Kontrowersje po wyścigu w Meksyku narastają, a Dan Ticktum po raz kolejny znalazł się w ogniu krytyki – tym razem dotyczącej cenzury w mediach społecznościowych. Kierowca Formuły E postanowił publicznie odnieść się do usunięcia jego komentarza dotyczącego radiokomunikacji z ePrix w Mexico City, a jego reakcja jest równie wybuchowa, co sam kierowca. Czy platformy mediów społecznościowych stosują podwójne standardy, gdy w grę wchodzi krytyka ze strony zawodnika?

Dlaczego usunięto komentarz Ticktuma i co to mówi o mediach?
Incydent, który wywołał burzę, dotyczył wypowiedzi Dana Ticktuma na temat jego własnych wiadomości radiowych ujawnionych po rywalizacji w stolicy Meksyku. Jak sam kierowca Formuły E przyznał w nowym nagraniu na Instagramie, jego post był próbą „wyjaśnienia sytuacji” i „odbicia się od hejtu”. W odpowiedzi na ten komentarz, platforma Autosport podjęła drastyczne kroki, usuwając go, co doprowadziło Ticktuma do konfrontacji.
Ticktum wyraził fundamentalne wątpliwości co do autentyczności cytatów, które stały się przedmiotem dyskusji. Według niego:
„Numer jeden, tak naprawdę nie sądzę, by te cytaty były bezpośrednimi cytatami, lub z pewnością zostały pocięte i dopasowane do narracji, którą chcieli przedstawić. I oczywiście były one całkowicie wyrwane z kontekstu.”
Kierowca uznał, że jego próba przedstawienia swojej perspektywy spotkała się z niesprawiedliwą reakcją, podczas gdy inni użytkownicy pozostali bezkarni. To właśnie ta dychotomia – cenzura jego głosu wobec wolności słowa dla krytyków – stała się centralnym punktem jego oburzenia.
Podwójne standardy cenzury: Pięćdziesięciu hejterów kontra jeden kierowca
Najbardziej zapalna część wypowiedzi Ticktuma dotyczyła dysproporcji w moderowaniu treści. Z jednej strony, on sam, usiłujący wyjaśnić skomplikowaną sytuację z radiokomunikacją, został ukarany usunięciem wpisu, z drugiej strony, obraźliwe komentarze innych użytkowników pozostały nietknięte. W mocnych słowach Ticktum podsumował swoje rozgoryczenie:
„Ja przedstawiam swój punkt widzenia i oni usuwają mój komentarz. Ale macie 50 innych osób, które nazywają mnie c*** w komentarzach i to jest w porządku, ale kiedy ja próbuję przedstawić swoją historię i spróbować wyjaśnić sprawy, to już nie jest w porządku.”
Wypowiedź ta, stanowiąca bezpośredni zarzut co do stronniczości moderacyjnej, uderza w reputację Autosportu, medium o ugruntowanej pozycji w świecie sportów motorowych. Ticktum, znany ze swojej bezkompromisowości i niechęci do „gry politycznej”, nie zamierzał jednak poprzestać na skardze.
Apel do kibiców i otwarte „F*** you” w stronę redakcji
Kierowca Formuły E nie ukrywał swojego frustracji, kierując osobiste słowa do osób odpowiedzialnych za decyzję o usunięciu jego komentarza. Choć zaznaczył, że ma pozytywne doświadczenia z wieloma pracownikami Autosportu na przestrzeni lat, bezpośrednią krytykę skierował do decydentów:
„Oczywiście znam Autosport od lat, muszę przyznać, że pracowałem tam z fantastycznymi ludźmi, więc to nie są wszyscy jako całość, ale ktokolwiek podjął tę decyzję, czy to była grupa was, czy tylko jedna osoba, po pierwsze, f*** you, punkt numer jeden. A po drugie, to jest po prostu bardzo smutne, że ta platforma tak się zachowała.”
Ticktum wezwał swoich obserwujących do aktywnego wsparcia, prosząc o polubienie i udostępnienie jego nowego filmu. Argumentował, że chodzi tu nie tylko o jego osobę, ale o precedens, który może dotknąć innych kierowców w przyszłości. W jego ocenie, publiczność ma prawo znać prawdę, a on jest jednym z nielicznych kolarzy, którzy są gotowi ją przedstawić bez lukru.
Jak zadeklarował na koniec: „Większość ludzi chce lizać tyłek Autosportu, ponieważ chcą dobrego materiału medialnego od nich czy cokolwiek innego. Nie, ja po prostu powiem to tak, jak jest, bardzo dziękuję.” W świecie, gdzie relacje między kierowcami a mediami są często delikatną sztuką dyplomacji, Dan Ticktum po raz kolejny udowadnia, że woli otwarty konflikt niż polityczną poprawność.