Wielki Piątek po raz kolejny przeszedł do historii, a Las Vegas dostarczyło nam emocji, o których kibice F1 będą mówić długo. Choć to Max Verstappen zdominował weekend, to właśnie słowa szefa zespołu Red Bull, Laurenta Mekiesa, rzucają nowe światło na to, co działo się za kulisami jego popisowego występu. Czy Holender naprawdę jechał na 75% swoich możliwości? Przygotujcie się na analizę „masterclassu” na pustyni Nevady.

Czy Las Vegas było pokazem „masterclass”? Laurent Mekies nie ma wątpliwości
Zwycięstwo Maxa Verstappena w Las Vegas po raz kolejny utwierdziło wszystkich w przekonaniu, że mamy do czynienia z kierowcą, który rzadko, jeśli w ogóle, popełnia błędy w kluczowych momentach. Francuski szef zespołu Red Bull, Laurent Mekies, nie szczędził pochwał po wyścigu, określając to, co zaprezentował Holender, mianem absolutnego arcydzieła.
Mekies szczególnie podkreślił moment startu, który był kluczowy na tym technicznym i wymagającym obiekcie. Perfekcyjne wyczucie momentu pozwoliło Verstappenowi natychmiast przejąć inicjatywę, zmuszając Lando Norrisa do niepotrzebnego nerwu.
„Lap one, turn one, he’s just never get it wrong. That was a typical Max, he nailed it, got a good start, got Lando. You can judge it better than I do, ale on po prostu nigdy tego nie spapra” – komentował Mekies dla mediów po zjeździe z toru.
To nie był przypadek. Jak zauważył Mekies, po objęciu prowadzenia, Verstappen przejął pełną kontrolę nad tempem wyścigu. Kierowca Red Bulla wiedział dokładnie, kiedy nacisnąć gaz, a kiedy oszczędzać opony i bolid, co jest znakiem rozpoznawczym kierowców z absolutnego topu. Ta zrównoważona jazda, łącząca agresję z zarządzaniem, doprowadziła do kolejnego triumfu.
Czy Max jechał na pół gwizdka? Wersja Red Bulla
Fascynujące jest to, co Mekies sugerował na temat rezerw mocy drzemiących w Verstappenie oraz maszynie RB19. Zdaniem szefa zespołu, to, co widzieliśmy na torze, to nie był pełny potencjał duetu. To rodzi pytanie: ile jeszcze Max ma w zanadrzu, skoro nawet na sto procent jest nie do zatrzymania?
Mekies ujawnił, że zespół wielokrotnie prosił kierowcę o zwiększenie tempa, zwłaszcza gdy Lando Norris wywierał presję w drugim stincie. Reakcja była natychmiastowa.
„Max could push more and I think he had probably even more pace than what we have seen in the car.”
A gdy presja rosła, Verstappen reagował precyzyjnie, tak jak na zawołanie:
„There was a couple of times in the second stint where we asked him to increase the pace when Lando was pushing, and every time it was necessary, he did. I think all together it was a masterclass from him, no question.”
To pokazuje nie tylko fenomenalną formę kierowcy, ale także chirurgiczną precyzję, z jaką Red Bull zarządza strategią, polegając na absolutnym zaufaniu do swojego asa. Holender jest inżynierem na torze, który dostarcza dokładnie to, o co zostanie poproszony – i to na najwyższym poziomie.
„It’s still on”: Red Bull kpi z reszty stawki
Podczas gdy na torze panowała niemal absolutna dominacja, w garażu Red Bulla panuje atmosfera wyczekiwania na koniec sezonu, ale z nutką ironii rzuconą konkurencji. Mimo że tytuł kierowców jest już w zasadzie rozstrzygnięty, zespół nie zamierza zwalniać tempa w komunikacji, a wręcz przeciwnie.
Red Bull celowo podsyca atmosferę, odświeżając swoje bio na platformie X (dawniej Twitter) z lakonicznym komunikatem: „it’s still on”, nawiązując do nagłej dyskwalifikacji dwóch bolidów McLarena, która w zasadzie przypieczętowała losy mistrzostwa kierowców i dała Verstappenowi kolejne punkty. To gest, który musi irytować rywali – pokazuje on, że dla Red Bulla liczy się każdy punkt i każda sekunda, nawet gdy mistrzostwo wisi na włosku.
Zabawnym dodatkiem do tej komunikacyjnej wojny było opublikowanie zdjęcia z podium z podpisem „du du du du intensifies” – to bezpośrednie nawiązanie do hitowego utworu, który stał się nieoficjalnym hymnem Holendra w Formule 1. To pokazuje, że Red Bull traktuje swoją przewagę – i dominację Maxa – z rozrywkowym dystansem, co z pewnością jest irytujące dla zespołów walczących o drugie miejsca. Rywale muszą się stresować, a mistrzowie tańczą do swojej „piosenki”.
Jeżeli chcecie być na bieżąco z tym, co dzieje się w padoku F1, śledzenie dynamicznych aktualizacji i analiz wideo to podstawa. Pozostaje tylko czekać, czy na kolejnych rundach Verstappen pozwoli sobie faktycznie pokazać pełnię swoich możliwości, czy też będzie kontynuował strategię kontrolowania tempa „na pół gwizdka”.