Nadciąga elektryzujący finał sezonu Formuły 1 w 2025 roku, a walka o tytuł mistrzowski rozegra się między dwoma kierowcami McLarena – Lando Norrisem i Oscarem Piastrim – z groźnym w tle Maxem Verstappenem. Napięcie w zespole z Woking wzrasta, a kluczowe znaczenie ma teraz to, jak Andrea Stella podejdzie do nieuchronnej kwestii „team orders”.

Czy McLaren może zlekceważyć cień Verstappena w walce wewnętrznej?
Po emocjonującym Grand Prix Kataru, gdzie Lando Norris stanął na podium, porządek w klasyfikacji generalnej uległ znaczącej restrukturyzacji. Norris wciąż utrzymuje prowadzenie w trio pretendentów do tytułu, ale Max Verstappen zdołał przeskoczyć Oscara Piastriego, zepychając dotychczasowego faworyta na drugie miejsce w tej „wyścigowej trójce”. Choć marzeniem McLarena jest podwójny triumf – pierwszy od 1998 roku – napięcia wokół potencjalnego nakazania posłuszeństwa kierowcom narastają od czasu pamiętnego Grand Prix Węgier w 2024 roku. Jak na to zapatruje się szef zespołu? Andrea Stella, włoski inżynier i strateg, jasno przedstawił zasady, którymi będzie się kierował w decydującym starciu w Abu Zabi.
„Myślę, że każda decyzja, jaką podejmiemy w kwestii wykorzystania współpracy naszych kierowców, będzie musiała być zgodna z naszymi fundamentalnymi zasadami, które stanowią podstawę naszego podejścia” – wyznał Stella dla GPblog po wyścigu na Lusail International Circuit.
Stella podkreśla wagę integralności i uczciwości wobec kierowców, ale jednocześnie nie ukrywa, że nadchodzące tygodnie będą wymagały intensywnych rozmów z Lando i Oscarem. Celem jest ustalenie spójnego podejścia do wyścigu finałowego, które zagwarantuje sukces zespołowy.
Kiedy „tytułobójcze” team orders staną się faktem? Stella nie owija w bawełnę
Zespoły F1 często unikają tematu poleceń zespołowych (team orders) do ostatniej chwili, obawiając się demoralizacji zawodników i negatywnego PR-u. Jednak w obliczu zagrożenia ze strony dyktującego warunki Verstappena, McLaren musi mieć plan awaryjny. Andrea Stella przyznał, że jest gotów sięgnąć po ten ostateczny środek, byleby McLaren zgarnął tytuł.
„Z pewnością mogę powiedzieć, że jeśli którykolwiek z kierowców będzie w stanie kontynuować walkę o tytuł, uszanujemy to i nie wydamy polecenia, które wykluczałoby drugiego kierowcę, gdyby ten drugi również miał szansę na zwycięstwo” – stwierdził szef McLarena.
To jest sedno strategii: priorytetem staje się ten, kto obiektywnie ma większe szanse na pokonanie Maxa Verstappena w klasyfikacji generalnej. Stella jasno sygnalizuje, że fundamentem będzie indywidualna dyspozycja, ale ostateczne „rozkazy” pojawią się, jeśli sytuacja tego będzie wymagała dla dobra ekipy. Będzie to delikatny taniec na linie między ambicjami Norrisa i Piastriego a koniecznością polityki zespołowej przeciwko Red Bullowi.
Błędy w Katarze i Las Vegas zmusiły Stellę do karkołomnego manewru
Kwestia ta jest tym bardziej paląca, ponieważ McLaren zanotował ostatnio bolesne wpadki strategiczne. Eliminacja obu bolidów z wyścigu w Las Vegas z powodu podwójnej dyskwalifikacji za nieprawidłowy stan podłogi, a także pechowy błąd związany z postojem podczas Safety Car w Doha – te pomyłki kosztowały zespół cenne punkty i pozwoliły Verstappenowi zbliżyć się do walki o mistrzostwo.
Stella przyznał, że te potknięcia w znacznym stopniu skomplikowały im sytuację, zmuszając do bardziej pragmatycznego podejścia. Choć deklaruje, że obaj kierowcy pozostaną wolni w wyścigu, dopóty, dopóki nie wejdą w decydującą fazę walki o mistrzostwo, jego ręka jest po prostu zmuszona do rozważenia złamania niepisanego „papajowego” kodeksu, byle tylko zatrzymać tytuł w McLarenie, a nie oddać go Verstappenowi. Będziemy świadkami wyścigu, w którym liczyć się będą nie tylko sekundy na torze, ale i chłodna kalkulacja polityki zespołowej. Najmniejsza pomyłka może zaważyć na tym, kto podniesie Puchar Konstruktorów, a kto tytuł indywidualny.