Sensacyjne transfery w Formule 1 zawsze budzą gigantyczne emocje, a przejście Lewisa Hamiltona do Ferrari było absolutnym trzęsieniem ziemi w świecie sportów motorowych. Niestety, debiutancki sezon na włoskich barwach okazał się dla siedmiokrotnego mistrza świata brutalny, niosąc za sobą serię rozczarowujących wyników. Czy to koniec legendy, czy tylko potknięcie przed wielkim powrotem? Wielki strateg Formuły 1, Ross Brawn, zabrał głos, dając Hamiltonowi potężny kredyt zaufania.

Czy Ross Brawn ma monopol na przepowiednie? Optymizm wobec Hamiltona w czerwieni
Kiedy Lewis Hamilton podjął decyzję o opuszczeniu Mercedesa po dwunastu sezonach, w trakcie których wywalczył sześć tytułów mistrzowskich, wydawało się, że celem jest tylko jedno – kolejny triumf w barwach Scuderii. Jednak rok 2025 przyniósł fanom Ferrari i samego Hamiltona bolesną rzeczywistość. Brytyjczyk dotychczas zgromadził zaledwie 152 punkty na dwie rundy przed końcem sezonu i – co gorsza – nie zdołał stanąć na podium ani razu, licząc tylko wyścig główny, choć miał moment przebłysku w sprincie w Chinach. Mimo tych trudności, Ross Brawn, postać kluczowa dla historii F1, a zwłaszcza dla Hamiltona (Brawn był architektem jego transferu do Mercedesa w 2013 roku, tuż przed erą dominacji), utrzymuje, że Lewis dostarczy oczekiwane wyniki.
Brawn, który sam spędził dekadę w Ferrari i poprowadził ich do wielu mistrzostw w latach dwutysięcznych, nie widzi powodu, dla którego Hamilton miałby zawieść. Zdaniem byłego szefa zespołu:
„Lewis jest postacią zdeterminowaną i wykazywał się odpornością w przeszłości, więc nie ma powodu, dla którego nie miałby [dostarczyć wyników].”
To mocne słowa wsparcia, które rezonują na tle powszechnego sceptycyzmu, ale Brawn dodaje jeden istotny warunek, który może być przyczyną tegorocznych problemów:
„Mam tylko nadzieję, że Ferrari dobrze sobie poradzi z nowymi regulacjami.”
To sugeruje, że głównym problemem nie jest sam kierowca, ale narzędzie, którym dysponuje – bolid Ferrari SF-25, który w tym sezonie nie sprostał oczekiwaniom, zwłaszcza w kontekście zbliżających się rewolucyjnych zmian w technicznych przepisach na rok 2026.
Spirala porażki: Od Las Vegas do egzystencjalnych pytań
Sezon Lewisa Hamiltona w Ferrari osiągnął niejeden punkt zwrotny, ale ten w Las Vegas był wręcz symboliczny. Dramatyczna sesja kwalifikacyjna, w której 40-latek zajmując P20, co sam określił jako „bezużyteczne”, uwypukliła skalę trudności, z jakimi mierzy się w tym roku. O ile niedzielny wyścig przyniósł lekkie odbicie (P10 po dyskwalifikacji kierowców McLarena dało P8), to powrót do codzienności po tym weekendzie był gorzki.
Wypowiedzi Hamiltona po tym weekendzie wywołały lawinę spekulacji na temat jego przyszłości w F1. Kiedy zapytany o pewność co do sezonu 2026, Lewis wydawał się pełen rezygnacji, co automatycznie otworzyło puszkę Pandory. Czy to zmęczenie materiału, czy może po prostu frustracja z powodu niekonkurencyjnego bolidu? Jak zauważył były szef Haas, Guenther Steiner, jeśli Hamilton ma kontynuować starty w F1 po 2025 roku, to „potrzebny będzie impuls” dla kierowcy.
Determinacja kontra rzeczywistość: Czego naprawdę potrzebuje siedmiokrotny mistrz?
Nie można kwestionować determinacji Lewisa Hamiltona, która pozwoliła mu zdefiniować epokę w Mercedesie. To charakter, który kazał mu powtarzać, że każdy zły weekend jest po prostu kolejną szansą na naukę. Niemniej jednak, Formuła 1 to sport brutalnie bazujący na sprzęcie, a obecna dywizja w Ferrari wydaje się wymagać więcej niż tylko mentalnej siły.
Brawn, który doskonale zna zarówno Ferrari, jak i mechanizmy rządzące transferami i presją w zespole z Maranello, akcentuje kluczową rolę rozwoju technicznego. Jeżeli McLaren, Red Bull, a nawet Alpine w niektórych momentach wydają się mieć przewagę koncepcyjną, oczekiwanie, że Hamilton sam zepchnie ten bolid na prowadzenie jest nierealne. Jego wiara w Brytyjczyka, oparta na jego historycznej rezyliencji, jest pocieszająca, ale kibice i eksperci czekają, aż inżynierowie w fabryce dadzą mu bolid zdolny do walki o zwycięstwa, a nie tylko o punkty po wykluczeniach rywali. Rok 2026, gdy wejdą w życie nowe regulacje aerodynamiczne, to moment, w którym to Ferrari musi „get it right”, aby determinacja Lewisa mogła przełożyć się na upragnione La Decima.