Pierwsze sesje treningowe w Las Vegas przyniosły prawdziwy galimatias – od niespodziewanej czerwonej flagi po odrodzenie formy McLarena. Czy szalone tempo z pierwszych jazd na nowym obiekcie przetrwa próbę czasu i czy Czerwone Byki faktycznie mają powody do zmartwień? Oto podsumowanie dnia, który dostarczył więcej pytań niż odpowiedzi.

Las Vegas: Od francuskiego toastu po brytyjski dynamit w pierwszych treningach
Pierwszy dzień zmagań na futurystycznym, nocnym obiekcie w Las Vegas dostarczył kibicom F1 sporej dawki emocji, choć nie obyło się bez kontrowersji. Sesja pierwsza stała pod znakiem dominacji Ferrari – a konkretnie Charlesa Leclerca. Monakijczyk narzucił tempo, osiągając czas 1:34.8, wyprzedzając zaskakująco wysoko Alexandra Albona i Yukiego Tsunodę. Czyżby Ferrari miało asa w rękawie na tym ulicznym torze betonowej dżungli? Nic bardziej mylnego, jak pokazała kolejna sesja.
W drugim treningu tempo przejął Lando Norris, który po raz kolejny udowodnił, że McLaren w tym sezonie jest maszyną do walki o szczyt. Brytyjczyk zszedł do poziomu 1:33.6, meldując się przed Kimim Antonellim, który notuje fantastyczną serię – drugi raz z rzędu finiszuje za liderem FP2! Leclerc, choć znowu w czołówce, zanotował bolesne zakończenie sesji z powodu awarii skrzyni biegów. Co z mistrzem świata? Max Verstappen uplasował się dopiero na dziewiątej pozycji, co z pewnością nie jest miejscem, w którym Red Bull chciałby rezydować na początku weekendu.
Tajemnicza „dziura w drodze” – chaos na torze i nowe zmartwienia
Największe poruszenie wywołała jednak ta „dziwna” czerwona flaga podczas FP2. Ktoś z obsługi toru zgłosił problem z luźną studzienką kanalizacyjną – tak, dobrze Państwo czytacie, element inżynierii miejskiej zmusił kierowców do przerwania sesji! To kolejny smaczek pokazujący, jak trudne bywa organizowanie Formuły 1 na tymczasowych, miejskich obiektach. Po takich incydentach rodzi się więcej znaków zapytania niż pewności, co do integralności toru i bezpieczeństwa.
Kierowcy nie kryli swoich odczuć po tej nietypowej sesji. Mistrz świata, Max Verstappen, podzielił się swoimi spostrzeżeniami z F1TV:
„Po prostu trudno jest zrozumieć, co robić przy tych przerwach. Nadal musimy trochę popracować, by znaleźć więcej przyczepności na tym torze.”
Verstappen zauważył też pozytywny trend:
„Tor poprawia się dość znacznie z każdą sesją, więc skupimy się na tym, jak będziemy zarządzać oponami w kwalifikacjach i wyścigu.”
Lando Norris, świeżo upieczony lider drugiego treningu, emanował optymizmem. Brytyjczyk czuje, że jego bolid spisuje się lepiej niż w poprzednich wizytach:
„Mam wrażenie, że mamy w tym bolidzie lepsze odczucia niż w zeszłym roku.”
Z kolei Lewis Hamilton, choć nie najszybszy, również tonował nastroje wokół Mercedesa:
„Mam tu dobre lekcje i nie mogę się doczekać jutra.”
Red Bull w cieniu produkcji – kamień milowy za kulisami
Podczas gdy na torze dominowała niepewność, świat Red Bull Racing osiągnął inny, równie istotny kamień milowy. Paul Monaghan, główny inżynier zespołu, potwierdził w Las Vegas, że silnik własnej produkcji, który ma napędzać bolidy w przyszłym sezonie, jest już w zaawansowanej fazie wytwarzania.
Monaghan oznajmił:
„Niektóre rzeczy są już ustalone na kamieniu. Silniki są w produkcji. Mamy spore sekcje bolidu w produkcji.”
To kluczowa informacja dla przyszłości Austriaków, sugerująca, że mimo chwilowego braku dominacji w Las Vegas, wewnętrzna machina Red Bull Powertrains pracuje pełną parą, aby dostarczyć konkurencyjną jednostkę napędową kolejnej generacji bolidów. To wyraz ambicji, z jaką Red Bull podchodzi do nadchodzących zmian regulaminowych.