Wyobraź sobie powrót do roku 2008: Lewis Hamilton dopiro co zdobył swój pierwszy tytuł mistrza świata Formuły 1, a euforia musiała być tak wielka, że żaden kibic nie wyobrażał sobie, jak potężne musiały być te celebracje. Teraz, dzięki relacji byłego mechanika, możemy zajrzeć za kulisy tej niepohamowanej radości, gdzie Lewis Hamilton zdjął kask i wskoczył za didżejkę. To historia, która pokazuje inną, rockandrollową stronę siedmiokrotnego mistrza świata.

Hamilton w roli DJ-a i Nicole na scenie: Jak smakowało mistrzostwo po raz pierwszy?
Lewis Hamilton wszedł do Formuły 1 jak huragan, omal nie wygrywając tytułu już w debiutanckim sezonie dla McLarena. Ostatecznie jednak ukoronowanie przyszło rok później, w Brazylii, po jednym z najbardziej dramatycznych finałów w historii, gdzie wyprzedził Felipe Massę na ostatnim zakręcie. Każdy, kto pamięta tamto uczucie, wie, że po takim osiągnięciu trzeba to odpowiednio „przepalić”.
Marc Priestley, były mechanik McLarena, który widział zespół z bliska, opowiedział o tym, jak wyglądały zakulisowe obchody po pierwszym, historycznym tytule. Ciekawe jest porównanie z atmosferą, jaką tworzyli inni kierowcy.
„Fernando Alonso na nasze imprezy firmowe nie przychodził, co można się domyślać, biorąc pod uwagę, jak skończyła się nasza relacja z McLarenem,” mówi Priestley, rzucając subtelny cień na relacje w zespole.
Ale jeśli chodzi o Hamiltona – tu atmosfera była zupełnie inna. W noc po zdobyciu tytułu, Hamilton pokazał oblicze, którego rzadko widuje się na torze Formuły 1.
„Lewis Hamilton potrafi być świetny na imprezach. Pamiętam, kiedy wygrał swój pierwszy tytuł mistrza świata w 2008 roku, przyprowadził swoją ówczesną dziewczynę, Nicole Scherzinger. Hamilton przejął didżejkę w klubie nocnym, w którym byliśmy, i didżejował przez większość nocy. Scherzinger chwyciła za mikrofon i zaczęła śpiewać, a Hamilton dołączył. Widziałem wszystkie jego strony!”
To wyznanie ujawnia kierowcę, który potrafi łączyć ekstremalną dyscyplinę na torze z totalnym szaleństwem poza nim – scenariusz, który dziś wydaje się niemal niemożliwy do powtórzenia.
Imprezy Kimi Raikkonena i Schumachera: Ekstremalny standard dawnej F1
Priestley, snując te nostalgiczne wspomnienia, nie omieszkał porównać stylu życia Hamiltona do imprezowych legend z epoki, którą wielu fanów Formuły 1 uważa za złotą. Mowa oczywiście o bywalcach imprez McLarena i Ferrari, czyli Kimi Räikkönenie i Michaelu Schumacherze.
Były mechanik McLarena przyznał, że był stałym bywalcem imprez organizowanych przez duet Schumacher-Räikkönen, i uważał podejście Fina do życia za idealne odzwierciedlenie tamtych lat. Czy dzisiejsi kierowcy mogliby się tak bawić?
„Wyobrażam sobie, że Max Verstappen potrafi się nieźle zabawić, ale to raczej nie byłoby to samo, co imprezy Schumachera i Kimiego Räikkonena, na których byłem kilka razy. Räikkönen był świetnym gościem, podchodził do wyścigów i do imprezowania na skrajnych poziomach. Prowadził swój bolid niesamowicie, bijąc rekordowe czasy okrążeń, ale imprezował jak szalony. Kimi był jak 22-latek, ale jednocześnie milionerem. To był sposób na życie i to był dobry czas.”
Ten kontrast jest uderzający. Podczas gdy Hamilton, choć szalony w klubie, wciąż trzymał się w ryzach (w końcu był z Nicole Scherzinger), Räikkönen zdawał się żyć na krawędzi, co paradoksalnie zdawało się nie mieć negatywnego wpływu na jego chronometr.
Era smartfonów: Dlaczego dzisiejsi kierowcy muszą się pilnować?
Skoro Priestley wspomina o szaleńczych imprezach sprzed dekady, naturalnie pojawia się pytanie: dlaczego dzisiejsi kandydaci do tytułów, tacy jak Lando Norris czy Max Verstappen, nie pozwalają sobie na równie swobodne rozluźnienie po wyścigach? Odpowiedź jest brutalnie prosta i dotyczy technologii oraz wszechobecnego aparatu cyfrowego.
Według byłego mechanika, kierowcy doprowadzający się do formy dzisiaj są znacznie bardziej powściągliwi w swoich ekscesach, głównie z obawy przed „nieśmiertelnością online”.
„Wielu z tych kierowców, którzy teraz wchodzą do gry, jest wciąż bardzo młodych, jak Lando Norris czy Verstappen, ale oni muszą się trochę zabawić,” argumentował Priestley. „Jednak świadomość, że są nagrywani, zawsze będzie im siedzieć z tyłu głowy, a starsi kierowcy naprawdę nie musieli się o to martwić.”
Dawniej, jeśli fotograf przyłapał kierowcę na czymś, co niekoniecznie powinno ujrzeć światło dzienne, można było po prostu poprosić o zwrot negatywu lub taśmy, a sprawa ucichała.
„Teraz, jeśli ktoś zrobi zdjęcie telefonem, jest ono w Internecie na zawsze,” podsumował były mechanik F1, wskazując na cyfrowy reżim, który drastycznie zmienił życie sportowców na najwyższym poziomie.