli założenie nowego zespołu porównać do narodzin, to przyjściu na świat Brawn GP towarzyszył nie tylko nie lada wysiłek, ale i skupienie całej rodziny F1. Gdy 5 grudnia zarząd Hondy podejmuje decyzję o rezygnacji z dalszego finansowania zespołu Buttona i Barirchello, wydawało się, że na decyzję o wykupieniu włości z Brackley nie trzeba będzie długo wyczekiwać. A jednak. Wydarzenia, które skłoniły Hondę do powstrzymania swoich wyścigowych ambicji - zapaść na rynkach finansowych - utrudniały podjęcie sensownych rozmów z potencjalnymi kupcami z zewnątrz. Meksykański milioner Slim, francuski tajemniczy amant czy uwielbiany na Wyspach cudotwórca o dotyku Midasa, Richard Branson, rezygnowali, a rezygnacja ich (i kolejnych) skutecznie wypierała nadzieję ludzi z Brackely, że optymizm Brawna może oznaczać coś więcej, niż przykrycie łez ojcowskim uśmiechem.
6 lutego w godzinach porannych świat obeszła wiadomość, że za symbolicznego dolara (o wartości równej przynajmniej 60 milionów innych jednodolarówek) Brawn nabył prawa do załogi Hondy. Szefujący niegdyś ekipie Ferrari i Hondy Brawn stał się tym samym właścicielem i szefem Brawn GP, najmłodszej ekipy w stawce F1. A że za kierownicą babasa zasiądą znający jego "rodziców" Button i Barrichello, nadzieja, że 2009 nie będzie pierwszym i ostatnim sezonem Brawn GP jest (całkiem) spora.
Co jak co, ale w padoku F1 nie ma w chwili obecnej większych specjalistów od nadziei niż ekipa z Brackley.
| 03.09.2010 | FIA wzywa Massę i Alonso |
| 03.09.2010 | Schumacher wraca na Monzę |
| 02.09.2010 | HRT nie odpuszcza: walczymy o P10 |
| 02.09.2010 | Rosberg: Będzie coraz trudniej |
| 02.09.2010 | Schumacher: Życie nie daje gwarancji sukcesu |
| 02.09.2010 | Mercedes potwierdza: silniki dla Force India |





