Oto powtórka z rozrywki, bo w Formule 2 sezon 2024 zakończył się w najlepszym stylu – identycznie jak poprzedni! Joshua Durksen ponownie zatriumfował w finałowym wyścigu sezonu w Abu Zabi, ale działo się o wiele więcej, niż tylko celebracja zwycięzcy w F2. Czy kierowcy z aspiracjami do F1 poradzili sobie z chaosem wywołanym przez Safety Car? Przygotujcie się na relację pełną zwrotów akcji, bo dla niektórych walka była tak zacięta, jak finałowy pucharowy mecz.

Durksen znów na szczycie, czyli jak powtórzyć sukces
Trzeba przyznać, że Joshua Durksen ma patent na finał sezonu Formuły 2. Podobnie jak w roku poprzednim, to właśnie on zgarnął zwycięstwo w wyścigu głównym na torze Yas Marina w Abu Zabi. Nie było to jednak przejażdżka przez park. Na podium towarzyszyli mu Roman Stanek oraz Gabriele Mini, co sugeruje, że rywalizacja była na najwyższym poziomie. Stanek, startując z pole position, musiał gonić rywali i ostatecznie utrzymać miejsce w czołowej trójce – to solidny wynik.
Co ciekawe, choć emocji nie brakowało, to dla niektórych kluczowych graczy (zwłaszcza tych, którzy już mają zapewnione przyszłe kontrakty w F1) wyścig okazał się rozczarowaniem. Przyszły kierowca Racing Bulls, Arvid Lindblad, oraz mistrz F2 Leonardo Fornaroli, mimo że dostarczyli fanom świetnej walki, ukończyli wyścig odpowiednio na dziewiątej i jedenastej pozycji. Okazało się, że niefortunne momenty za samochodem bezpieczeństwa zniweczyły ich szanse na lepszy finisz. To bolesna lekcja, jak szybko los może się odwrócić w gamie wsparcia F1.
Deszcz i dym, czyli kiedy Safety Car psuje zabawę
Już na starcie pojawiły się komplikacje. Jak Crawford otrzymał karę 10 sekund stop-and-go za naruszenie procedury startowej, co automatycznie stawiało go w trudnej sytuacji. W pierwszych metrach Stanek obronił prowadzenie, a Dino Beganović, junior Ferrari, od razu wskoczył na drugie miejsce. Musimy podkreślić spektakularny start Lindblada! Po rewelacyjnym starcie, przyszły kierowca Racing Bulls Lindblad awansował z dziesiątej na siódmą pozycję już po pierwszym okrążeniu. To pokazuje potencjał tego młodego Brytyjczyka.
Jednak akcja nie ustawała. Już na drugim kółku światła bezpieczeństwa zasygnalizowały kolizję Alexa Dunne’a i Victora Martinsa, po której ten pierwszy z Japem Shieldsem również miał kontakt – klasyczny chaos w otwierającej fazie wyścigu. Po wznowieniu rywalizacji na okrążeniu szóstym, Stanek utrzymał prowadzenie, ale strategia pit stopów zaczęła mieszać szyki. Stanek i Beganović zjechali na opony w okrążeniu siódmym, a Szwed zdołał utrzymać pozycję na zimnych oponach. Durksen, który zatrzymał się okrążenie później, przeprowadził udany overcut na obu rywalach.
Prawdziwe zamieszanie nadeszło na okrążeniu dziesiątym, gdy pojawił się Virtual Safety Car z powodu zatrzymania samochodu Sebastiana Montoyi. Dwa kółka później flagę podniesiono do pełnego Safety Car, i tu zaczęły się kłopoty dla tych, którzy wybrali twardsze opony na początek! Dobrze wiedzieć, że te twardsze mieszanki bywają mieczem obosiecznym.
Bitwa tytanów, czyli Fornaroli kontra Lindblad
Po pierwszej turze pit-stopów na prowadzenie wyszedł mistrz F2, Leonardo Fornaroli. Wkrótce wdał się w brutalną, ale czystą walkę z Lind Rxb. Włoch obronił się przed próbą wyprzedzenia przez Lindblada w zakręcie numer 9, ale pojedynek trwał. Brytyjczyk naciskał, próbując manewru w szykanie, lecz Fornaroli był nieugięty. Na okrążeniu 21 Lindblad w końcu dopiął swego i odebrał Włochowi pozycję. To była walka zaangażowania i determinacji – dokładnie to, czego oczekujemy od kierowców celujących w F1.
Niestety, w tej zaciekłej batalii nie obyło się bez problemów technicznych i regulaminowych. Beganović, który po pit stopie był drugi, musiał odczekać 5 sekund kary za przekroczenie prędkości w alei serwisowej – to strata punktów, którą trudno zrekompensować. Wreszcie, gdy Lindblad i Fornaroli zjechali na swoje drugie pit stopy, Brytyjczyk zaliczył drobną pomyłkę, zatrzymując się najpierw przy załodze Włocha. Małe błędy w chaosie wyścigu mogą kosztować utratę kilku pozycji, co w ostatecznym rozrachunku miało znaczenie dla ich końcowych lokat.
F2 po raz kolejny udowodniła, że jest prawdziwą kuźnią talentów, gdzie determinacja miesza się z nieprzewidywalnością strategii, a chwila nieuwagi może kosztować miejsce na podium.