Napięcie w obozie Ferrari po koszmarnym GP Brazylii, gdzie oba bolidy zakwalifikowały się do opuszczenia wyścigu bez punktów, zdaje się osiągać apogeum. Po publicznej krytyce ze strony prezesa Johna Elkanna, który ostro zwrócił uwagę kierowcom, Charles Leclerc postanowił uciąć spekulacje o wewnętrznych tarciach. Czy za słowami szefa kryje się prawdziwy powód frustracji Scuderia, czy to tylko medialna burza wywołana niefortunnym doborem słów?

Dwa wycofania w Brazylii: Paliwo dla krytyki i chłodna reakcja Leclerca
Ostatni weekend Grand Prix Brazylii okazał się dla Ferrari jak zimny prysznic. Trzeci wyścig w tym sezonie bez zdobyczy punktowej, mimo posiadania w składzie tak utalentowanego duetu jak Leclerc i siedmiokrotny mistrz świata Lewis Hamilton, to wynik, który musi zastanawiać. Frustracja kierownictwa jest zrozumiała.
Po tym występie, John Elkann, nie bawiąc się w subtelności, uderzył w swoich kierowców podczas sponsoringowego eventu w Rzymie. Jego słowa, które szybko obiegły świat sportów motorowych, były jednoznaczne: „Mamy kierowców, którzy muszą skupić się na jeździe i mniej mówić”. W kontekście zbliżającego się sezonu 2025 i transferu Hamiltona, takie uwagi rzucają cień na stabilność włoskiego teamu. Sezon bez zwycięstwa od 2021 roku to statystyka, której Ferrari nie chce oglądać.
„Intencja była pozytywna” – Jak Leclerc interpretuje słowa prezesa
Charles Leclerc, który przed weekendem w Las Vegas stanął przed mediami, starał się uspokoić nastroje, przekonując, że krytyka prezesa była źle odebrana, ale w gruncie rzeczy miała konstruktywny charakter. Monakijczyk podkreślił unikalną szczerość, jaką darzy go Elkann – cecha rzadka na szczycie Formuły 1.
Leclerc stwierdził: „John zawsze był ze mną bardzo szczery i myślę, że to bardzo rzadkie. W Formule 2 czy Formule 3 łatwo jest spotkać ludzi, którzy są szczerzy. Kiedy wchodzisz do Formuły 1 i twój status się zmienia, o wiele trudniej jest znaleźć ludzi, którzy są z tobą szczerzy.”
Z pewnością to nie są słowa, jakich spodziewalibyśmy się po Ferrari, gdzie każda wypowiedź jest analizowana pod kątem ukrytego znaczenia. Kierowca Ferrari wyraźnie zaznaczył jednak, że rozumie, co stało za publicznym wystąpieniem swojego szefa.
„Powiedział mi, jaka była intencja jego słów i było bardzo jasne, że był to pozytywny przekaz. Nie mogę komentować sposobu, w jaki to wyraził, i to nie jest moim zadaniem, ale intencja była pozytywna i to jest dla mnie najważniejsze, dlatego czuję się z tym dobrze” – zapewnił Leclerc. Dodał również, że nie zamierza marnować energii na spekulacje medialne, nad którymi nie ma kontroli.
Koniec sezonu w cieniu gorzkiej refleksji i nadziei na Las Vegas
Obaj kierowcy Ferrari, Leclerc i Hamilton, po brazylijskim DNF, postanowili odnieść się do sytuacji swoimi słowami w mediach społecznościowych, publikując własne refleksje na temat rozczarowującego podwójnego wycofania. Dla Leclerca wyścig zakończył się w kolizji z Oscarem Piastrim i Kimim Antonellim, a Hamilton, który dwukrotnie wygrywał w Brazylii, musiał zjechać do garażu z powodu problemów technicznych na okrążeniu 38.
Wydaje się, że Ferrari próbuje zdjąć presję z zespołu, nim przeniosą się na świeżo oświetlony asfalt Las Vegas. Ten wyścig, powróciwszy na kalendarz w 2023 roku, przyniósł im dotychczas dwa podia. Być może spektakl w Mieście Grzechu będzie momentem, w którym Scuderia odwróci złą passę i da swoim kibicom powód do optymizmu, a krytykom – do milczenia. Czy jednak głosy o konieczności skupienia się na jeździe, a nie na gadaniu, staną się nowym credo dla Maranello? Czas pokaże, czy to była tylko chwilowa iskra, czy początek większego pożaru.