Sezon 2025 Formuły 1 dobiegł końca, a McLaren, zespół, który nieoczekiwanie wskoczył do gry o najwyższe laury, wciąż elektryzuje paddock! Dyrektor generalny stajni z Woking, Zak Brown, podczas gali FIA w Taszkencie nie krył dumy, jednocześnie energicznie broniąc kontrowersyjnej „zasady papai” – dyrektywy, która pozwoliła dwóm kierowcom walczyć o mistrzostwo świata do samego finiszu. Czy to było genialne posunięcie, czy może recepta na wewnętrzny chaos?

Brown bez ogródek: „Papaya rule” to nasz przepis na sukces
To musiało być niesamowite uczucie. Odbierając nagrodę dla najlepszego konstruktora, Zak Brown, szef McLarena, nie oszczędzał słów uznania dla swojego zespołu. Amerykanin podkreślił, że rok 2025 przeszedł najśmielsze oczekiwania, a kluczową rolę odegrała strategia, która pozwalała na pełną swobodę bojową między Lando Norrisem a Oscarem Piastrim.
Brown mocno stanął w obronie tak zwanego „papaya rule approach” (zasady papai), koncepcji, która, choć często krytykowana przez zewnętrznych obserwatorów, pozwoliła obu kierowcom Macca realnie walczyć o tytuł Mistrza Świata Kierowców. To rzadki widok w F1, gdzie zespoły często faworyzują jednego zawodnika, aby zmaksymalizować szanse na tytuł konstruktorów.
„Fantastyczny sezon. Wszyscy mężczyźni i kobiety w McLarenie wykonali niewiarygodną pracę, prowadzoną przez naszych dwóch wybitnych kierowców” – zaczął swój wywód Brown. Następnie dodał esencję tego, co działo się w bokserze McLarena:
„Oczywiście, to, co zrobił Andrea [Stella, szef zespołu] prowadząc nasz zespół, i to, że weszliśmy do ostatniego wyścigu z dwoma kierowcami walczącymi o Mistrzostwo Świata, kiedy wszyscy mówili, że to niemożliwe, jest godne podziwu. Jestem po prostu bardzo dumny ze sposobu, w jaki McLaren wszedł do wyścigów i dokładnie to samo zamierzamy robić w przyszłym roku.”
Ta strategia, polegająca na daniu wolnej ręki Norrisowi i Piastriemu, budziła spore emocje. Z jednej strony, gwarantowała maksymalną liczbę punktów i widowiskowe pojedynki; z drugiej, fani i eksperci obawiali się, że „zasady swobodnej walki”, choć wsparte subtelnymi ograniczeniami, mogły w kluczowym momencie doprowadzić do kolizji lub utraty cennych punktów na rzecz rywali. McLaren najwyraźniej uznał, że ryzyko strategiczne jest warte potencjalnej nagrody.
Rywale tracą rezon, gdy Piastri chwali reguły wewnętrzne
Kiedy McLaren świętował, Piastri, jeden z bohaterów tej opowieści, już wcześniej opowiadał się po stronie dyrektywy Browna. Australijczyk, młody, ale już dojrzały w swoich wypowiedziach, bronił systemu, podkreślając, że zapewnia on uczciwość wewnątrz zespołu. W świecie, gdzie rywalizacja między kolegami z zespołu bywa toksyczna, takie podejście to powiew świeżości, choć nie pozbawiony ostrych krawędzi.
Według Piastriego, zasada ta paradoksalnie czyni go lepszym kierowcą, zwłaszcza podczas bezpośredniej rywalizacji z Lando Norrisem. Każdy bolid McLarena, wchodzący na tor, stawał się małą areną, gdzie liczyło się nie tylko pokonanie rywali z Red Bulla czy Ferrari, ale i udowodnienie swojej lepszej formy kolegi z identycznym sprzętem. To podnosi poprzeczkę wydajności na niedościgniony poziom. Choć warunki rywalizacji są „wyważone”, to ostatecznie na linii mety liczy się to, kto da z siebie więcej w danym momencie.
Czy McLaren zagra va banque również w kolejnym sezonie?
Dla obserwatora z zewnątrz, McLaren pod wodzą Browna zagrał va banque – postawił na dwoistość w kokpicie i wygrał. W obliczu faktu, że zespoły często zarządzają swoimi kierowcami niczym pionkami, decyzja o utrzymaniu „papaya rule” na kolejny rok jest odważnym sygnałem: McLaren wierzy w jakość swoich kierowców i ich profesjonalizm. Jeśli Norris i Piastri potrafią utrzymać wzajemny szacunek, jednocześnie bezlitośnie walcząc o każdą pozycję, to jest to model, którego mogą pozazdrościć inne stajnie.
Sukces konstruktorski w 2025 jest kamieniem milowym. Teraz pozostaje pytanie, czy ta rewolucyjna, wręcz anarchistyczna, ale skuteczna strategia wewnętrznego zarządzania charakterami utrzyma się, gdy stawka będzie jeszcze wyższa, a walka o mistrzostwo jeszcze bardziej zacięta? Czas pokaże, czy papaya wciąż będzie kolorem zwycięstwa, czy okaże się pułapką.