Młody wilk Red Bulla, Arvid Lindblad, ledwo zdążył odetchnąć po oficjalnym przypieczętowaniu jego przyszłości w Formule 1, a już musi rzucić się w wir pracy. Brytyjczyk, który wskoczy do kokpitu Racing Bulls w 2026 roku, nie zamierza czekać na wakacje. Zapowiada się intensywny okres przygotowań, bo przeskak do królowej sportów motorowych, zwłaszcza pod nową erę regulaminową, to nikt inny jak gigantyczne wyzwanie.

Lindblad wziął oddech, ale tylko na chwilę: F1 to nie przelewki
Oficjalne potwierdzenie, na które wszyscy czekali, nadeszło we wtorek pomiędzy Grand Prix Kataru a Abu Zabi: Arvid Lindblad zostanie pełnoprawnym kierowcą zespołu Racing Bulls od sezonu 2026. Ten ruch, choć dla wtajemniczonych był „otwartym sekretem”, zamyka pewien rozdział i otwiera zupełnie nowy. Jakby chciał podkreślić swój status, Lindblad zaraz po tym fakcie triumfował w sprincie Formuły 2 na torze Yas Marina.
Jednak dla samego Lindblada radość z wtorkowego ogłoszenia szybko ustąpiła miejsca wizji zbliżającego się maratonu treningów. Jak sam przyznał, po wygranej w sprincie, jego myśli już były przy niedzielnym wyścigu, ale perspektywa 2026 roku domaga się natychmiastowej uwagi.
„Tak, to było dobre. Oczywiście, było bardzo miło, że wiadomości wyszły we wtorek. Oczywiście, jestem bardzo podekscytowany nadchodzącym rokiem. I tak, dzisiejszy wynik był dobry, ale oczywiście to wciąż sobota, więc czekamy na jutro, bo tam są prawdziwe punkty” – skomentował Lindblad po swoim sobotnim sukcesie.
Plotki głosiły, że Lindblad zastąpi Isacka Hadjara w Racing Bulls, podczas gdy Hadjar awansuje do Red Bull Racing kosztem Yukiego Tsunody. Choć to potwierdzenie przyszło z opóźnieniem, dla młodego Brytyjczyka nie był to szok.
Kiedy właściwie dowiedział się o swoim awansie? Nie było żadnego „punktu zwrotnego”
Pytany przez dziennikarzy GPblog, kiedy dokładnie dowiedział się o swoim miejscu w Formule 1, Lindblad odparł, że kluczowe informacje otrzymał już w Katarze. Ale co ważniejsze, nie było jednego, magicznego momentu, który sygnalizowałby, że F1 jest na wyciągnięcie ręki.
„Nie było wyraźnego momentu, kiedy wiedziałem, że to możliwe. Jestem w programie Red Bulla już od kilku lat. Przeszedłem przez ich szeregi i tak, pracowałem z nimi bardzo blisko. Wiedziałem więc, że jest we mnie duże zaufanie zawodnicze.”
Dla niego liczyła się konsekwentna praca, a nie nagłe przebłyski nadziei. W kontekście rywalizacji w F2, gdzie zajął wysokie, szósty miejsce po finale, jego filozofia koncentracji na osiągach była kluczem do otwarcia drzwi do F1, nawet poprzez sesje treningowe FP1.
„Po prostu skupiałem się na wynikach w tym roku w F2 i wiedziałem, że jeśli wykonam dobrą robotę, pojawią się możliwości, nawet jeśli były prezentowane poprzez FP1 i tym podobne… Tak więc, nie powiedziałbym, że był jakiś punkt zwrotny, który dał mi wskazówkę, że coś jest możliwe. Po prostu byłem skupiony na wydajności i wiedziałem, że jeśli to zrobię, coś się wydarzy.”
To właśnie Helmut Marko, ówczesny doradca Red Bulla, przekazał mu tę rewelacyjną wieść. Reakcja była, co zrozumiałe, euforyczna.
„Oczywiście byłem absolutnie przeszczęśliwy, kiedy się dowiedziałem. Tak, to był mój cel odkąd zacząłem tę podróż, mając pięć lat. Więc tak, oczywiście byłem tym niesamowicie szczęśliwy.”
Zima bez urlopu: Nowe regulacje F1 nie poczekają na rekonwalescencję
Po zdobyciu punktów w niedzielnym wyścigu głównym F2, Lindblad zakończył swój pierwszy i jedyny sezon w tej serii na szóstym miejscu w klasyfikacji generalnej. Brzmi to jak dobry bilans, ale dla 18-latka to dopiero początek prawdziwej, żmudnej pracy. Nie ma mowy o długim odpoczynku. Wprost przeciwnie – czeka go pracowity finisz roku i początek kolejnego.
Powód jest prozaiczny i brutalnie szczery: rok 2026 przyniesie gruntowne zmiany w regulaminie technicznym Formuły 1. A te zmiany wymagają błyskawicznego przyswojenia masy nowych informacji i procedur.
„To będzie pracowita zima. Znaczy, przyszły rok będzie bardzo inny w F1 ze względu na zmiany regulaminowe, a zaczyna się to bardzo szybko. Mamy pierwszy test już pod koniec stycznia. Więc tak, teraz czeka nas kilka pracowitych tygodni. Tak naprawdę nie będę miał przerwy i będzie dużo pracy z zespołem, aby wejść na właściwe obroty i nauczyć się jak najwięcej.”
Przejście z kariery w F2 do F1 to zawsze monumentalny skok, ale Lindblad przewiduje, że tym razem będzie to jeszcze trudniejsze. Więcej skomplikowanych operacji w samochodzie oznacza więcej do opanowania pod presją wyścigową.
„Ponieważ myślę, że tak czy inaczej, przejście z F2 do F1 to ogromny krok, a myślę, że w przyszłym roku będzie to jeszcze bardziej widoczne, ponieważ będzie jeszcze więcej rzeczy do zarządzania z wnętrza bolidu. I tak, będzie dużo pracy do wykonania” – podsumował Brytyjczyk. Widać, że Arvid Lindblad ma jasno wytyczony plan: zapomnieć o świętowaniu, skupić się na inżynierii bolidu i przygotować się na uderzenie w 2026 roku.