W kuluarach Formuły 1 zawsze wrze, a gdy legendy dzielą się swoimi spostrzeżeniami, kibice natychmiast się mobilizują. Juan Pablo Montoya, weteran torów i były triumfator, właśnie rzucił mocne słowa na temat wpływu, jaki Red Bull Racing wywarł na karierę Sergio Pereza. Czy Checo powinien być wdzięczny za te „bardzo dobre rzeczy”, nawet jeśli musiał znosić rolę numer dwa? Sprawdzamy, co kryje się za tą kąśliwą analizą.

Red Bull: Trampolina do sławy czy złota klatka dla Checo?
Legenda kolumbijskiego motorsportu, Juan Pablo Montoya, postanowił zabrać głos w sprawie Enrique „Checo” Pereza i jego burzliwej przygody z Red Bull Racing. W wywiadzie dla boliwijskiego podcastu AS Colombia, Montoya odniósł się do narzekań Meksykanina na trudne warunki panujące w Milton Keynes. Choć Perez wielokrotnie sygnalizował, że samochód bywał „niemożliwy do opanowania”, Montoya stawia sprawę jasno: nie można zapominać o skali sukcesów, jakie Red Bull mu dał.
„Checo ma sześć zwycięstw, z czego pięć odniósł z Red Bullem. Jeśli patrzysz na to jako meksykański kibic Checo, powiesz: 'Red Bull był bardzo niesprawiedliwy’” – stwierdził Montoya.
W tej ocenie pobrzmiewa nuta pragmatyzmu, charakterystyczna dla kierowców walczących na najwyższym poziomie. Montoya podkreśla, że mimo trudności, finansowe i techniczne zaplecze austriackiego potentata to liga sama w sobie.
„Tak jak mówi Checo, wiedział, na co się pisze. Niezależnie od tego, czy było to sprawiedliwe, Red Bull dał mu pięć zwycięstw. Może narzekać na koniec, bo bolid był trudny do prowadzenia, ale dali mu wiele bardzo dobrych rzeczy” – dodał Montoya.
To klasyczny dylemat w F1: czy lepiej być numerem dwa w zespole, który regularnie sięga po tytuły, czy też liderem w stajni środka stawki, walcząc o pojedyncze podia? Montoya wydaje się skłaniać ku pierwszej opcji.
Czy bycie „numerem dwa” u Verstappena jest lepsze niż bycie liderem w Haasie?
Montoya kontynuuje swoją analizę, porównując potencjalne scenariusze dla Pereza, gdyby ten wybrał inną ścieżkę kariery po opuszczeniu Red Bulla. Zastanawiał się głośno, czy narzucenie sobie roli wsparcia dla Maxa Verstappena nie było ostatecznie lepszą opcją strategiczną niż pełnienie funkcji lidera w zespole pokroju Alpine czy Haasa w nadchodzących sezonach.
To spostrzeżenie jest kluczowe dla zrozumienia dzisiejszego układu sił i ambicji kierowców. Dla kogoś, kto celuje w najwyższe laury, szansa na regularną walkę o zwycięstwa – nawet pod cień drugiego kierowcy – jest bezcenna.
„Czy wolisz to [bycie w cieniu Verstappena], czy pójdziesz do Alpine? Wolałbyś być numerem dwa w Red Bullu lub McLarenie niż numerem jeden w Alpine w 2025 roku, albo w Haasie” – sugerował Montoya.
Widziane z zewnątrz, z perspektywy kogoś, kto zna presję walki o mistrzostwo, te pięć zwycięstw to nie tylko statystyki, ale i potężny zastrzyk prestiżu. Jak podsumował Montoya, Red Bull znacząco podniósł status Pereza w cyrku Grand Prix, niezależnie od tego, jak zakończyła się ostatnia faza jego jazdy dla tej ekipy. Mimo końca współpracy, Meksykanin bez wątpienia opuszcza Red Bull jako marka o wiele silniejsza.
Kadencja Checo: Od triumfów do pożegnania z Cadillaciem
Przypomnijmy, że kadencja Pereza w Czerwonych Bykach była pasmem wzlotów i bolesnych upadków. Choć pięć spektakularnych zwycięstw to dorobek, którym może się poszczycić niewielu kierowców, to końcówka sezonu 2024 pokazała, jak olbrzymia presja towarzyszyła jego roli.
Tymczasem sam Sergio Perez myśli już o przyszłości, a jego wzrok skierowany jest na zupełnie nowy rozdział. Meksykanin publicznie wyraził chęć zakończenia kariery w Formule 1, reprezentując barwy ekipy Cadillac, która dołączy do stawki F1 w 2026 roku. Perez chce zapisać się w historii jako ten, który zostawił projekt w lepszej kondycji, niż go zastał. To ambitny cel, który pokazuje, że ambicje „Checo” pozostają wysokie, choć zmienia się otoczenie. O ile te bajeczne perspektywy Cadillaca się zmaterializują, czeka nas fascynujący finisz tej historii.