Rok 2023 w Formule 1 był testem cierpliwości dla Sergio Pereza, który znalazł się pod nieustannym ostrzałem mediów za rzekomą niezdolność do dorównania tempu swojemu koledze z zespołu Red Bull Racing, Maxowi Verstappenowi. Jednak perspektywa czasu i przyszłe wydarzenia rzuciły zupełnie nowe światło na te, wydawałoby się, definitywne porażki Meksykanina, ujawniając głębszy, systemowy problem w ekipie z Milton Keynes.

Cień Verstappena i parabola Pereza: Czy Checo był kozłem ofiarnym?
W trakcie sezonu 2023, Sergio Perez mierzył się z potężną krytyką. Media nieustannie kwestionowały jego rolę w Red Bull Racing, sugerując, że nie potrafi utrzymać tempa niekwestionowanego lidera, Maxa Verstappena. Ta narracja nabrała pędu, szczególnie po początkowych rundach sezonu 2024. Seria wypadków, niepowodzenia w kwalifikacjach i regularne nieudane próby awansu do Q3 piętrzyły presję. Nie tylko prasa, ale i wewnętrzne kręgi Red Bulla publicznie atakowały kierowcę. Dr Helmut Marko, a później także szef zespołu Christian Horner, nie szczędzili słów krytyki po kolejnych słabych występach, jak choćby podczas Grand Prix Meksyku w 2024 roku.
Napięcie osiągnęło punkt kulminacyjny, gdy Verstappen przypieczętował swój tytuł, podczas gdy Perez finiszował na nieakceptowalnej ósmej pozycji. W oczach opinii publicznej, Meksykanin stał się logicznym winowajcą niemożności zdobycia przez Red Bulla trzeciego z rzędu tytułu konstruktorów w tamtym momencie. Taka seria wyników, jak ujawniły późniejsze przykłady Pierre’a Gasly’ego i Alexandra Albona (obecnie w Alpine i Williamsie), często nie była wyłączną winą kierowcy. Zanim nadeszła zima, Perez pożegnał się z Red Bullem.
Dwóch kierowców Red Bulla nie sprostało wyzwaniu Pereza
Kiedy Perez opuścił Red Bulla, narodziła się potrzeba znalezienia następcy, który miałby wypełnić te rzekomo „małe buty”. Wybór padł na Liama Lawsona, który awansował, zastępując od Grand Prix Singapuru 2024 zdegradowanego Daniela Ricciardo. Niestety, debiut Lawsona nie był spektakularny; brak pewności siebie malował mroczny obraz, a talent Nowozelandczyka pozostawał ukryty. Zaledwie dwa wyścigi później, Red Bull zmienił decyzję, a Yuki Tsunoda otrzymał szansę przy Verstappenie przed domowym Grand Prix w Suzuka.
Efekt? Powtórka z problemów. Niespójność, brak progresu, rozbieżne wyniki i tendencja do lądowania w dolnej połowie stawki. Ta sama niemożliwa do skrócenia przepaść do Verstappena, kilka stłuczek i liczne słabe występy sprawiły, że po raz trzeci w ciągu dwóch lat kolejny kierowca Red Bulla musiał spakować manatki. Co znamienne, obaj ci następcy nie byli w stanie dorównać nawet najgorszym momentom Pereza jako kierowcy Red Bulla.
Pułapka uzależnienia od Verstappena niszczy drugie miejsce w zespole
Naturalnie, mając mistrza w zespole, Red Bull – i słusznie – skłania się ku słuchaniu opinii Maxa Verstappena. Jednakże, ta strategia skoncentrowana na Verstappenie, którą zespół stosuje od lat (będąca jednym z powodów odejścia Ricciardo w 2018 roku), odbywa się kosztem bolidu dla drugiego kierowcy.
Talent Verstappena jest niepodważalny. Niemniej jednak, jak pokazały ostatnie lata – wystarczy spojrzeć na pierwszy sezon Lewisa Hamiltona w Ferrari – adaptacja kierowcy do bolidu stanowi ogromny problem. Ci, którzy otrzymują drugie miejsce, walczą z góry przegranej bitwy. Sam Perez udowodnił tę tezę: kiedy bolid mu odpowiadał, pokonywał Verstappena z czystej zasługi. To pokazuje, jak kluczowa jest synergia kierowcy z maszyną.
Uzależnienie od Verstappena przyniosło cztery tytuły mistrzowskie kierowców, dwa mistrzostwa konstruktorów i 71 zwycięstw, ale ma datę wygaśnięcia. Może ona nadejść już za trzy lata, jeśli Holender zdecyduje się na odejście z Formuły 1 po wygaśnięciu jego obecnego kontraktu pod koniec sezonu 2028.
Isack Hadjar staje przed pierwszą poważną przeszkodą w F1
Isack Hadjar, promowany do objęcia fotela numer dwa po debiutanckim sezonie naznaczonym miejscami na podium, wykazał się już blaskiem, hartem ducha i temperamentem, czyli cechami, które noszą znamiona przyszłych mistrzów F1, co czyni go potencjalnym następcą samego Verstappena.
W związku z tym, Hadjar również zasługuje na zaufanie i rzeczywisty wpływ na kierunek rozwoju bolidów Red Bulla. W przeciwnym razie, grozi mu wczesne, niesprawiedliwe i potencjalnie kończące karierę uderzenie, podobnie jak tych, którzy byli przed nim.
Checo Perez sam wyznał, że najtrudniejszym okresem w jego karierze nie był czas w Red Bullu. > Perez ujawnił, że najcięższym rozdziałem jego kariery nie był okres w Red Bullu, lecz sezon 2013 w McLarenie. Przeczytaj jego wyjaśnienie, dlaczego tak uważa, tutaj.