Świat Formuły 1 oszalał na punkcie kinowego hitu o tym sporcie, a nagrody tylko potwierdzają jego jakość. „F1: The Movie” z Bradem Pittem w roli głównej zgarnia laury tuż przed premierą na Apple TV, ale czy to oznacza, że szybko zobaczymy drugą część? Czas sprawdzić, co dzieje się za kulisami tego spektaklu.

Browar i Blask: Film o F1 triumfuje na Critics’ Choice Awards
Kinowy debiut wokół Formuły 1, o którym mówiło się szeptem, a teraz krzyczą o nim wszyscy krytycy, umacnia swoją pozycję w wyścigu po najważniejsze nagrody. Mowa oczywiście o wysokobudżetowej produkcji „F1: The Movie”, która niedawno pojawiła się na gali Critics’ Choice Awards w Stanach Zjednoczonych. Mimo siedmiu nominacji – co samo w sobie jest imponujące jak bolid na prostej startowej – film nie wrócił z pustymi rękami. Aktorzy, Brad Pitt (wcielający się w postać Sonny’ego Hayesa) i Damson Idris (jako Joshua Pearce), mogą szykować miejsce na półce.
Produkcja, w której współproducentem był sam Lewis Hamilton, nie tylko podbiła serca jurorów, ale także okazała się gigantycznym sukcesem kasowym, bijąc rekordy dla kariery Pitta. To nie tylko wizualny majstersztyk, ale i dowód na to, jak głęboko Formuła 1 zakorzeniła się w popkulturze. Zwycięstwa padły w kluczowych, technicznych kategoriach: Najlepszy Montaż (Stephen Mirrione) oraz Najlepszy Dźwięk (zespół złożony z Al Nelsona, Gwendolyn Yates Whittle i innych inżynierów dźwięku). Pomijając te triumfy, film był także nominowany w kategoriach takich jak zdjęcia, ścieżka dźwiękowa, piosenka oryginalna, efekty wizualne i projekt kaskaderski – co pokazuje, jak kompleksowe i wymagające było to przedsięwzięcie.
Czy Oscary już czekają za rogiem? Hollywoodka gorączka
Gdy sezon nagród dopiero nabiera rumieńców, „F1: The Movie” ma już za sobą ważne przetarcia. Poza Critics’ Choice, film zdążył już namieszać na Złotych Globach, inkasując dwie nominacje, w tym za prestiżową kategorię Cinematic and Box Office Achievement. To pokazuje jasny kierunek: twórcy celują w te najbardziej pożądane statuetki.
Co więcej, plotki o oscarowym potencjale nabierają realnych kształtów. Produkcja z Pittem i Williamem Hamiltonem w ekipie znalazła się na krótkich listach nominowanych do czterech Oscarów: w kategoriach Zdjęcia, Muzyka (ścieżka oryginalna), Dźwięk oraz Efekty Wizualne. Nie można zapomnieć o aspekcie muzycznym – utwór Eda Sheerana, „Drive”, również walczy o uznanie w kategorii Piosenka Oryginalna. To istny festiwal dla fanów wyścigów, którzy mogą teraz z dumą obserwować, jak F1 podbija hollywoodzkie salony. Czy Hamilton zostanie pierwszym mistrzem świata, który dorobi się Oscara, zanim F1 doczeka się kolejnego Amerykanina na podium? Czas pokaże.
Nadzieje na drugą część: Domenicali stawia sprawę jasno
Oczywiście, sukces jednego wielkiego projektu natychmiast rodzi pytania o kontynuację. Czy powtórka z festiwalu emocji i szumu medialnego jest już w planach? Stefano Domenicali, Prezes i Dyrektor Generalny Formuły 1, podszedł do tematu z typową dla siebie ostrożnością i dyplomacją.
Gdy zapytano go o możliwość realizacji sequela, szef F1 kazał studzić marketingowe zapały, choć nie wykluczył niczego: „Cóż, myślę, że powiem: nigdy nie mów nigdy. Pracujemy nad planem.” Fani muszą jednak uzbroić się w cierpliwość. Domenicali dodał również ostrzeżenie, które może nieco ostudzić gorączkę: „Na pewno nie będzie to zbyt wcześnie, ponieważ musimy to przetrawić. A przy okazji, uruchamiamy film na Apple [TV] 12 grudnia, więc pierwszy film będzie miał dłuższy efekt.” Wygląda na to, że przed ewentualnym sequelem, twórcy chcą maksymalnie wykorzystać efekt premiery na platformie streamingowej. To klasyczny ruch: najpierw utrzymać zainteresowanie obecnym produktem, a dopiero potem rzucać nowe wyzwania.