Ostatnie wydarzenia w zespole Ferrari wywołały burzę w świecie Formuły 1, a teraz głos w tej sprawie zabrał sam Juan Pablo Montoya, nie szczędząc gorzkich słów pod adresem Scuderii. Były kierowca WEC i były reprezentant barw Ferrari bezlitośnie wskazuje na fundamentalny problem, który, jego zdaniem, trawi włoski zespół od lat. Czy polityka faktycznie dusi potencjał jednej z najbardziej utytułowanych ekip w historii motosportu?

Montoya nie owija w bawełnę: „Największym problemem Ferrari jest polityka”
Wypowiedź Juana Pablo Montoyi uderzyła w Maranello niczym cios prosto w serce, zwłaszcza po katastrofalnym Grand Prix São Paulo, gdzie czerwone bolidy zanotowały podwójne DNF (Did Not Finish). Ta seria porażek sprawiła, że strata punktowa do Mercedesa w klasyfikacji konstruktorów powiększyła się do niepokojących 36 punktów. Kolumbijczyk, który sam miał okazję jeździć w barwach Ferrari, wydaje się być sfrustrowany obserwując obecną sytuację.
Montoya odniósł się bezpośrednio do wcześniejszych komentarzy szefa Ferrari, Johna Elkanna, sugerując, że próba odwrócenia uwagi od problemów wewnętrznych poprzez publiczne wypowiedzi jest kontrproduktywna. Cytując słowa Kolumbijczyka w rozmowie z AS Colombia:
„Powodem, dla którego on (Elkann) to powiedział, jest to, że istnieje pewna wewnętrzna presja skierowana przeciwko niemu. Najlepszym sposobem na walkę z tym jest odbicie tego na zewnątrz, ale trzeba w pewnym momencie zdać sobie sprawę, że sposób, w jaki się to robi, nie działa. Największym problemem w Ferrari jest polityka, mnóstwo polityki.”
Te mocne słowa padają w kluczowym momencie sezonu 2025, gdy do końca pozostały tylko trzy wyścigi, a Ferrari grozi absolutnie bezwygrany sezon, co ostatnio zdarzyło się zaledwie w pechowym 2020 roku, kiedy to zespół finiszował na szóstej pozycji w klasyfikacji konstruktorów. Dla zespołu z takimi ambicjami, to sygnał alarmowy najwyższej wagi.
Dlaczego samochód SF-25 na Interlagos był tak słaby?
Montoya nie poprzestał na krytyce strukturalnej i zarzutach o wewnętrzne przepychanki. Przeniósł swoją uwagę na samą trakcję bolidu SF-25, zwłaszcza po incydencie z udziałem Lewisa Hamiltona oraz Carlosa Sainza na pierwszym zakręcie toru Interlagos. Zdaniem byłego kierowcy, problemy z prowadzeniem bolidu na nierównościach były aż nadto widoczne.
Kolumbijczyk, analizując dane telemetryczne, nie krył zaskoczenia kondycją auta:
„Spójrz na nagrania onboard z Maxa (Verstappena), który jedzie za Lewisem, ten bolid Lewisa… Mój Boże. Ferrari nie jest dobre na nierównościach, ale ja tego nie rozumiem – kontynuował 50-latek. – To tak, jakby potrzeba było dwóch komórek mózgowych, żeby zrozumieć, jak są słabe. W pewnym momencie trzeba odpuścić i powiedzieć: 'Hej, myliłem się, to co robimy, nie działa, spróbujmy czegoś innego’.”
Wypowiedź ta sugeruje, że nawet jeśli kierowcy – w tym Hamilton, który sezon 2025 spędza w barwach Ferrari – wykazują się nadludzkim wysiłkiem, to fundamentalne problemy techniczne, być może wynikające z niewłaściwych priorytetów rozwojowych, uniemożliwiają walkę o zwycięstwa.
Reakcje świata F1 na gorzkie słowa tytanów
Komentarze Johna Elkanna po Grand Prix Brazylii wywołały lawinę reakcji ze strony byłych mistrzów i szefów zespołów. Wszyscy mają coś do powiedzenia na temat retoryki prezesa Ferrari. Jenson Button, mistrz świata z 2009 roku, zareagował wyjątkowo krótko, lecz dosadnie: „Może John powinien dawać przykład”.
Jacques Villeneuve również podniósł szereg pytań co do ostrożności w doborze słów przez prezesa Ferrari, broniąc jednocześnie kierowców. Z kolei były szef zespołu Haas, Günther Steiner, uważał, że takie uwagi nie powinny w ogóle paść publicznie w tak napiętym momencie. Wszyscy zgadzają się, że jeśli wewnątrz Ferrari panuje chaos polityczny, to słowa Montoyi tylko podkreślają głębokość kryzysu, który wymaga radykalnego odcięcia się od dotychczasowych metod zarządzania.