W Formule 1 bywa gorąco, ale ostatnio na torze Williamsa zrobiło się wyjątkowo chaotycznie – nie przez rywalizację na asfalcie, lecz przez… świętowanie! James Vowles, szef zespołu, został brutalnie powalony na ziemię, a sprawcą nie był kierowca zasiadający w bolidzie, lecz jego sobowtór i… menedżer. Przygotujcie się na opowieść o szampańskim rewanżu i zaskakujących kolizjach na pokładzie ekipy z Grove.

Szampan zamiast Grand Prix: Kiedy menedżer atakuje szefa zespołu
Publiczność Formuły 1 doskonale pamięta powroty Carlosa Sainza do czołówki. Po trudnym starcie sezonu w Williamsie, gdzie wyniki nie odzwierciedlały potencjału, Hiszpan zaskoczył całą stawkę – od podium w Azerbejdżanie po P3 w sprincie w Austin i niezapomniany finisz za Verstappenem i Piastrim w Katarze. Te osiągnięcia wywołały naturalnie eksplozję radości w garażu, ale dla Jamesa Vowlesa moment ten zamienił się w scenę rodem z komedii akcji. Celem strategicznym Vowlesa, jak sam przyznał, nie było wyprzedzanie rywali, lecz ucieczka przed tradycyjnym, mokrym rytuałem.
Vowles ujawnił kulisy tego incydentu w filmie opublikowanym na oficjalnym koncie Williamsa na platformie X. Mówił o prostej logice, która rządzi podczas szampanem oblewanych celebracji: „Więc, sztuczka polega na tym, że siadasz, rozglądasz się na boki i znajdujesz osoby z butelkami szampana, ponieważ to od nich uciekasz w popłochu z dużą prędkością” – wyznał szef zespołu. To była klasyczna taktyka unikania mokrej niespodzianki po udanym wyścigu. Niestety dla Brytyjczyka, tym razem wróg przewidział jego ruch.
Carlos Sainz vs. Carlos Sainz: Potyczka na sterydach
Kiedy Vowles przygotowywał się do sprintu, nie spodziewał się, że jego ucieczka zostanie skutecznie zablokowana przez… sobowtóra. Sprawcą zamieszania okazał się kuzyn i jednocześnie menedżer kierowcy Ferrari, również noszący imię Carlos Sainz. Tak, Formuła 1 bywa myląca, ale ta sytuacja przerosła oczekiwania.
Vowles szczegółowo opisał ten zaskakujący atak, który sprawił, że znalazł się na ziemi, z oczami niemal zalepionymi szampanem. „W tej konkretnej sytuacji, Caco [menedżer Carlosa Sainza] był już na to przygotowany” – zdradził brytyjski szef. „Więc Carlos Sainz, menedżer Carlosa Sainza, który dla ułatwienia życia ma to samo imię co kierowca, przygotował się na to”.
Nastąpiła scena, która mogłaby być hitem internetu, gdyby nie intensywność emocji: „Wiedział, że będę sprintował, więc zaczął sprintować wcześniej i faktycznie mnie przewrócił. I nie widziałem absolutnie nic, ponieważ wlał mi do oczu dwie butelki szampana i to wszystko, co pamiętam” – wyznał Vowles. Ta bezpośrednia konfrontacja – bardziej fizyczna niż jakakolwiek walka o punkty w sezonie – zakończyła się krótkim dialogiem. „Zapytał mnie: 'Dlaczego uciekałeś?’, a ja mu na to: 'Właśnie po to uciekałem, żeby tego uniknąć’” – dodał Vowles, choć już ze spokojniejszym tonem.
Obietnica zemsty w boksach: Kiedy szef szuka rewanżu
Mimo chwilowego zdezorientowania i zalanych szampanem oczu, Vowles szybko wrócił do formy, co jest dobrym znakiem dla Williamsa, który wciąż walczy o utrzymanie się w elicie. „Ostatecznie nic mi się nie stało. Zero szkód. Ale zapewniam, że kiedyś się z nim zemszczę” – zapowiedział stanowczo zespół Williamsa. Ta zapowiedź sugeruje, że w boksach Williamsa, poza inżynierią bolidów, szykowane są teraz plany personalnej zemsty na kuzynie Sainza, tym bardziej, że forma Carlosa w bolidzie, choć dynamicznie rosnąca po słabym początku, wciąż budzi dyskusje. Choć Vowles uważał się za eksperta w unikaniu szampanowego ostrzału, Caco Sainz pokazał mu, że w świecie F1 spryt i dobre przygotowanie potrafią pokonać nawet najbardziej doświadczonego stratega. Będziemy obserwować następny powrót Carlosa Sainza na podium – czy Vowles zaryzykuje wtedy pozostanie na miejscu, czy może przygotuje własny, wodny arsenał?