Po drugiej sesji treningowej w Monako, Lewis Hamilton wysłał wyraźne ostrzeżenie do Maxa Verstappena i reszty stawki. Siedmiokrotny mistrz świata dobrze czuł się w samochodzie Ferrari i zapowiedział, że zespół wykorzysta wieczór na uzyskanie jeszcze lepszej wydajności. Przed sobotnimi kwalifikacjami Hamilton jasno dał do zrozumienia: to nie jest jeszcze pełny obraz możliwości samochodu.
Monaco to wyzwanie dla najlepszych
Hamilton przyznał, że Monaco to tor niezwykły, nawet dla tak doświadczonego kierowcy, jak on, który ma na koncie trzy zwycięstwa na tym legendarnym obiekcie. „Monaco to zawsze inna próba, z wyboistymi nawierzchniami i bliskością barier, więc trudno znaleźć odpowiednią równowagę i złożyć wszystko w całość” — mówił Hamilton. Taki realizm nadaje jego optymizmowi dodatkowego znaczenia. Samochód, który już dobrze radzi sobie na torze, gdzie tak trudno znaleźć balans, wysyła poważny sygnał.
Przestroga dla Verstappena i Mercedesa
Piątkowe wyniki stawiały Ferrari na czołowej pozycji, ale obraz został nieco zniekształcony. Verstappen był blisko czasów Ferrari podczas FP2, a Charles Leclerc przyznał, że zmaga się z problemami z hamowaniem, których nie udało mu się rozwiązać przez dwa ostatnie weekendy. Hamilton, który nie odczuwał żadnych trudności, zrobił postępy między sesjami i wyraził przekonanie, że wciąż ma do dyspozycji dodatkową prędkość. To niebezpieczna kombinacja dla każdego, kto marzy o pole position w sobotę. W Monako pozycja startowa ma ogromne znaczenie; ta ulica ma niemalże zerowe możliwości do wyprzedzania, a zatem dokładne miejsce na starcie mogłoby zdecydować o wyniku wyścigu.
Hamilton, którego sukcesy w Monako czynią go jednym z najbardziej utytułowanych kierowców w historii tego wyścigu, wie, jak ważne jest, by wykorzystać tę szansę. Jego czwarta wygrana, tym razem jako kierowca Ferrari, byłaby znakomitym sygnałem nie tylko dla zespołu, ale i dla całego paddocku. Hamilton wygląda na osobę, która zdaje sobie sprawę, że taka okazja może się zdarzyć.