Siedmiokrotny mistrz świata nie błyszczy w czerwonych ciuchach, a w bolidzie Ferrari brakuje mu „chemii”. Czy to wina Lewisa Hamiltona, czy może stajnia z Maranello zawiodła legendę w kluczowym momencie? Były inżynier Michaela Schumachera zabrał głos, wskazując palcem… nie tylko na kierowcę.

Czy Ferrari sabotuje legendę? Inżynier Schumachera ma surową diagnozę
Sezon 2025 Lewisa Hamiltona w barwach Ferrari miał być ukoronowaniem kariery, a okazał się bolesnym rozczarowaniem. Czy Brytyjczyk nagle stracił magię, czy może to Czerwone Byki nie dostarczyły mu narzędzi do walki o najwyższe laury? Luigi Mazzola, człowiek, który doskonale zna realia pracy w topowym zespole Formuły 1, ma na ten temat jednoznaczną opinię.
Mazzola, były inżynier samego Michaela Schumachera, stanowczo odżegnuje się od zrzucania całej winy na siedmiokrotnego mistrza świata. Jasne, nikt nie jest nietykalny, ale według Włocha, to Ferrari ponosi znaczną część odpowiedzialności za niepowodzenia.
„Powiedziałbym, że duża część odpowiedzialności spoczywa również na zespole”
Inżynier w rozmowie z NewsF1 argumentuje, że po 24 wyścigach zespół po prostu musi wiedzieć, jak dany kierowca jeździ. Jeśli po całym sezonie ekipa z Maranello nadal nie potrafi dać Hamiltonowi bolidu, który działałby dla niego w sposób spójny i przewidywalny, to jest to sygnał alarmowy.
Mazzola przyznaje, że kwestie adaptacji – zmiana kultury, język, jedzenie, procedury – mają znaczenie. Jednak jego zdaniem, w obliczu surowej maszyny wyścigowej, jaką jest bolid F1, kierowca musi mieć odpowiednie narzędzie do pracy.
„Ale kierowca jest jak maszyna, kiedy jest w aucie: mówisz mu, co ta rzecz robi, on się izoluje, bierze się do roboty i jedzie.”
To sugeruje, że jeśli dostarczysz kierowcy bolid, który nie reaguje zgodnie z jego oczekiwaniami, cała reszta – charyzma, doświadczenie – przestaje mieć znaczenie.
Inżynier wyścigowy pod lupą, ale czy słusznie?
W tegorocznych transmisjach regularnie słychać było o braku chemii między Hamiltonem a jego inżynierem wyścigowym, Riccardo Adami. Ich wymiany radiowe często zdradzały zgrzyty komunikacyjne. Jednak Mazzola nie zamierza obarczać Adami odpowiedzialnością.
Włoski inżynier uważa, że prawdziwy problem tkwi głębiej niż tylko w relacji na linii kierowca-inżynier.
„Prawdziwy problem pojawia się, gdy jest bolid, którym on po prostu nie może jeździć. To mnie trochę zastanawia. I nie obwiniam nawet inżyniera wyścigowego, który znalazł się pod sporą presją mediów, ponieważ nie wiem, ile tak naprawdę swobody ma inżynier wyścigowy, jeśli chodzi o decydowanie o modyfikacjach samochodu.”
To mocne uderzenie w strukturę inżynieryjną i decyzyjną Ferrari. Sugeruje, że Adami mógł być jedynie kozłem ofiarnym, wykonującym polecenia dotyczące auta, które obiektywnie nie pasowało do stylu jazdy Brytyjczyka.
Co musi się zmienić, by Hamilton znów wygrywał? Jawny warunek
Nie da się ukryć, że pierwszy sezon Hamiltona w czerwonym kombinezonie był pełen frustracji. Pojawiły się przebłyski geniuszu – pamiętny sprint w Chinach czy czwarte miejsce na Silverstone – ale w większości wyścigów Brytyjczyk po prostu nie czuł się komfortowo w bolidzie SF-25.
Wielu zastanawia się, czy wiek zaczyna odgrywać rolę, ale były szef zespołu Haas, Günther Steiner, ma inną wizję. On uważa, że Lewis ma nadal potężny potencjał, ale kluczowym elementem, który pozwoli mu wrócić na szczyt w 2026 roku, jest fundamentalna zmiana w podejściu Ferrari.
Steiner wskazał konkretny czynnik, który musiałby zaistnieć, by Hamilton mógł znów walczyć o mistrzostwo. Fakt, że Hamilton przeszedł do Ferrari, jest dowodem jego ambicji, ale ambicja potrzebuje odpowiedniego poparcia technicznego i strategicznego. Jeśli Ferrari nie dostarczy mu spójnej platformy, to nawet siedem tytułów mistrzowskich nie pomoże w walce z Red Bullem czy McLarenem. Historia Formuły 1 uczy, że bez odpowiedniego sprzętu nawet najwięksi czempioni muszą ustąpić.