Sezon 2025 brutalnie obnażył słabości Ferrari, wprawiając w osłupienie Tifosich na całym świecie, a teraz głos zabiera sam Stefano Domenicali, który nie owija w bawełnę. Były szef Scuderii, a obecnie CEO Formuły 1, jasno stawia sprawę: Czwarte miejsce nie może stać się nową normą. Przygotujcie się, bo rady od Włocha dla Czerwonych są bezkompromisowe i dotykają sedna problemu przed rewolucyjnym rokiem 2026.

Domenicali punktuje Ferrari: Czas na plan, a nie na płacz
Stefano Domenicali, postać doskonale znana w Maranello, gdzie pełnił funkcję szefa zespołu w latach 2008–2014, z dystansu obserwuje obecne poczynania swojej byłej ekipy. A wyniki z 2025 roku były, delikatnie mówiąc, katastrofalne. Ferrari zakończyło sezon Constructors’ Championship na rozczarowującym czwartym miejscu z dorobkiem 398 punktów – to spadek aż o 254 punkty w porównaniu z rokiem poprzednim i, co gorsza, pierwszy sezon bez zwycięstwa od 2021 roku.
Domenicali nie zamierza jednak użalać się nad metodami byłego pracodawcy. Zamiast tego, apeluje o natychmiastową mobilizację i strategiczne podejście. W rozmowie ze Sky Sports News jasno określił, czego oczekuje od ekipy kierowanej przez Freda Vasseura, a także od duetu kierowców:
„Jestem facetem pozytywnym. Nie ma potrzeby płakać, nie ma potrzeby bycia zawsze negatywnym. Oni muszą mieć plan” – stwierdził Domenicali.
To mocne słowa skierowane do ekipy, która aspiruje do walki o mistrzostwo, a ląduje daleko za plecami rywali. CEO Formuły 1 kontynuuje, akcentując, jak niebezpieczne jest przyzwyczajenie się do przeciętności:
„Myślę, że ważne jest, aby zareagować, a nie zbladnąć i by czwarte miejsce w mistrzostwach stało się czymś normalnym.”
Lewis Hamilton i Charles Leclerc: Bilans, który boli
Spójrzmy na kierowców. Lewis Hamilton, siedmiokrotny mistrz świata, zaliczył debiutancki sezon w czerwonym bolidzie, który zakończył na niechlubnym szóstym miejscu w klasyfikacji kierowców z zaledwie 156 punktami. Co gorsza, Hamilton po raz pierwszy od 18 lat rywalizacji w F1 opuścił sezon bez ani jednego miejsca na podium Grand Prix. Charles Leclerc radził sobie nieco lepiej, zajmując piątą pozycję z 242 punktami, ale to wciąż daleko od oczekiwań.
Dla Ferrari, czwarte miejsce w konstruktorach i brak wygranych to sygnał alarmowy. Z perspektywy Domenicaliego, kluczowe jest, by tegoroczne niepowodzenie nie stało się nową bazową linią dla Scuderii.
„Chcemy widzieć silne Ferrari. Oni zasługują na to, by być w silniejszej pozycji. Muszą zadbać o to, by energia i kierunek były właściwe, ponieważ w 2026 roku wszyscy dużo mówią, ale nikt tak naprawdę nie wie, gdzie się znajduje.”
Rewolucja techniczna 2026: Szansa czy pułapka dla Czerwonych?
Nadchodzący sezon 2026 to prawdziwa kumulacja zmian regulaminowych. Wprowadzenie aktywnej aerodynamiki i nowy standard mocy jednostek napędowych sprawi, że cała siatka startowa zostanie prawdopodobnie przetasowana. Domenicali podkreśla, że to właśnie teraz, w obliczu tej technologicznej transformacji, Ferrari musi wykonać skok jakościowy.
Dla zespołu, który w 2025 roku zawiódł na każdym froncie, rok 2026 może być albo zbawieniem, albo pogłębieniem kryzysu. Kluczowe staje się to, jak włoska stajnia zarządzi okresem przejściowym. Czy mają ten „plan”, o którym mówi FOM?
Domenicali sugeruje, że rywalizacja będzie bardziej dynamiczna niż kiedykolwiek:
„Jeśli widzieliście, co działo się w zeszłym roku, wszyscy już wiedzieli, co wydarzy się w przyszłości. Bądźcie czujni, ponieważ w każdym wyścigu będą ewolucje.”
To zapowiedź sezonu, w którym nikt nie będzie mógł spocząć na laurach, a szybkie reagowanie na rozwój bolidów będzie miało kluczowe znaczenie – coś, co Ferrari ewidentnie szwankowało w minionych latach. Ujawnienie bolidu na 2026 rok zaplanowano na 23 stycznia, a oczekiwania są olbrzymie. Czy Domenicali zobaczy powrót Ferrari na szczyt, czy będziemy świadkami kolejnego epizodu frustracji? Jak dotąd, dyrektor generalny F1 sugeruje, że optymizm musi iść w parze z żelazną strategią, bo w Formule 1 nie ma miejsca dla tych, którzy zadowalają się czwartym miejscem.