Napięcia w Formule 1 osiągają nowy poziom, gdy jeden z kluczowych graczy rzuca otwarty list w twarz dominującemu zespołowi. Zak Brown, CEO McLarena, nie owija w bawełnę, krytykując Red Bulla za jego strukturalne zaangażowanie w jednego kierowcę, Maxa Verstappena. Czy to tylko zwykła złośliwość rywala, czy może ujawnienie bolesnej prawdy o tym, jak wygląda zarządzanie mistrzowskim stajnią w erze hegemonii?

Czy Red Bull stał się „imperium jednego kierowcy”? Ostre zarzuty CEO McLarena
Formuła 1, choć z nazwy dyscyplina konstruktorów, w ostatnich latach coraz bardziej przypomina pokaz solowy. Zak Brown, szef McLaren Racing, postanowił głośno wyrazić swoje obawy dotyczące modus operandi Red Bull Racing, sugerując, że ich operacje są niemal całkowicie podporządkowane jednemu człowiekowi – Maxowi Verstappenowi. Te kontrowersyjne spostrzeżenia, ujawnione w jego nadchodzącej książce, malują obraz zespołu, który, choć niewiarygodnie skuteczny, traci równowagę w imię utrzymania status quo.
Brown zauważa, że od czasu odejścia Daniela Ricciardo z austriackiego giganta, przepaść między Verstappenem a jego partnerami zespołowymi stała się alarmująco duża. Statystyki z obecnego sezonu są tu najbardziej wymowne: Holender odpowiada za niemal 75% punktów zdobytych przez Red Bulla, podczas gdy Yuki Tsunoda notuje średnio mniej niż dwa punkty na weekend wyścigowy. To nie tylko sugeruje, ale niemal potwierdza, że w Milton Keynes panuje nadmierne skupienie na jednym talencie.
W swojej książce, zatytułowanej „Seven Tenths of a Second”, Brown pisze dosadnie: „Czasami, na długo przed tym, zanim Christian Horner zostanie zwolniony w połowie sezonu 2025, naprawdę ma się wrażenie, że to Max rządzi zespołem” (cytat). To twarde uderzenie w hierarchię, sugerujące, że nawet najwyższe szczeble zarządzania ustępują przed ambicjami i wymaganiami swojego asa.
Samochód szyty na miarę i strach przed konkurencją
Według Browna, problem tkwi głęboko w filozofii projektowania i strategii rekrutacyjnej Red Bulla. Amerykański menedżer twierdzi, że bolid RB jest celowo konfigurowany tak, by idealnie pasował do stylu jazdy Verstappena, co automatycznie czyni go trudniejszym do opanowania dla każdego innego kierowcy.
„Wszystko wydaje się być podporządkowane jemu. Wszyscy wydają się go obawiać” – dodaje Brown. Kluczowym elementem jego argumentacji jest odrzucenie kandydatury Carlosa Sainza, który stał się wolnym agentem po tym, jak Ferrari postawiło na Lewisa Hamiltona. Zdaniem Browna, Sainz był „oczywistym wyborem” na partnera dla Verstappena w 2025 roku, ale Red Bull celowo pominął Hiszpana.
Dlaczego? Bo Sainz – udowadniający swoją wartość, zwłaszcza w wyścigach, w których Max nie startował – stanowiłby realne zagrożenie dla dominacji. „Red Bull ma tendencję do nie wybierania drugiego kierowcy, który mógłby stanowić zagrożenie dla Maxa” (cytat). To strategia eliminowania wewnętrznej konkurencji, którą Brown potępia jako szkodliwą dla sportu.
Etyka w zespole: Dwa różne podejścia
CEO McLarena nie ukrywa, że filozofia „jednego człowieka” jest kompletnym przeciwieństwem tego, do czego dąży jego własna organizacja. Brown jasno podkreśla kontrast między etosem, za który odpowiada on, a podejściem, które obserwuje u swojego rywala.
„Max jest genialnym kierowcą i oni panicznie boją się go stracić, a wybraną przez nich metodą jest utrzymanie go szczęśliwym ponad wszystko” (cytat). Brown przyznaje, że jeśli to oznacza „stanie się jednokierowcowym zespołem, małym prywatnym imperium kierowcy, są na to gotowi” (cytat).
Różnica w kulturze organizacyjnej jest dla niego fundamentalna. „To nie jest droga, którą chcę podążać w McLarenie” – deklaruje. Przywołuje przy tym dziedzictwo dawnych włodarzy McLarena, Rona Dennisa i Mansoura Ojjeha, sugerując, że oni również nie akceptowaliby takiego modelu. „Tego rodzaju niesprawiedliwość, to tłumienie rywalizacji, nie jest częścią naszego etosu w firmie” (cytat) – konkluduje Brown, podnosząc standardy etyczne nad doraźne wyniki napędzane przez centralizację władzy wokół jednej gwiazdy.