Co robi dwukrotny mistrz świata Formuły 1, gdy zbliża się rewolucja techniczna w 2026 roku? Otóż Fernando Alonso testuje hipersamochód zdolny konkurować z bolidem królowej sportów motorowych. Aston Martin najwyraźniej postanowił dać swojemu kierowcy przedsmak wyścigowej adrenaliny, ale na torze cywilnym. To połączenie luksusu, ekstremalnej inżynierii i wczesnego „prezentu” świątecznego dla Hiszpana.

Alonso za kierownicą Ewolucji F1: Valkyrie wyciska moc na MotorLand Aragón
To nie jest kolejna przejażdżka po torze samochodem sportowym z salonu. Gdy Formuła 1 szykuje się do diametralnych zmian silnikowych w 2026 roku, Fernando Alonso miał okazję sprawdzić jedno z najbardziej obrzydliwie szybkich aut, jakie kiedykolwiek zjechały z drogi publicznej: Aston Martin Valkyrie. Zdjęcia z toru MotorLand Aragón, opublikowane przez sam zespół Aston Martin, potwierdzają, że Alonso katował to dzieło Adriana Neweya, człowieka, którego nazwisko brzmi jak synonim aerodynamicznej maestrii w F1.
Choć formalnie jest to samochód drogowy, nazwa „drogowy” brzmi tu niemal jak żart. Technicznie rzecz biorąc, Valkyrie jest bliższa prototypowi Le Mans niż czemukolwiek, co zwykle oglądamy na ulicach. Sednem tej bestii jest 6,5-litrowy wolnossący silnik V12, opracowany we współpracy z legendarnym Cosworthem, wspierany przez system hybrydowy. Łączna moc? Mówimy o blisko 1139 koni mechanicznych (850 kW) i około 900 Nm momentu obrotowego. Moc ta trafia na tylne koła za pośrednictwem siedmiobiegowej, zautomatyzowanej przekładni. Pomyślcie o tym przez chwilę – to V12, które brzmi jak F1, a jest ulicznie zarejestrowane.
Czy to jest nowy standard osiągów dla samochodów drogowych? Absolutnie.
Osiągi są równie oszałamiające. Przyspieszenie od 0 do 100 km/h zajmuje około 2,5 do 2,7 sekundy, a prędkość maksymalna przekracza 350 km/h. To wszystko przy masie własnej, która w specyfikacji drogowej wynosi zaledwie 1270 kilogramów. Dzięki konstrukcji opartej na monokoku z włókna węglowego, samochód zbliża się do magicznego stosunku mocy do masy jeden do jednego – co jest Świętym Graalem inżynierii samochodowej.
Najbardziej frapujące dla fana Formuły 1 są jednak aspekty aerodynamiczne. Newey zaprojektował Valkyrie, czerpiąc garściami z rozwiązań znanych z bolidów F1, ze szczególnym naciskiem na efekt przypowierzchniowy (ground effect), generujący potężną siłę docisku. Dodajmy do tego zawieszenie typu pushrod z przodu i z tyłu, pochodzące prosto z technologii wyścigowej. To nie jest samochód, który „symuluje” F1; on czerpie z niej pełnymi garściami. Alonso, który na co dzień walczy z aerodynamiką w AMR23/AMR24, na pewno docenił czystość inżynieryjną tego projektu.
Od hipersamochodu do „prezentu” na święta: Drugi Aston dla El Matadora
Gdy już Fernando nasycił się ekstremalnym testem na torze, Aston Martin przygotował dla niego coś równie ekskluzywnego, choć może nieco bardziej… praktycznego na ulice Monte Carlo. Hiszpański mistrz otrzymał również z brytyjskiej stajni model Aston Martin DBX S, który jest szczytem możliwości SUV-a tej marki.
Mówimy tu o maszynie produkującej 727 koni mechanicznych. Chociaż to mniej niż połowa mocy Valkyrie, DBX S potrafi rozpędzić się do 320 km/h (193 mph) i osiągnąć 200 km/h w zaledwie 11,4 sekundy. Ceny wyjściowe tego SUV-a startują od astronomicznych 210 000 funtów (czyli około 240 000 euro). Wyobraźcie sobie, że to jest dopiero „prezent świąteczny”, a nie główna maszyna testowa.
Alonso odebrał swój DBX S w Monako, a lokalny dealer nie omieszkał pochwalić się tym faktem w mediach społecznościowych. Jest to z pewnością dowód na to, jak wysoko Aston Martin ceni dwukrotnego mistrza świata, który jest kluczową postacią w ich projekcie F1, mającym na celu powrót na szczyt. Zestawienie tych dwóch maszyn – nieziemskiej Valkyrie i ultraszybkiego DBX S – doskonale obrazuje spektrum inżynierii, w którym operuje obecnie Fernando Alonso. Mamy nadzieję, że prezent świąteczny okaże się równie niezawodny, co tegoroczne, choć czasem kapryśne, bolidy F1.