Helmut Marko, który przez ponad dwadzieścia lat był kluczowym członkiem zespołu Red Bull Racing, w końcu postanowił na chwilę odstąpić od pit stopów. Jego pierwsza nieobecność w zespole po odejściu wzbudziła wśród fanów wiele emocji. Jak były doradca zespołu ocenia swoje nowe doświadczenia jako widz? Oto, co miał do powiedzenia w wywiadzie dla GPblog.

Marko cieszy się powrotem do Formuły 1
Helmut Marko, mając 82 lata, nadal z pasją śledzi wyścigi, choć tym razem z wygodnego fotela w swoim domu w Grazu. W wywiadzie przyznał, że mimo iż nie był obecny na torze, nadal intensywnie śledził wydarzenia. „To było relaksujące. Na początku ekscytujące i tak, cieszyłem się z tego. Oglądałem też F2. Jak to powiedzieć? Cieszyłem się tym, ale nie tęsknię za byciem tam” – stwierdził. Jego słowa wskazują na świeże podejście do pasji, którą od lat pielęgnował.
Pomimo rozstania z Red Bull Racing, Marko wciąż jest blisko związany z zespołem. W jego domu znajduje się kilka ekranów, które pozwalają mu na bieżąco obserwować wyniki i dane zespołowe. „Tak, mam wszystko to i dostaję raporty z naszych zespołów. Więc jestem dobrze poinformowany i znowu się tym cieszę” – dodał. Można zatem przypuszczać, że chociaż zmieniła się jego rola, to emocje związane z wyścigami pozostały niezmienne.
Red Bull Racing bez Marko – co dalej?
Pierwszy wyścig bez Marko okazał się dla Red Bull Racing wyzwaniem. Max Verstappen, jeden z najlepszych kierowców na świecie, zajął jedynie 6. miejsce, co z pewnością nie usatysfakcjonowało ani zespołu, ani samego kierowcy. Marko, obserwując wyścig z dala od toru, dostrzegł zmiany w emocjach Verstappena i zauważył: „Dziś nie rozmawiałem z nim, ale widziałem jego twarz i nie wyglądał na zbyt podekscytowanego”. Uczucie frustracji, które towarzyszyło zespołowi, podkreśla znaczenie Marko w konstrukcji strategii Red Bulla.
Nie była to jednak typowa „porażka” Red Bull Racing. Marko zauważył, że nowe jednostki napędowe Ford, które zadebiutowały w Australii, wykazały dobry potencjał, mimo pewnych problemów. „Nie, to nie był weekend Red Bulla. Zaczęło się od wypadku w kwalifikacjach Maxa. Myślę, że Hadjar dobrze sobie poradził, ale potem silnik zawiódł” – przyznał. Podkreślił jednak, że: „Na szczęście, z czterech tylko jeden zawiódł. Więc ogólnie, to była bardzo dobra robota”.
Marko nadal więc dotrzymuje kroków z zespołem, obserwując ich postępy jak zapalony kibic. Jego nowa perspektywa jako widza z pewnością wprowadzi świeżość i inne spojrzenie na wyścigi. Jak potoczą się losy Red Bull Racing w kolejnych wyścigach? Tego pozostaje nam tylko z niecierpliwością wypatrywać.