Finał sezonu 2025 Formuły 1 zapowiada się elektryzująco, a sesje treningowe na torze Yas Marina dały nam przedsmak nadchodzącej bitwy tytanów. Lando Norris, Max Verstappen i Oscar Piastri wchodzą do tego wyścigu z realnymi szansami na tytuł, ale piątkowe czasy okrążeń jasno wskazały, kto czuje się tu obecnie najpewniej.

Norris wysyła mocny sygnał: Czy Abu Zabi będzie jego koronacją?
Nie ma co owijać w bawełnę: na otwarcie weekendu Grand Prix Abu Zabi to Lando Norris pokazał rywalom, kto tu rozdaje karty. Poza minimalną różnicą ośmiu milisekund, która oddzieliła go od Maxa Verstappena w pierwszym treningu (FP1), Brytyjczyk w FP2 po prostu zdominował stawkę. Narzucenie tempa, które ustawiło go trzy dziesiąte sekundy przed Holendrem, to dla rywali jasny sygnał: Norris jest gotów zamknąć ten niezwykle zacięty sezon zwycięstwem. Prowadząc w klasyfikacji generalnej z przewagą 12 punktów nad Verstappenem i 16 nad Piastrim, Lando wydaje się być w optymalnej dyspozycji psychicznej i technicznej.
Warto podkreślić, że wszyscy trzej pretendenci do tytułu mistrzowskiego – Norris, Verstappen i Piastri – mają na swoim koncie identyczną liczbę siedmiu zwycięstw w sezonie 2025. Ta symetria sprawia, że niedzielny wyścig na torze Yas Marina będzie prawdziwym, epickim finałem. Sprawdzian tempa Norrisa na miękkich oponach w drugim treningu z pewnością podkręcił stawkę i zmusił rywali do analizy, co poszło nie tak.
Piastri w tarapatach: Drugi trening to nie był dzień Oscara
Podczas gdy Norris i Verstappen konsumowali kolejne kilometry i zbierali kluczowe dane, Oscar Piastri miał zdecydowanie trudniejszy piątek. McLaren zdecydował się ustąpić miejsce w pierwszym treningu debiutującemu Pato O’Wardowi, co oznaczało, że Oscar musiał nadrobić zaległości w FP2. Niestety, sesja ta nie przyniosła oczekiwanych rezultatów. Piastri zmagał się z balansami bolidu, a jego próba ataku na optymalny czas okrążenia na miękkiej mieszance zakończyła się niefortunnym zablokowaniem kół. Efekt? Dopiero jedenaste miejsce.
To spory problem dla Australijczyka, który, mimo że zrównał się liczbą zwycięstw z rywalami, musi odrabiać straty punktowe. Dziewiątki w klasyfikacji dziennej zazwyczaj nie napawają optymizmem przed kluczowymi sesjami.
Ostatnie sekundy w czołówce: Kto zyskał, a kto stracił?
Choć uwaga skupiona jest na walce o mistrzostwo, warto przyjrzeć się, kto jeszcze pokazał pazur w FP2. George Russell z Mercedesa zamknął pierwszą trójkę, tracąc do Verstappena zaledwie 0,016 sekundy – fantastyczny wynik, który sugeruje, że Mercedes może namieszać w niedzielę.
Jednak prawdziwą sensacją piątku okazał się Ollie Bearman w Haasie. Młody Brytyjczyk spisywał się wybitnie, konsekwentnie notując czasy na poziomie czołówki i kończąc sesję na znakomitym czwartym miejscu. To pokazuje, jak elastyczna i nieprzewidywalna potrafi być stawka, gdy bolidy na ostatnich wyścigach sezonu dostosowują się do specyfiki toru.
Zadowolone miny mogą mieć też w Sauberze. Nico Hulkenberg i Gabriel Bortoleto uplasowali się odpowiednio na P5 i P6, kontynuując swój mocny piątek. To dowód na to, że mimo braku presji na tytułach, te zespoły pracują na najwyższych obrotach.
Czerwień w cieniu, sensacja w dołku: Gdzie podziało się Ferrari?
Podczas gdy Norris i McLaren świętują, tegoroczny sezon dla Ferrari kończy się w atmosferze narastającego zawodu. Charles Leclerc zdołał wykręcić czas dający mu ósme miejsce, ale to wynik daleki od tego, czego oczekuje się od czerwonych w przeddzień finału. Co gorsza, Lewis Hamilton znalazł się w dalszej części tabeli, zajmując dalekie czternaste miejsce. Ten weekend, pod względem tempa, nie sprzyja ekipie z Maranello. Na czele stawki meldowali się jeszcze Isack Hadjar (P7), a czołową dziesiątkę uzupełnili solidny Fernando Alonso oraz Kimi Antonelli. Choć czołówka jest ciasna, różnice widać wyraźnie – to między Norrisa, Maxa i Oscara rozstrzygnie się walka o tytuł, a piątkowe treningi wskazują na wyraźną przewagę McLarena.