Napięcie przed finałem sezonu Formuły 1 w Abu Zabi osiąga punkt kulminacyjny, a Fernando Alonso, dwukrotny mistrz świata, ustawi swój bolid w solidnej szóstej pozycji. Choć nie walczy bezpośrednio o tytuł, jego strategiczne położenie budzi spekulacje o potencjalnej roli „joker’a” w dramacie rozgrywanym między Verstappenem, Norrisem i Piastrim. Hiszpański weteran ma jednak jasną wizję swojego niedzielnego scenariusza, a jego komentarze po kwalifikacjach rozśmieszyły dziennikarzy, jednocześnie jasno określając priorytety Astona Martina.

Alonso z P6: Dystans od dramatu, ale z apetytem na punkty
Fernando Alonso, startujący z szóstej lokaty na torze Yas Marina, ma przed sobą nietypową perspektywę. Znajduje się dokładnie trzy pozycje za czołową trójką, która rzutem na taśmę rozstrzygnie losy mistrzostwa świata: Maxem Verstappenem, Lando Norrisem i Oscarem Piastrim. Mając na uwadze potencjalne scenariusze, w tym możliwość, że lider klasyfikacji generalnej mógłby celowo spowolnić stawkę, dziennikarze nie omieszkali zapytać El Nano o jego plany w kontekście walki o tytuł.
Odpowiedź Alonso była mieszanką typowego dla niego sarkazmu i chłodnej kalkulacji. Gdy sprowokowano go pytaniem o to, czy weźmie udział w taktycznej grze, Hiszpan odparł z humorem:
„To interesujące. Nie myślałem o tym. Teraz mam coś do zrobienia na dzisiejszy wieczór. Czasami nawet jeśli on zwalnia, dla nas wciąż nie wystarcza, by go dogonić, więc musi zwolnić naprawdę mocno. Ale tak, postaramy się pojechać nasz wyścig i jeśli strategia pozwoli na więcej różnych rzeczy, spróbujemy zareagować.”
Verstappen wywalczył pole position, ale obecność Norrisa i Piastriego tuż za nim sprawia, że każdy ruch może być decydujący. Mimo wszystko, Alonso ostudził zapał tych, którzy widzieliby w nim nagłego sojusznika lub sabotażystę.
„Nie chcę być w poniedziałkowych wiadomościach”: Priorytety Astona Martina
Choć widok Alonso w sekcji telewizyjnej, nerwowo spoglądającego na ekrany z walką o mistrzostwo, byłby zapewne hitem sieci, sam kierowca ma inny cel na niedzielę. W bardziej trzeźwym tonie wyjaśnił, że jego jedynym zmartwieniem jest utrzymanie pozycji Astona Martina w klasyfikacji konstruktorów, zwłaszcza w starciu z Haasem i Sauberem.
Mówiąc o tym, jak dokładnie będzie śledził walkę na czele, Alonso przyznał, że tor w Abu Zabi sprzyja obserwacji:
„[Będę zwracał] Dużo, dużo uwagi, bo to bardzo łatwy tor. Trójka, masz ekran, który jest w środku twojego pola widzenia. Piątka, masz ekran po wewnętrznej. Siódemka, po wewnętrznej, siódemka po zewnętrznej, dziewiątka, masz dwa, jeden na wejściu, jeden na wyjściu, więc mnóstwo ekranów. Oznacza to, że jutro będzie dla nas fantastycznym widowiskiem.”
Kiedy jednak padło pytanie, czy faktycznie zdecyduje się odegrać rolę w rozstrzygnięciu korony, ton weterana stał się definitywny, choć nadal podszyty ironiczną rezerwą:
„Tak naprawdę nie. Mam nadzieję być jak najdalej od walki. Cóż, nie za daleko, bo chcę zdobyć punkty, ale nie chcę być w poniedziałkowych wiadomościach” – podsumował.
Alonso, mistrz w unikaniu niepotrzebnego zamieszania, chce przede wszystkim zabezpieczyć swoje punkty i uniknąć medialnego ciśnienia, jakie zawsze towarzyszy ingerencji w decydujące starcia.
Czy George Russell może stać się tym „w miksie”?
Podczas gdy Alonso gra rolę neutralnego, choć pożądanego widza, inni kierowcy, zwłaszcza ci z czołówki, nie ukrywają, że ich obecność w czołówce może wpłynąć na losy tytułu. George Russell, który jakimś cudem wycisnął Mercedesa do czwartej pozycji startowej, wyraźnie zadeklarował gotowość do mieszania w tej walce.
Russell, startując „w miksie”, sugeruje, że Verstappen nie pozwoli Norrisowi na łatwy spacer po podium. Jeśli sytuacja na torze wymusi taktyczną grę, Mercedes może znaleźć się w sytuacji, którą Alonso wolałby omijać szerokim łukiem – w centrum uwagi mediów. George wydaje się być gotów podjąć wyzwanie i ewentualnie odegrać rolę kluczowego świadka lub aktywnego uczestnika finałowej rundy sezonu.