Niespodziewany zwrot akcji w Formule 1! Okazuje się, że Helmut Marko, postrach kierowców Red Bulla, ma unikalny, choć nieco ekscentryczny, sposób na radzenie sobie z problemami mentalnymi swoich podopiecznych. Po tym, jak Sergio Pérez miał stawić czoła rachunkowi za psychologa opłaconemu przez doktora, teraz głos zabrał Juan Pablo Montoya, który ujawnił, że jego wizyta u specjalisty była równie osobliwa, choć poszła w nieco innym, energetycznym kierunku.

Marko i jego kuracje – od psychologa do uzdrowiciela energii
Helmut Marko, postać niemal mitologiczna w świecie Red Bull Racing, znany ze swojego bezkompromisowego podejścia i obsesji na punkcie wydajności, po raz kolejny stał się bohaterem sensacyjnych doniesień. Tym razem nie chodziło o cięcia budżetowe czy dramatyczne debaty w garażu, lecz o interwencje niemalże terapeutyczne. Juan Pablo Montoya, były kierowca Williamsa, w szczerej rozmowie na podcaście MontoyAS wyjawił, że on również był obiektem troski (czy może raczej podejrzeń) austriackiego konsultanta.
„Jedyną osobą, która kiedykolwiek wysłała mnie na badania, ponieważ twierdziła, że coś jest ze mną nie tak, był Helmut Marko”.
Co ciekawe, kuracja Montoyi nie polegała na standardowej sesji z terapeutą, jak w przypadku Sergio Péreza. Marko najwyraźniej uznał, że u Kolumbijczyka problem leży głębiej, niemal na poziomie kwantowym.
„Wysłał mnie do 'uzdrowiciela energii’, ponieważ twierdził, że moja prędkość i moja głupota nie mogły współistnieć”.
Trzeba przyznać, że diagnoza brzmi jak scenariusz z wysokoobrotowej komedii, a nie typowa rozmowa inżynierska w padoku F1. Montoya wspomina to zdarzenie z ironicznym dystansem, choć podkreśla, że w tamtym czasie musiał się podporządkować. W końcu, kiedy zespół opłaca twoje życie, a ty jesteś młodym aspirującym kierowcą, słowo doktora Marko jest prawem.
Cena spokoju ducha i rolki
Montoya recalled the financial implications of the visit. W kontekście niedawnych rewelacji Péreza o gigantycznych rachunkach za sesje psychologiczne, fani chętnie porównali, ile kosztował każdego z nich ten nietypowy „detoks energetyczny”.
Juan Pablo natychmiast zaznaczył, że jego wizyta była marginalnie tańsza od rzekomych wydatków Pereza, co dla niego, zarabiającego wtedy grosze w porównaniu do dzisiejszych standardów, było odczuwalne jak fortuna.
„Wydaje mi się, że wydałem wtedy około 100 dolarów – a ja nie miałem wtedy w ogóle pieniędzy. Nie było mnie stać nawet na samochód; jeździłem autobusem, a czasem nawet nim nie jeździłem, tylko używałem rolek, żeby zaoszczędzić. Podróżowałem na wyścigi z zespołem, a teraz wyobraź sobie wydanie 100 dolarów – to była kwota równa w zasadzie miesięcznym zapasom spożywczym”.
W przeciwieństwie do klinicznych sesji psychologicznych, na które kierowano świeżych nabytków do Red Bulla, wizyta u uzdrowiciela obejmowała dość egzotyczny rytuał. Montoya opisał fascynujący zestaw narzędzi:
„Poszedłem raz – może dwa razy – i nic z tego nie wyszło. Mieli tam te wszystkie drobne rzeczy, w tym różdżkę ze złotą końcówką, której używała do 'odczytywania energii’”.
To zestawienie – nowoczesna, superszybka technologia bolidu F1 kontra złota różdżka do rezonansu energetycznego – doskonale oddaje eklektyzm podejścia, jakie panuje w austriackim imperium sportów motorowych.
Pérez jako precedens: Czy Marko zawsze szuka 'alternatywnego leczenia’?
Historia Miguela Mancera, który ujawnił, że po fatalnym początku sezonu w Red Bullu został skierowany do psychologa, którego rachunek pokrył sam Marko, stała się swojego rodzaju przepustką dla innych. Montoya potwierdza, że mechanizm selekcji kierowców Red Bulla – czy to z akademii juniorskiej, czy świeżo zatrudnionych bolidów seniorskich – zakłada szybką weryfikację nie tylko tempa na torze, ale i stabilności psychicznej.
Pérez, u którego pierwsze wyścigi po awansie do Red Bulla nie spełniały oczekiwań, otwarcie przyznał:
„Gdy tylko przybyłem do Red Bulla, w pierwszych kilku wyścigach, kiedy wyniki nie przychodziły, powiedziano mi: 'To, czego potrzebujesz, to psycholog. Musisz pójść do psychologa’. Byłem całkowicie otwarty na to, więc się zgodziłem”.
W przypadku Péreza interwencja mogła być bardziej konwencjonalna, ale cel był ten sam: wyeliminować mentalne przeszkody stojące na drodze do maksymalizacji potencjału bolidu. Rozbieżność między metodami Marko – od psychologa, który wystawia gigantyczne rachunki, po uzdrowiciela energetycznego – sugeruje, że doktor po prostu stosuje to, co uważa za skuteczne, niezależnie od naukowych podstaw.
Dla kierowców oznacza to bycie pod stałą lupą, gdzie każda słabsza runda może skończyć się wizytą u eksperta, opłaconą przez budżet zespołu, bądź, jak w przypadku Montoyi, lekcją życia o wartości 100 dolarów wydane na magię.