Narracja, która wstrząsnęła Australią po finale sezonu F1, nie cichnie: Oskara Piastriego uznano za niesprawiedliwie pokrzywdzonego przez McLaren w walce o tytuł mistrzowski. Czy media znad antypodów mają rację, sugerując spisek i faworyzowanie Lando Norrisa, czy może dramaturgia sezonu skrywała proste, czysto sportowe przyczyny tej porażki?

Lando Norris górą – australijska narracja o „okradzionym” tytule
Po emocjonującym Grand Prix Abu Zabi i podsumowaniu całego sezonu, w mediach australijskich zapanowało rozczarowanie. Ich narodowy bohater, Oscar Piastri, zaledwie w swoim debiutanckim sezonie, był blisko upragnionego tytułu, prowadząc przez znaczną część kampanii. Jednak ostatecznie to jego kolega z zespołu, Lando Norris, stanął wyżej w klasyfikacji generalnej.
Ta frustracja znalazła wyraźne odzwierciedlenie w relacjach telewizyjnych. Jak donoszą źródła, jeden z reportaży zakończył się gorzką puentą:
„Miejmy nadzieję, że Oscar to osiągnie w przyszłym roku… jeśli McLaren nie będzie działać przeciwko niemu.”
Następnego dnia kolejna audycja uderzyła w zespół z Woking, koncentrując się ironicznie na finansach młodego Australijczyka, sugerując, że przynajmniej tam znajdzie pocieszenie. Stwierdzono tam:
„Kiedy australijska broń Formuły 1, Oscar Piastri, przegrała w tym tygodniu mistrzostwa kierowców w Abu Zabi, cały kraj poczuł się okradziony. Przez cały sezon wydawało się, że jego zespół McLaren faworyzował kolegę z zespołu i późniejszego mistrza Lando Norrisa, ale ta wiadomość może złagodzić cios, przynajmniej dla Piastriego, z informacją, że otrzyma on 41 milionów dolarów premii.”
Faktyczna różnica między kierowcami wyniosła ostatecznie 13 punktów na korzyść Norrisa, a Piastri uplasował się na trzeciej pozycji. Czy to jednak naprawdę wynik celowego działania McLarena, tych enigmatycznych „reguł Papaya”?
Sprawy wewnątrz McLarena: Czy jedyna kontrowersja to Monza?
Analizując przebieg sezonu, trudno nie oprzeć się wrażeniu, że McLaren faktycznie zarządzał napięciem między dwoma przyszłymi tytanami. Jednak rzeczywiste punkty sporne, które mogły wpłynąć na końcowy bilans, wydają się marginalne, jeśli chodzi o celowe działanie na niekorzyść Piastriego.
Jedynym momentem, który wywołał szerokie dyskusje o potencjalnym „faworyzowaniu” (choć to zbyt mocne słowo), była zamiana pozycji bolidów podczas Grand Prix Włoch. Gdyby kierowcy zachowali pierwotną kolejność, różnica punktowa uległaby nieznacznej korekcie – swing wyniósłby zaledwie sześć punktów. W tamtym momencie to Piastri prowadził, utrzymując przewagę 31 punktów nad Brytyjczykiem. Odwrócenie tej sytuacji nie miało więc decydującego wpływu na ostateczny wynik sezonu.
Jeśli McLaren rzeczywiście chciał „chronić” Norrisa lub celowo sabotować Piastriego, to działania te musiały być subtelniejsze niż publiczne decyzje strategiczne. Jednak narracja ta rozmija się z brutalną rzeczywistością, z jaką zmierzył się debiutant w kluczowych momentach sezonu.
Czynniki poza kontrolą: Fatalny finisz i brak konsekwencji
To, co ostatecznie kosztowało Piastriego walkę o mistrzostwo, nie leżało w dyrektywach z boksu, lecz w jego własnych występach i niewielkiej liczbie pechowych incydentów na początku. Kluczowym statystycznym problemem dla Australijczyka był fakt, że do Grand Prix Kataru ani razu nie stanął na podium. To, co dla debiutanta jest akceptowalne w pierwszych wyścigach, staje się problematyczne, gdy rywal – Norris – notuje regularne, wysokie zdobycze punktowe.
Piastri miał swoje problemy. Dwukrotnie rozbił się w Azerbejdżanie. Był w dużej mierze odpowiedzialny za incydent w sprincie na COTA, który wyeliminował obu kierowców McLarena. Do tego dorzućmy awarię w sprincie w Interlagos. Te momenty, w których Piastri tracił punkty lub wypadał z wyścigu, sumują się do dużej straty.
Zanim Piastri odnalazł optymalną formę w Katarze i na kolejnych rundach, by dorównać, a nawet chwilowo przewyższyć tempa swojego kolegi, Norris już zdążył zbudować bezpieczną poduszkę punktową. Brytyjczyk po prostu wykazał się konsekwencją, której tak chwalony na początku sezonu Piastri, chwilowo użyczył swojemu bolidowi. Lando Norris utrzymał stabilność, której Australijczykowi zabrakło w kluczowym segmencie sezonu.
Piastri z pewnością będzie rzucał wyzwanie o tytuł w przyszłości; jego talent jest niezaprzeczalny, a trzecie miejsce w debiutanckim sezonie to wynik, z którego powinien być dumny. Niemniej jednak, tytuł mistrzowski w tym konkretnym, przegranym przez niego sezonie, nie został mu odebrany przez „reguły Papaya”. Został on po prostu wywalczony przez bardziej konsekwentnego Norrisa.