Legendy się nie mylą, a Flavio Briatore, człowiek orkiestry, który widział w Formule 1 więcej niż niejeden mistrz świata, właśnie postawił kropkę nad „i”. Mowa oczywiście o Fernando Alonso, kierowcy, który według Włocha, powinien mieć na swoim koncie co najmniej sześć, a może nawet osiem tytułów mistrzowskich. Te słowa rzucają nowe światło na to, jak wielki talent został, być może, zmarnowany przez okoliczności i fatalne decyzje strategiczne.

Dlaczego Alonso zasługuje na więcej niż dwa tytuły? Głosy z padoku
Flavio Briatore, który ponownie zasilił szeregi paddocku, pracując z Alpine, udzielił wywiadu dla programu DAZN „Bravissimo”, gdzie nie szczędził komplementów pod adresem dwukrotnego mistrza świata. Briatore jest twardym realistą, a jego ocena bazuje na twardych danych – Alonso od zawsze wyciskał z bolidu procenty, których inni nie widzieli.
„Kierowca taki jak on powinien był wygrać sześć lub osiem mistrzostw świata, ponieważ zawsze robił różnicę w swoim zespole”.
To musi boleć każdego fana F1, który obserwował karierę Hiszpana. Fernando zadebiutował w erze, gdzie dominacja Michaela Schumachera i Ferrari wydawała się nietykalna, by zaraz potem dokonać niemożliwego – zdobyć dwa mistrzostwa z rzędu w latach 2005 i 2006, przerywając włosko-niemiecką hegemonię z Renault. Te dwa tytuły to kamień milowy, ale dalsza część kariery to kawał dramatycznej historii.
Kontrowersje i „agonizacja” o tytuł: McLaren, Ferrari i pech
Po przejściu do McLarena w 2007 roku, Alonso otarł się o trzeci tytuł. Sezon zakończył się legendarnym dreszczowcem, w którym ostatecznie Kimi Räikkönen wyprzedził zarówno Alonso, jak i Lewisa Hamiltona. Jeden punkt – tyle zadecydowało o tym, że jeden z najbardziej utytułowanych kierowców w historii, nie miał wtedy na koncie trzech mistrzostw.
Później nastąpił powrót do Enstone i dramatyczna saga z Ferrari. Lata 2010 i 2012 to były sezony, w których Alonso, jeżdżąc bolidem, który obiektywnie nie był najlepszy w stawce, doprowadził walkę o mistrzostwo do ostatniego wyścigu. Ostatecznie, za każdym razem musiał pogratulować rywalowi. To jest właśnie ta „różnica”, o której mówi Briatore – Alonso potrafił wygrywać z tym, co miał, podczas gdy czołowe zespoły miały więcej zasobów konstrukcyjnych.
Od 2015 roku, niestety, wyniki zaczęły się oddalać. Powrót do McLarena, tym razem z silnikami Hondy, okazał się katastrofą technologiczną. Porażka tak głośna, że skłoniła go do pierwszej emerytury. Nawet powrót z Alpine, a obecnie z Astonem Martinem, daje jedynie przebłyski dawnej chwały, ale brakuje maszyny zdolnej stanąć do realnej walki z Red Bullem czy Ferrari.
Spokój poza torem: Alonso i chwila wytchnienia
Podczas gdy inni kierowcy korzystają z zimowej przerwy na intensywne przygotowania fizyczne lub medialne tournee, Fernando Alonso znalazł chwilę na regenerację w zupełnie innym otoczeniu. Dwukrotny mistrz świata postanowił podzielić się z fanami, jak spędza niedzielny relaks, przygotowując się do swojego 23. sezonu w Formule 1.
Hiszpan opublikował w mediach społecznościowych zdjęcie z Melissą Jimenez, swoją partnerką, z którą jest związany od 2023 roku. Była to ich pierwsza publiczna fotografia udostępniona przez kierowcę, co sugeruje chęć nieco większego otwarcia się poza stricte sportowymi obowiązkami. Uwagę zwracał również pojazd, którym wybrali się na wypad za miasto – Aston Martin Valiant, flagowy model drogowy brytyjskiej marki. W obliczu nadchodzącego sezonu, to pokazuje fascynację Hiszpana marką, z którą wiąże swoje nadzieje na godne zakończenie kariery. W międzyczasie, do powrotu F1 i walki o podium brakuje już niecałego miesiąca, a testy w Barcelonie mają dać odpowiedź, czy sezon 2024 będzie lepszy od ostatnich lat Alonso.