Aston Martin staje przed wyzwaniem przed GP Australii po rozczarowujących testach przedsezonowych. Zespół z Silverstone miał trudny start współpracy z dostawcą jednostek napędowych, firmą Honda, oraz borykał się z wieloma problemami, które ograniczyły ich możliwości podczas testów w Bahrajnie i Barcelonie. W obliczu tych trudności, czy Aston Martin będzie w stanie odnaleźć się na torze w Australii?

Czas na naukę dla Aston Martin
Przed pierwszym weekendem wyścigowym członkowie zespołu Aston Martin przyznali, że nadchodzący wyścig będzie właściwie kontynuacją testów. Problemy z korelacją danych pomiędzy symulatorem a rzeczywistością, w połączeniu z okresowymi problemami z niezawodnością, skłoniły inżynierów do dokładnej analizy zgromadzonych danych, zamiast skupiać się wyłącznie na wydajności. Kierownictwo zespołu pod wodzą Adriana Neweya robi wszystko, co w ich mocy, aby wykorzystać ten czas na torze, aby rozwiązać zgłoszone problemy z wibracjami komponentów bateryjnych.
Bóle głowy związane z Hondą
Współpraca z Hondą od początku wymagała adaptacji. Choć japoński producent ma silną pozycję w Formule 1, zwłaszcza w ostatnich sezonach z Red Bullem, integracja jednostki napędowej w najnowszym concept chassis Aston Martina nie przebiega płynnie. Problemy te nawiązują do trudności, jakich doświadczyło McLaren przy podobnej współpracy z Hondą w 2015 roku, co skutkowało problemami z niezawodnością. Andy Cowell, były szef zespołu Aston Martin, obecnie ściśle współpracuje z Hondą w celu rozwiązania bieżących problemów.
Presja na Alonso i Strolla
Dla kierowców, takich jak Fernando Alonso, kluczowa będzie cierpliwość. Dwukrotny mistrz świata jest zaznajomiony z cyklami rozwojowymi, lecz i on zdaje sobie sprawę, że oczekiwania dotyczące otwierającego się wyścigu mogą wymagać ostrożności. Jego kolega z zespołu, Lance Stroll, stoi przed trudnym zadaniem wydobycia znaczącej prędkości wyścigowej z samochodu, który może być jeszcze nie w pełni zrozumiały.
Obaj kierowcy będą musieli aktywnie brać udział w procesie feedbacku, co wiąże się z eksperymentowaniem ustawień w trakcie wszystkich sesji treningowych. Czy uda im się zrozumieć swój bolid? To pytanie pozostaje otwarte.
Czy strategia ograniczenia szkód się sprawdzi?
Podczas gdy zespoły rywalizujące wydają się cieszyć bardziej prostymi przygotowaniami, podejście Aston Martin do GP Australii jako przedłużonego testu wydaje się zrozumiałe. Kluczowe będzie zdobycie solidnych punktów, zamiast dążenia do rozgłosu w mediach. W najbardziej rywalizacyjnej części stawki, każda awaria może wiązać się z dużymi kosztami. Jeśli eksperymentalne zmiany przyniosą efekty, Aston Martin może stopniowo odkrywać drzemiący w nim potencjał. W przeciwnym razie dystans do czołówki może błyskawicznie się zwiększyć.
W tej chwili wewnętrzne przesłanie z garażu zespołu jest jasne: to projekt długofalowy. Otwarcie sezonu może być mniej o walce na czołowych pozycjach, a bardziej o przetrwanie, zbieranie danych i stopniowy postęp na rzecz dalszej części sezonu. Jakie niespodzianki przyniesie nam australijski tor? Odpowiedź poznamy już niebawem.