Sezon Formuły 1 dla Liama Lawsona był prawdziwą jazdą rollercoasterem, pełną nagłych zwrotów akcji, spektakularnych debiutów i równie bolesnych democji. Nowozelandczyk, który wdarł się do świata F1 niespodziewanie, teraz ma czas, by zebrać myśli przed kolejną, kluczową kampanią w barwach ekipy z Faenzy. Czy tegoroczne przeżycia ukształtują go na mistrza, czy tylko doliczą kolejną pozycję do listy „co by było, gdyby”?

Czym był ten „tragiczny” rok dla młodego wilka?
Liam Lawson, po sezonie, który z pewnością zapamięta na długo, nie owijał w bawełnę, rozmawiając z naszymi kolegami z GPblog po Grand Prix Abu Zabi. Dla kierowcy, który zadebiutował z marszu, zastępując Daniela Ricciardo w zespole, który wówczas jeszcze nazywał się AlphaTauri, presja była gigantyczna. Teraz, gdy kurz opadł, Lawson przyznał, że to był cholernie trudny czas.
„To był z pewnością ciężki rok i taki, na który na pewno poświęcę czas w trakcie przerwy, aby to przemyśleć” — Liam Lawson.
Ta przerwa zimowa ma być dla niego swoistym resetem. Ma zamiar dogłębnie przeanalizować wszystkie wydarzenia, by „przenieść wszystkie nauki na przyszły rok”. Nie brakuje mu pokory, co jest rzadkim towarem w padoku F1.
„Jestem wdzięczny za możliwość ponownego spróbowania sił w przyszłym roku i spróbowania uczynić ten rok lepszym” — dodał Lawson.
Democja z Red Bulla do „lidera” Racing Bulls: gorzkie wspomnienia
Prawdziwym punktem zwrotnym, a zarazem momentem, który Lawson określił bardzo dosadnie, była jego nagła zmiana statusu po zaledwie dwóch wyścigach. Wejście do Formuły 1 było szybkie – posadzenie go w bolidzie było koniecznością – ale równie szybkie było jego odesłanie na ławkę rezerwowych, gdy tylko Daniel Ricciardo był gotowy do powrotu. To zderzenie z rzeczywistością musiało być bolesne.
„Szczerze mówiąc, wydaje mi się, że to było tak dawno temu. Nawet nie pamiętam tego za dobrze. To był, szczerze mówiąc, bardzo ch*jowy czas” — wyznał Lawson, nie stroniąc od mocnych słów.
To typowe dla młodego kierowcy F1: natychmiastowe zetknięcie się z brutalnością decyzji korporacyjnych. Sesja refleksji nad tym okresem z pewnością będzie intensywna. Mimo trudności, Lawson zrealizował główny cel, którym było przetrwanie tego sezonu, by zapewnić sobie miejsce na kolejny.
„Myślę, że najważniejsze było oczywiście przetrwanie tego roku i zdobycie kolejnej szansy w przyszłym roku – to był główny cel” — podsumował.
I cel ten osiągnął. Zakończył sezon z dorobkiem 38 punktów, co, choć imponujące jak na kierowcę wchodzącego w połowie kampanii, wciąż plasowało go 13 punktów za jego kolegą z zespołu, chociaż Lawson zasiadał za sterami bolidu w dwóch wyścigach więcej niż Ricciardo (uwzględniając jego incydentalne powroty). Warto pamiętać, że ten kolega z zespołu – Yuki Tsunoda – będzie teraz walczył z Maxem Verstappenem w Red Bullu. To stawia Lawsona w ciekawej perspektywie na przyszłość.
Kiedy Nowa Zelandia dowiedziała się, że zostaje w F1 na dłużej?
Sezon kończył się niepewnością dla wielu kierowców, w tym dla Lawsona. Podobnie jak Liam Hadjar czy sam Tsunoda, Lawson dowiedział się o swoich planach na nadchodzący rok dopiero w końcowej fazie obecnej kampanii. Zespół z Faenzy (obecnie Racing Bulls, ale Lawson zostanie tam na stałe) oficjalnie potwierdził jego pozycję obok Arvida Lindblada na rok 2026, co było wiadomością zdecydowanie pozytywną po fali niepokoju.
Wiadomość o zabezpieczeniu fotela na kolejny rok była ostatecznym potwierdzeniem, że ten „przeżyty” rok miał sens. Lawson jest teraz w uprzywilejowanej pozycji – ma cały sezon na dopracowanie swojego rzemiosła w stabilnym środowisku, zanim zacznie myśleć o strategicznych awansach w ramach ekosystemu Red Bulla. To ma być jego prawdziwy poligon doświadczalny.