W świecie Formuły 1, gdzie inżynierska finezja spotyka się z rygorystycznymi przepisami, kolejny raz wrze na zapleczu. Mercedes i Red Bull Ford najwyraźniej znaleźli „sztuczkę”, by wycisnąć więcej mocy z jednostek napędowych, co wywołało lawinę niezadowolenia u konkurentów. Czy innowacja, granicząca z naciąganiem reguł, zasługuje na pochwałę, czy raczej na natychmiastowe ukrócenie?

Czy „szara strefa” regulaminu to nowy sport termodynamiczny?
Większość kibiców Formuły 1 skupia się na aerodynamice, ale prawdziwe bitwy często rozgrywają się w sercu bolidu – w silniku. Teraz na pierwszy plan wysunęło się sprytne wykorzystanie technicznych niuansów przez Mercedes i Red Bull Ford. Chodzi o kluczowy parametr silnika – stopień sprężania. Przepisy jasno określają górny limit na poziomie 16:1. Jednak, jak powszechnie wiadomo, wyższy stopień sprężania to bezpośredni przełożyciel na większą moc i, co równie istotne, mniejsze zużycie paliwa.
Okazuje się, że inżynierowie tych stajni odkryli genialnie zakamuflowany sposób na oszukanie pomiarów. Zagadka tkwi w… temperaturze roboczej. Według doniesień, komponenty silnika zostały zaprojektowane tak, by rozszerzać się pod wpływem ciepła generowanego podczas normalnej pracy. Kiedy silnik osiąga pełną temperaturę operacyjną na torze, tłok zbliża się do górnego martwego punktu cylindra bardziej, niż ma to miejsce przy zimnym silniku, na którym przeprowadzane są oficjalne testy przez FIA. W rezultacie, de facto stopień sprężania chwilowo przekracza dozwolony limit, choć technicznie rzecz biorąc, w momencie kontroli, regułę 16:1 zachowano. To jest ten „trik”, za który Mario Andretti zdaje się mieć pewien szacunek.
Andretti broni inżynieryjnej pomysłowości: „Prawnik czy inżynier – zasady czyta się do limitu”
Co ciekawe, legenda sportu, Mario Andretti, doradca zarządu przyszłego zespołu Cadillac, nie podziela oburzenia ekip takich jak Ferrari, Audi czy Honda, które naciskają na natychmiastowe zbanowanie tej techniki. Sześć z jedenastu zespołów korzysta z silników Mercedesa lub Red Bull Ford, co oznacza, że nie ma mowy o jednomyślności w tej kwestii.
Andretti porównuje tę sytuację do pracy prawników naginających prawo:
„To jest tak, jak prawnik czytający prawo. Niektórzy prawnicy są lepsi, ponieważ wiedzą, jak dotrzeć do szarej strefy, tuż zanim stanie się ona czerwona. I tak samo jest z inżynierią, kiedy czytają zasady. Jak daleko możemy się posunąć?”
Jego perspektywa jest jasna: Formuła 1 napędzała się innowacjami, a szukanie luk w regulaminie to esencja wyczynowego motorsportu. Prośby o zmianę zasad tuż przed startem sezonu, kiedy silniki zostały już zaprojektowane i zbudowane, są według niego spóźnione i szkodliwe dla ducha rywalizacji. Zamiast tego, zapowiedziano techniczne spotkanie z FIA 22 stycznia, gdzie ta kontrowersyjna kwestia ma być przedmiotem dyskusji.
Cadillac i Ferrari – brak zmartwień w obliczu potencjalnej straty?
Warto zauważyć, że Cadillac, wchodzący do gry z silnikami Ferrari, potencjalnie może ucierpieć, jeśli Ferrari faktycznie ustępuje pola w tym konkretnym aspekcie mocy. Czy Andretti martwi się, że jego przyszły zespół, startujący z silnikiem „pokonanym” przez „trik” konkurencji, będzie na straconej pozycji? Wiceszef Cadilac nie wydaje się zaniepokojony.
Były mistrz świata z 1978 roku wyraża pełne zaufanie do włoskiego producenta:
„Poczekamy i zobaczymy. Mam stuprocentowe zaufanie do Ferrari w tej kwestii i jeśli nie uda im się tego od razu rozgryźć, to w końcu to zrobią.”
Dodaje wręcz, że obecność Ferrari w ich projekcie, zwłaszcza na starcie, to ogromny atut:
„Nie ma obaw. Myślę, że mamy duże szczęście, że Ferrari jest częścią projektu na sam początek. Szczerze mówiąc, nie sądzę, byśmy mogli trafić lepiej. Więc w tej kwestii, nie ma prawdziwego zmartwienia.”
Wygląda na to, że podczas gdy inni producenci wpadają w panikę i żądają interwencji FIA, niektórzy traktują to jako kolejny element strategicznej gry, gdzie cierpliwość i wiara we własnego partnera technologicznego może przynieść większe korzyści niż krótkoterminowe regulacyjne „wyprostowanie” toru. Czas pokaże, czy inżynierowie Ferrari zdołają znaleźć równie sprytny sposób na walkę z mechanicznym termicznym „czarami” Mercedesa i Red Bulla.