Decyzja Liberty Media o usunięciu Phillip Island budzi kontrowersje: co dalej z MotoGP w Australii?
W ostatnich tygodniach złość w świecie motorsportu narasta. Liberty Media, właściciel MotoGP, postanowił zrezygnować z legendarnych wyścigów na torze Phillip Island na rzecz nowej lokalizacji w Adelaide. Wybór ten wywołał oburzenie, a zwłaszcza reakcję samego dizajnera oryginalnego toru ulicznego w Adelaide, Boba Barnarda. Krytykując decyzję włodarzy, zwrócił uwagę na wiele problemów związanych z nową lokalizacją oraz kosztami organizacji wyścigu.
Tor Phillip Island: legenda, która odchodzi w zapomnienie
Phillip Island to jeden z najbardziej kultowych torów w historii MotoGP, znany ze swojej funkcji w wyścigach od 1989 roku. Szybka i techniczna trasa przyciągała rzesze fanów i była uważana za jeden z najlepszych obiektów do rywalizacji w świecie motosportu. Niestety, decyzja Liberty Media o przeniesieniu Grand Prix Australii do Adelaide, gdzie planowane jest utworzenie toru ulicznego, przyniosła ze sobą wiele kontrowersji.
Problemy z nową lokalizacją
Bob Barnard, projektant Adelaide Street Circuit, wyraził swoje obawy w trakcie rozmowy z Maxem Oxleyem w podcaście The Oxley Bom MotoGP. Wskazał na fakt, że podczas budowy toru w Adelaide był zobowiązany do zachowania istniejącej przyrody, co miało wpływ na całą konstrukcję. Teraz, w przypadku nowego projektu, obawia się, że „na Albert Park wytną wiele drzew, co wpłynie na bezpieczeństwo i charakter toru”. Barnard zauważył:
„Nie miałem prawa wyciąć ani jednego drzewa na całym torze, a teraz planują to zmienić. To kompletnie zmienia koncepcję. Ciekawe, czy będzie lepiej?”
Ekonomia i bezpieczeństwo w jednym
Kwestie ekologiczne oraz bezpieczeństwa to nie jedyne problemy, jakie dostrzega Barnard. Zwraca uwagę na wysokie koszty organizacji wyścigu w mieście, które mogą sięgnąć ponad 100 milionów dolarów. Przemawia za tym również trudność w mobilności fanów, którzy nie będą w stanie dojechać na tor własnymi samochodami:
„Kiedy zorganizowano wyścig w Adelaide, nikt tam nie jeździł samochodem. Ludzie korzystali z transportu publicznego, a tymczasem władze miasta muszą wydać miliony na przebudowę. Co z tego?”
Protesty i kontrowersje – historia lubi się powtarzać
Innym istotnym aspektem, który niepokoi Barnarda, są potencjalne protesty ekologistów. Historia pokazuje, że miejscówki w miastach otaczają sprzeciw społeczny, jak to miało miejsce podczas organizacji wyścigu w Albert Park. Barnard przypomina:
„Kto pamięta, co się działo w Albert Park? Ekolicy protestowali, łańcuchy do drzew, a nawet akcje wentylacyjne. To się powtórzy!”
W obliczu tak skomplikowanej sytuacji, pozostaje pytanie – czy rezygnacja z Phillip Island to właściwy krok? Jak widać, zmiany w MotoGP prowadzone przez Liberty Media mają swoje konsekwencje, a historia lubi się powtarzać, szczególnie w sferze motorsportu. Co przyniesie przyszłość? Czas pokaże, ale jedno jest pewne – rywalizacja o serca fanów w Australii wciąż trwa.