Plotki w padoku Formuły 1 nigdy nie cichną, a gdy do głosu dochodzi ikona pokroju Bernie Ecclestone’a, uwaga całego świata motorsportu jest natychmiast przykuta. Najnowsza sensacyjna wypowiedź byłego szefa F1 sugeruje, że Christian Horner, mimo niedawnego rozstania z Red Bullem, mógłby znaleźć swoje miejsce tam, gdzie obecnie panuje apogeum zamieszania – w Maranello. Czy to kolejna złośliwa uwaga, czy proroctwo dotyczące przyszłości Czerwonych Byków i Ferrari?

Kto przejmie stery? Ecclestone typuje chaos w Ferrari na przyszły przystanek dla Hornera
Świat Formuły 1 potrafi być zaskakująco mały, a relacje między kluczowymi postaciami często ewoluują w nieoczekiwane kierunki. Ostatnio Bernie Ecclestone, znany z barwnych i niekiedy uszczypliwych komentarzy, odniósł się do potencjalnej przyszłości Christiana Hornera. Wszystko wywołała niepozorna fotografia, na której Ecclestone i Horner pozowali w barwach Aston Martina. To natychmiast rozpaliło spekulacje o kolejnym wspólnym projekcie.
Ecclestone, w rozmowie z mediami, z typową dla siebie rubasznością, skomentował ten obrazek:
„Nie wykluczyłbym Ferrari! Jest tam tylko chaos. A szef Elkann obraża nawet swoich dwóch kierowców.”
Ten odważny strzał w kierunku włoskiego giganta sugeruje, że według byłego cara F1, Ferrari, pomimo swojej legendarnej historii, jest obecnie sceną dla wewnętrznej zawieruchy, która mogłaby paradoksalnie stać się idealnym gruntem dla kogoś o charakterze i doświadczeniu Hornera. Kierowca, który potrafi zarządzać skonfliktowanymi interesami w środowisku Red Bulla, mógłby czuć się jak ryba w wodzie w Mediolanie, gdzie presja i oczekiwania są monumentalne.
Burzliwe odejście z Milton Keynes i cisza po odejściu
Warto przypomnieć, że Christian Horner opuścił stanowisko szefa zespołu Red Bull Racing po zaledwie dwudziestu latach spektakularnych sukcesów, obejmujących czternaście tytułów mistrzowskich kierowców i konstruktorów. To odejście, które miało miejsce w lipcu, było szokiem dla wielu, zwłaszcza biorąc pod uwagę dominującą pozycję, jaką zespół zajmował w erze hybrydowej. Jego rolę przejął Laurent Mekies, awansowany z siostrzanej stajni Racing Bulls.
Od tamtej pory menadżer z Leamington Spa zachowywał niski profil publiczny, nie ofiarowując żadnych oficjalnych komunikatów dotyczących jego ewentualnej nowej destynacji. Tymczasem Mekies zdołał nieco ożywić działanie zespołu, pomagając Maxowi Verstappenowi wrócić na ścieżkę walki o tytuł po początkowo trudnym starcie sezonu. Czy ta względna stabilizacja jest tylko chwilowym złudzeniem, które sprawi, że Horner poczuje, iż czas na zmianę scenerii?
Ecclestone podniósł również kwestię Adriana Neweya, który po dwudziestu latach konstrukcyjnego geniuszu odszedł z Red Bulla – rzekomo z powodu narastających tarć z Hornerem – by dołączyć do Aston Martina. Pytany, do którego zespołu pasowałby Horner, były szef F1 ironicznie zauważył:
„Kolejny zespół, który miałbym kupić z Hornerem. Ale czy genialny technicznie Adrian Newey nie odszedł z Red Bulla do Astona Martina, ponieważ nie chciał już pracować z Hornerem?”
To pytanie sugeruje, że choć odejścia z Red Bulla były znaczące, energia Hornera mogłaby napędzać inny projekt. A według Ecclestone’a, ten projekt może być równie porywający, co skomplikowany – czyli Ferrari.
Co na to mistrzowie? Sebastian Vettel o nagłym rozstaniu
Dla Sebastiana Vettela, czterokrotnego mistrza świata, który zdobył pierwszy tytuł dla Red Bulla w 2010 roku, dramatycznie wyprzedzając Fernando Alonso w finale w Abu Zabi, news o odejściu Hornera również był zaskoczeniem. Vettel, który powrócił do padoku w Brazylii, aby zaprezentować swój nowy, ekologicznie zorientowany projekt, nie mógł uniknąć pytań na temat byłego szefa.
Kiedy zapytano go o odejście Hornera z Milton Keynes, Vettel przyznał, że był zaskoczony komunikatem. To, co doświadczony kierowca miał do powiedzenia na ten temat, bez wątpienia zostanie poddane szczegółowej analizie przez fanów szukających głębszego kontekstu tego nagłego rozłamu. Widok Vettela i Hornera razem w erze Red Bulla ukształtował całą dekadę sukcesów, a ich rozstanie zawsze będzie punktem spornym dla historyków sportu.