Zbliżający się sezon 2026 w Formule 1 budzi wiele emocji, a Australian Grand Prix z pewnością dostarczy odpowiedzi na istotne pytania związane z rywalizacją na torze. Jak wypadną czołowe zespoły? Kto udowodni swoją dominację, a kto zaskoczy negatywnie? To tylko niektóre z pytań, które będą miały swój finał podczas pierwszego wyścigu w Australii.

Czy Mercedes nadal jest wzorcem do naśladowania?
Zaledwie kilka dni temu FIA zakończyła kontrowersje dotyczące „sztuczki” z kompresją silnika, która zajmowała umysły wszystkich fanów sportu w okresie przedsezonowym. Wprowadzono zmiany w regulaminie, które otrzymały jednomyślną akceptację od zainteresowanych stron. Nowe zasady, które wejdą w życie 1 czerwca, nakazują pomiar jednostek napędowych nie tylko w temperaturze otoczenia, ale także w 130°C, co ma na celu obnażenie potencjalnych przewag, które Mercedes uzyskuje z kompresją silnika zmieniającą się z 16:1 do 18:1.
Toto Wolff, dyrektor zespołu Mercedes, początkowo wskazał Red Bull jako zespół do pobicia. Zmienił jednak zdanie, sugerując, że na czołowej pozycji może znajdować się „cztery zespoły” rywalizujące o primat. Jego wypowiedzi wskazują, że hierarchia zespołów może się nie różnić zbytnio od tej z ubiegłego roku, choć nie wskazał wyraźnie, które ekipy zajmują poszczególne miejsca.
W kontekście tych informacji, Australian Grand Prix dostarczy pierwszych realnych wskazówek, jak wiele Mercedes mógł ukrywać podczas testów przedsezonowych. Te z kolei nie przyniosły jednoznacznych odpowiedzi na pytania dotyczące prawdziwego potencjału W17, jako że zespół nie przeprowadził pełnowartościowej symulacji kwalifikacji — w przeciwieństwie do Ferrari, które starało się przeprowadzić takie testy.
Czy Ferrari naprawdę jest tak silne, jak wyglądało podczas testów w Bahrajnie?
Nowy model Ferrari, o nazwie SF-26, przyciągnął wiele uwagi podczas testów w Barcelonie i Bahrajnie. Silnik wykazywał znakomitą niezawodność, co pozwoliło obu kierowcom na zgromadzenie imponującej liczby okrążeń, w dużej mierze także dzięki wsparciu zespołów-klientów.
Charles Leclerc, w trakcie ostatnich dni testów, pokazał na co stać Ferrari, ustanawiając szybkie okrążenia, które wzbudziły wiele pytań w paddocku odnośnie prawdziwego potencjału zespołu. Wprowadzone innowacje, rzadko spotykane w ostatnich latach, jak agresywna konstrukcja tyłu bolidu, w tym mały skrzydełko nad dyfuzorem oraz obrotowe tylne skrzydło, zyskały spore zainteresowanie.
Choć Mercedes nadal postrzegany jest jako wzór do naśladowania według komentarzy rywali, wyścig w Melbourne będzie pierwszą prawdziwą próbą, by ocenić, czy Ferrari zdołało uwolnić się od problemów, które dręczyły ich w ubiegłym sezonie i zaoferować Leclercowi oraz Hamiltonowi samochód zdolny do walki o czołowe lokaty.
Jak poradzi sobie Aston Martin?
Bez wątpienia największym rozczarowaniem pre-sezonowych testów był Aston Martin, który na dzień przed rozpoczęciem mistrzostw prezentuje się raczej jak zespół w fazie rozwoju, niźli potencjalny pretendent do walki o podium. Oczekiwania względem tej ekipy były ogromne, zwłaszcza biorąc pod uwagę obecność takich nazwisk, jak Adrian Newey i Honda, a jednak AMR26 wciąż wydaje się być daleki od spełnienia tych oczekiwań.
Niedawne spekulacje sugerują, że Australian Grand Prix mogłoby być traktowane jako przedłużony test. Jednak źródła w zespole stanowczo zaprzeczają, że rozważają rezygnację z udziału w wyścigu w Melbourne, mimo krążących plotek. Jeszcze większym znakiem zapytania pozostaje to, co Fernando Alonso i Lance Stroll będą w stanie wydobyć z samochodu w nadchodzących dniach. W każdym razie, Aston Martin będzie musiał liczyć się z falą krytyki, jeśli odległość do rywali okaże się znacząca, co wielu obawia się, że się wydarzy.