Doktor Helmut Marko, niekwestionowany doradca Red Bull Racing, po weekendzie w Brazylii wygłosił opinie, które rzucają zupełnie nowe światło na przyszłość młodego składu kierowców w strukturach austriackiego giganta. Zaskakujące słowa na temat Liama Lawsona i Isacka Hadjara sugerują, że w Faenzy sytuacja jest bardziej skomplikowana, niż mogłoby się wydawać, a młody Francuz jest czarnym koniem sezonu.

Kontradykcje doktora Marko: Lawson w cieniu Hadjara, mimo wyniku
Grand Prix Brazylii zakończyło się dla Racing Bulls podwójnym punktami – Lawson przyjechał jako siódmy, a Hadjar tuż za nim, na ósmej pozycji. Choć dla wielu to spektakularny wynik, Doktor Marko zdaje się mieć odmienne zdanie co do zasług obu zawodników. Wypowiedzi doradcy Red Bulla, opublikowane na łamach Speedweek, brzmią jak werdykt rzucający cień na przyszłość Nowozelandczyka.
Chociaż Lawson zdołał nadrobić straty i dogonić poziom samochodu Racing Bulls, Marko uważa, że wciąż mu brakuje konsekwencji. Trudno nie odnieść wrażenia, że dla weterana austriackiego motorsportu, pewne standardy są nieprzekraczalne.
„Lawson dogonił bolid Racing Bulls, ale jego występy wciąż nie są wystarczająco konsekwentne” – napisał Marko.
To stwierdzenie jest o tyle zaskakujące, że Liam Lawson już kilkukrotnie udowodnił, że potrafi wycisnąć maksimum z tego, co ma do dyspozycji, a jego wejście do F1 po niespodziewanym debiucie w zeszłym sezonie było bezbłędne. Jednak w hierarchii Red Bulla, gdzie liczy się przede wszystkim stabilność i przewidywalność, brak regularności może być gwoździem do trumny dla kariery w głównym zespole.
Isack Hadjar: Odkrycie sezonu, które nęka technika
Jeśli Lawsonowi brakowało konsekwencji, to Isack Hadjar wydaje się być w oczach Marko objawieniem – pod warunkiem, że jego bolid łaskawie współpracuje. Francuz algierskiego pochodzenia, określany przez Marko mianem „odkrycia sezonu”, pokazuje potencjał na regularne punktowanie, co jest kluczowe w kontekście walki o wyższe miejsca w klasyfikacji konstruktorów.
Marko nie szczędził pochwał, choć podkreślał pecha, który trapi młodego kierowcę z Faenzy:
„Hadjar jest dla mnie nie tylko odkryciem sezonu, ale gdyby nie problemy z silnikiem, które miały miejsce cztery razy, byłby na lepszej pozycji w klasyfikacji mistrzostw świata niż dziesiąte miejsce. Jeśli samochód Paryżanina działa, jest pewniakiem do czołowej dziesiątki za każdym razem – co jest bardzo obiecujące dla jego przyszłości.”
Kluczowe jest tutaj określenie: „pewniak do czołowej dziesiątki za każdym razem”. To sygnał dla reszty młodzieżowej armii Red Bulla, że Red Bull ceni potencjał absolutny i to, jak szybko kierowca potrafi zaadaptować się do bycia stałym bywalcem w strefie punktów. Gdyby nie awarie techniczne, Hadjar mógłby już teraz aspirować do miana lidera Racing Bulls, a nie tylko ubiegać się o miejsce w F1.
Przesądzone składy 2026: Kto traci, a kto zyskuje?
Te wypowiedzi padają w momencie, gdy Red Bull przeciąga decyzje kadrowe na przyszłość. Wiemy już, że Red Bull Racing nie spieszy się z ogłoszeniem składu na sezon 2026, zostawiając Lawonowi i Tsunodzie niepewną przyszłość.
Jedynymi pewniakami, którzy na pewno pozostaną w strukturach (i w zespole Red Bull Racing), są Max Verstappen i właśnie Isack Hadjar. To umieszcza Liama Lawsona i Yukiego Tsunodę na ostrzu noża. Jeśli Marko otwarcie krytykuje Lawsona za brak konsekwencji, a jednocześnie wynosi Hadjara pod niebiosa, matematyka w świecie F1 staje się brutalnie prosta. Francuz jest mocno promowany do awansu, podczas gdy Nowozelandczyk musi natychmiast podnieść swój poziom stabilności, jeżeli chce uniknąć wypadnięcia z programu juniorskiego.
W kontekście ewentualnych ruchów w Red Bull Racing, gdzie przyszłość Sergio Péreza wciąż pozostaje tematem gorących spekulacji, Hadjar jawi się jako naturalny kandydat, który może przeskoczyć o szczebel wyżej, o ile jego forma pozostanie tak obiecująca, a mechanicy przestaną mu dokuczać problemami z jednostką napędową. Rywalizacja wewnątrz ekipy siostrzanej to obecnie jeden z najciekawszych i najbardziej nieprzewidywalnych wątków w padoku.