Ferrari staje przed dużym wyzwaniem w Japonii. Zespół ma wiele do nadrobienia, aby dotrzymać kroku McLarenowi po pierwszym dniu treningów na Japońskim Grand Prix. Na starcie Lando Norris uplasował się za duetem Mercedesów, George’em Russellem i Kimi Antonellim, a jego kolega z zespołu, Oscar Piastri, zaimponował osiągając najszybszy czas w drugiej sesji. W międzyczasie Charles Leclerc oraz Lewis Hamilton, obaj z Ferrari, zajęli odpowiednio piątą i szóstą pozycję, przyznając jednocześnie, że zmagają się z komfortem prowadzenia swoich samochodów.

Poprawki niezbędne dla Scuderii
„Myślę, że był to dość liniowy trening dla nas, bez większych dramatów. Oczywiście są pewne trudności, które musimy pokonać jutro, ale mniej więcej jest to obraz, którego się spodziewaliśmy,” wyjaśnił Diego Ioverno, dyrektor sportowy Ferrari, w rozmowie z F1TV po piątkowych sesjach. Ioverno zauważył, że McLaren w pierwszych dwóch wyścigach był silny i „w zasadzie są tam, gdzie myśleliśmy, że będą”, podkreślając niepokojącą tendencję w wynikach Ferrari, która wciąż potrzebuje wyraźnych poprawek.
„Muszę przyznać, że mamy coś do zrobienia, a Lewis ma nadzieję, że zyska pewność siebie, a także Charles borykał się z problemami. Zobaczymy, co możemy zrobić jutro” – dodał Ioverno, dostrzegając ciągłe przeszkody w osiągnięciach swoich kierowców.
Szokujący spadek prędkości podczas super-clippingu
Sesja FP2 przyniosła także niepokojące dane telemetryczne na temat tzw. super-clippingu na torze Suzuka. Po treningu Hamilton oraz Russell wznosili głosy na temat narastającego problemu, który sprawił, że średnio traci się aż 53,4 km/h miedzy 130R a ostatnią chicane. Rzeczywiście, Nico Hulkenberg poniósł najmniejsze straty prędkości, podczas gdy Franco Colapinto z Alpine doświadczył szokującego spadku wynoszącego aż 70 km/h w tym samym odcinku toru.
Obserwacje te skłaniają do refleksji nad kondycją Ferrari, która, z dnia na dzień, potrzebuje pilnych zmian, aby nie zostać w tyle w zaciętej rywalizacji. Jak potoczą się losy zespołu w nadchodzących dniach? To pytanie z pewnością spędza sen z powiek nie tylko samym kierowcom, ale również kibicom i całemu zespołowi.