Koniec sezonu Formuły 1 to dla kierowców czas na regenerację, ale nie dla każdego oznacza to całkowite odcięcie się od świata. Lewis Hamilton, siedmiokrotny mistrz świata, postanowił wykorzystać przerwę na wsparcie swojego nowego biznesowego przedsięwzięcia, odwiedzając mecz swojej drużyny z ligi futbolu amerykańskiego NFL. Czy jednak ten weekendowy wypad przyniósł mu inspirację, czy może tylko przypomniał o goryczy porażki, zarówno na boisku, jak i potencjalnie na torze w przyszłości?

Hamilton na trybunach: Od Grand Prix do stadionu NFL
Gdy silniki bolidów ucichły po finałowym wyścigu w Abu Ziemi, Lewis Hamilton przeniósł swoją uwagę z asfaltu na zieloną murawę, odwiedzając mecz swojej drużyny NFL – Denver Broncos. Brytyjczyk, będący częścią grupy właścicielskiej Waltera Pennera, po pobycie w Nowym Jorku poleciał do Denver, aby po raz pierwszy zobaczyć swoich podopiecznych w akcji na Mile High Stadium. To klasyczny przykład, jak czołowi kierowcy F1, niczym Max Verstappen angażujący się w testy samochodów GT3, dywersyfikują swoje portfolio poza padokiem. Hamilton jest również znany ze swojego wkładu jako współproducent hitowego filmu o F1, co pokazuje jego ambicje wykraczające poza kokpit. Niestety, debiut Hamiltona na trybunach nie był udany dla gospodarzy. Jacksonville Jaguars pokonali Broncos 34-20, przerywając serię jedenastu zwycięstw z rzędu drużyny z Denver.
„Tough day”, ale duch walki wciąż żywy
Mimo że Hamilton obiecywał w Abu Ziemi, że podczas zimowej przerwy dosłownie „wyrzuci telefon do kosza”, rzeczywistość zweryfikowała jego plany. Po porażce swojego zespołu, Lewis nie omieszkał skierować do kibiców i swojej drużyny słów otuchy za pośrednictwem Instagrama. To pokazuje fascynującą dwoistość w jego charakterze: z jednej strony, zapotrzebowanie na mentalny reset po trudnym sezonie, z drugiej – głębokie zaangażowanie w sukcesy swoich projektów. Napisał on:
„Ciężki dzień dzisiaj, ale jestem absolutnie dumny z tego zespołu. Nawet w tak trudny dzień inspiruje mnie to, jak wspieracie się nawzajem i niezmiennie stawiacie czoła wyzwaniom. Pamiętajcie, nie liczy się to, jak upadamy, ale jak wstajemy! Następny mecz!”
Ta mentalność „jak wstajemy” jest kluczowa, szczególnie biorąc pod uwagę wyzwania, przed którymi Brytyjczyk i Mercedes staną w 2024 roku, a przede wszystkim w obliczu rewolucji regulaminowej w 2026 roku.
Czy Hamilton traci wiarę w magię zmian technicznych?
Sezon 2023 był dla siedmiokrotnego mistrza świata najsłabszy w karierze, naznaczony brakiem choćby jednego zwycięstwa. To naturalne, że w obliczu nadchodzącej rewolucji technicznej, która w 2026 roku ma całkowicie przebudować bolidy, pojawiają się pewne obawy. Hamilton, mimo że założy koszulkę nowego zespołu Ferrari, musi teraz mierzyć się z niepewnością dotyczącą ekipy ze Stuttgartu. Jego prognozy dotyczące nowych regulaminów nie brzmią jak optymistyczny hymn. Wyjaśnił on swoje wątpliwości:
„Myślę, że niezwykle trudno jest przewidzieć, jak to będzie wyglądać. Nie chcę tego krytykować, nie chcę mówić zbyt wielu negatywnych rzeczy. Czuję, że to będzie zupełnie inne [jazda], nie jestem pewien, czy wam się spodoba, ale może mnie zaskoczą i może będzie niesamowicie. Może wyprzedzanie będzie niesamowicie łatwe. Po prostu nie wiem.”
Te słowa sugerują, że Hamilton nie zakłada automatycznie, iż nowy regime techniczny w 2026 roku będzie dla niego korzystny. Inaczej niż podczas zmian, które sprzyjały Mercedesowi po 2014 roku, Hamilton wydaje się sceptyczny, co do tego, czy inżynierowie w Brackley znajdą optimum na czas. Biorąc pod uwagę, że już w przyszłym roku przesiądzie się do Ferrari, te obawy mogą być jeszcze bardziej wyostrzone – musi on walczyć o to, by jego ostatnie lata w obecnym zespole nie były stracone mentalnie już teraz.