Siedemnaście dni po tym, jak ogłoszono jego degradację z ekipy Alpine, Jack Doohan przeżył koszmarny powrót za kierownicę bolidu, tym razem w azjatyckiej serii Super Formula. Młody Australijczyk zaliczył serię potwornych wypadków, a mimo to, jego menedżerowie z japońskiego zespołu Kondo Racing podchodzą do sytuacji z zaskakującym spokojem i optymizmem. Czy te kraksy to sygnał ostrzegawczy dla przyszłości w Formule 1, czy tylko niefortunna seria pecha na jednym z najtrudniejszych torów świata?

Potrójna katastrofa na Degner 2: Testy w Super Formula jak jazda po bandzie
Sezon 2025 nie zaczął się dla Jacka Doohana najlepiej. Ledwie sześć wyścigów po tym, jak Alpine podjęło decyzję o zastąpieniu go Franco Colapinto, 22-latek miał nadzieję odbudować swoją reputację podczas testów w Super Formula w Japonii. Niestety, te nadzieje szybko zamieniły się w pasmo zniszczeń. Doohan, testujący bolid dla Kondo Racing na legendarnym torze Suzuka, zanotował serię trzech wypadków z rzędu. Co ciekawe, wszystkie zdarzenia miały miejsce w tym samym, zdradliwym zakręcie – Degner 2 (Zakręt 9).
Pierwszy incydent zakończył się mocnym uderzeniem w bariery. Drugi i trzeci – to już było uderzenie czołowe. Trzy kraksy, jedna sekcja toru. Dla każdego kierowcy, a zwłaszcza dla kogoś, kto walczy o powrót do łask w europejskim paddocku F1, taka statystyka wygląda fatalnie. Mimo to, atmosfera w zespole Kondo Racing wydaje się być daleka od paniki.
Japoński spokój wobec australijskich zniszczeń
Firma Kondo Racing, zamiast potępiać swojego młodego kierowcę, stanęła murem za Doohanem. Nobuaki Adachi, menedżer fabryczny zespołu, udzielił wywiadu serwisowi Motorsport.com, jasno dając do zrozumienia, że nie widzi w tych wypadkach powodu do skreślania Australijczyka.
„Zarówno Luke, jak i Jack spisali się bardzo dobrze” – stwierdził Adachi. „Po prostu tak się złożyło, że Jack miał serię wypadków, ale jest to kierowca z ogromnym potencjałem. Suzuka o tej porze roku jest bardzo trudna i sądzę, że będzie w stanie dokonać niezbędnych korekt, aby następnym razem to się nie powtórzyło”.
Te słowa sugerują, że zespół widzi problem bardziej w specyficznych warunkach toru niż w fundamentalnym braku umiejętności Doohana. Dla fana F1 to cenna informacja – menedżerowie Kondo Racing nie stracili wiary w „potencjał” zawodnika, który niedawno został odstawiony przez ekipę z Formuły 1.
Czy Jack Doohan zdołał uratować reputację?
Mimo piątkowej serii wypadków, Kondo Racing wykazało się niezwykłym profesjonalizmem, natychmiast naprawiając uszkodzony bolid, aby Doohan mógł dokończyć sesję testową. To był kluczowy moment dla psychiki młodego kierowcy. Gdyby nie udało się wrócić na tor, wrażenie mogłoby być nieodwracalne.
Ostatecznie, Doohan zakończył testy przeznaczone wyłącznie dla debiutantów (rookie-only session) na siódmym miejscu spośród trzynastu startujących, notując czas 1:39.378. Liderem tabeli był Ugo Ugochukwu z wynikiem 1:37.770. Choć Doohan nie zaistniał w czołówce, sam fakt ukończenia testu był sukcesem logistycznym i symbolicznym.
Adachi podkreślił wagę tego ostatniego elementu:
„Myślę, że dla niego byłoby druzgocące, gdyby nie mógł dokończyć testów na torze, dlatego zrobiliśmy wszystko, by go tam z powrotem wprowadzić” – kontynuował menedżer. „Naprawdę chcieliśmy, by nie został z złym wrażeniem, i jakimś cudem udało nam się to osiągnąć, co mnie cieszy”.
Pozostaje pytanie, czy Kondo Racing będzie w stanie przełożyć ten entuzjazm na przyszłe starty, a co ważniejsze, czy ten japoński kapitał zaufania wystarczy, by Doohan wrócił do Formuły 1, czy też te trzy uderzenia w Degner 2 staną się bolesnym symbolem jego tymczasowego wykluczenia z głównej sceny motorsportu.