Wielkie oskarżenia w świecie Formuły 1! Czy młody talent Andrea Kimi Antonelli faktycznie sprzyjał McLarenowi podczas Grand Prix Kataru? Te kontrowersje wywołały lawinę słów, zwłaszcza ze strony Helmuta Marko, doradcy Red Bull Racing, który nie szczędził gorzkich słów. Mercedes, a konkretnie Toto Wolff, stanął w obronie swojego przyszłego kierowcy, reagując z oburzeniem na to, co uznał za „całkowite bzdury”.

Czyżby Kimi Antonelli był nieświadomym sabotażystą? O co poszło w Katarze
Wszystko zaczęło się od dramatycznych wydarzeń na torze w Katarze, gdzie Lando Norris z McLarena musiał stoczyć zaciętą walkę, by awansować w stawce. Brytyjczyk zanotował dwa ważne wyprzedzenia, jedno z nich dotyczyło Andrei Kimiego Antonellego, młodego kierowcy Mercedesa, który w tym wyścigu debiutował w roli testującego lub rezerwowego. Ostatnie okrążenie, na którym Norris minął Włocha, nie obyło się bez kontrowersji. Jak donosiły media, ten manewr był możliwy dzięki błędu popełnionemu przez samego Antonellego, z którego skorzystał Norris.
Natychmiast po wyścigu Helmut Marko, postać znana z bezkompromisowych opinii, publicznie zasugerował, że zachowanie Antonellego było podejrzanie korzystne dla kierowców McLarena. To była iskrą zapalną, która wywołała ostrą reakcję w obozie Mercedesa.
„Jak bezmyślnym trzeba być?” – wściekłość Toto Wolffa
Toto Wolff, szef Mercedesa, nie krył swojego zdenerwowania, gdy dziennikarze zapytali go o zarzuty Marka. Ton jego wypowiedzi był zdecydowany i pełen niedowierzania.
„Niech mu Bóg błogosławi, Helmut. To są absolutne, kompletne bzdury, od których jeży mi się włos na głowie” – grzmiał Wolff w odpowiedzi na pytanie GPbloga dotyczące zarzutów Marka.
Wolff podkreślił polityczny kontekst rywalizacji, zwłaszcza w kontekście walki o drugie miejsce w klasyfikacji konstruktorów, co ma ogromne znaczenie finansowe i prestiżowe dla Mercedesa. Jednocześnie wskazał na odmienny cel mający dla młodego Włocha.
„Walczymy o drugie miejsce w mistrzostwach, co jest dla nas ważne. Kimi walczy o potencjalne trzecie miejsce. Ja się pytam, jak bezmyślnym trzeba być, żeby w ogóle coś takiego powiedzieć?”
Szef Mercedesa przyznał, że ta sytuacja tylko podsyciła jego frustrację, która narastała już po samym wyścigu, z powodu błędów popełnionych przez jego zespół.
„I to mnie denerwuje, bo jestem zirytowany samym wyścigiem, jak poszedł. Jestem zirytowany błędem na końcu. Jestem zirytowany innymi pomyłkami, a potem słyszę takie bzdury. Po prostu mi się w głowie nie mieści.”
Konfrontacja z inżynierem Maxa Verstappena: Wyjaśnienie incydentu
Wolff poszedł o krok dalej, próbując zdementować wszelkie spekulacje o jakiejkolwiek celowej próbie wpływania na wyniki w klasyfikacji kierowców, co byłoby niedorzeczne w kontekście rywalizacji zespołowej. Zdradził, że podjął rozmowę z Gianpiero Lambiase, inżynierem wyścigowym Maxa Verstappena.
„Poza utratą punktów dla mistrzostw konstruktorów, rozmawiałem z GP [Lambiase]” – kontynuował Wolff. „Widziałem go i oczywiście był w tym momencie emocjonalny, ponieważ potrzebowali P3, chyba, żeby wygrać Mistrzostwa, albo P4, nie wiem, ale jedną pozycję więcej. Teraz potrzebują więcej.”
Szef Mercedesa przedstawił inżynierowi Red Bulla swoją perspektywę na zagranie Antonellego, które doprowadziło do straty pozycji na rzecz Norrisa.
„Powiedziałem mu, że Kimi po prostu zjechał z toru. Miał mały moment w poprzednim zakręcie, a potem mniejszą prędkość wjazdową w ten lewy zakręt, nacisnął gaz i w tym momencie, co się zdarza, stracił pozycję. Więc z GP wszystko jest jasne, on powiedział, że nie widział tej sytuacji.”
Wolff zakończył swoją wypowiedź retorycznym pytaniem, które miało definitywnie zamknąć dyskusję na temat rzekomej zmowy.
„Po co mielibyśmy to robić? Po co miałby nam do głowy przyjść pomysł mieszania się w mistrzostwa kierowców? Naprawdę trzeba się zastanowić, czy nie widzi się duchów” – podsumował Wolff, stanowczo odpierając wszelkie insynuacje wobec młodego kierowcy Mercedesa.