Oto czas, gdy Red Bull Racing, niczym niekwestionowany hegemon, musi zmierzyć się z bolesną prawdą: marzenie o pracy w Milton Keynes przestaje być tak oczywiste. Nawet jeśli Gianpiero Lambiase ostatecznie zdecyduje się zostać, samo rozważanie przez niego odejścia jest sygnałem ostrzegawczym dla austriackiego giganta.

Czy aura „dream teamu” w F1 blaknie? Inżynierowie szukają szczęścia gdzie indziej
Przez lata Red Bull Racing funkcjonował niczym magnes przyciągający największe talenty w Formule 1. Sukcesy, które regularnie dostarczały bolidy zaprojektowane przez wizjonerów takich jak Adrian Newey i pilotowane przez niepowstrzymanego Maxa Verstappena, sprawiały, że ściany austriackiej ekipy pękały w szwach od chętnych inżynierów. Było to miejsce, gdzie realizowało się mistrzostwa. Ale coś wyraźnie drgnęło w posadach tej twierdzy. Od kilku sezonów w padoku krąży poczucie, że Red Bull nie jest już jedynym celem podróży dla aspirujących profesjonalistów. Mieliśmy wewnętrzne turbulencje, które doprowadziły do odejść kluczowych postaci, na czele z Neweyem, a także Jonathana Wheatleya i samego Christiana Hornera z poszczególnych ról.
Polowanie rywali na Dyrektora ds. Wyścigów: Dlaczego odchodzą mechanicy?
Teraz, co ciekawe, problem przesuwa się niżej, dotykając personelu operacyjnego, tuż pod poziomem światowej elity. Oczywiście, inni konkurenci zawsze będą chcieli „przeszukać” zasoby Red Bulla, by pozyskać te błyskotliwe umysły. To naturalna dynamika sportu. Jednak tym, co budzi realny niepokój w Milton Keynes, jest fakt, że pracownicy Red Bulla faktycznie rozważają pożegnanie z zespołem historycznie dominującym – i to nie zawsze na rzecz absolutnego szczytu. Obserwujemy, jak niektórzy lojalni mechanicy Verstappena wybierają drogę do Williamsa czy nawet Audi. Zastanówmy się: pieniądze są zazwyczaj ostatnim argumentem, który powinien powstrzymać Red Bulla przed utrzymaniem kogoś. Więc co jest prawdziwym motywatorem?
Pytanie, które władze Red Bull Racing muszą sobie zadać głośno, brzmi: Dlaczego ci ludzie rezygnują z bycia częścią zwycięskiej maszyny? Czyżby dostrzegali lepszą perspektywę długoterminową u rywali? Czy może obawiają się sportowego zastoju, który może nadejść po erze obecnej dominacji?
Lambiase na celowniku: Czy pensja to jedyny argument?
Sytuacja Gianpiero Lambiase, dyrektora ds. wyścigów i kluczowego człowieka przy Maxie Verstappenie, ilustruje skalę problemu. Jeśli plotki o zainteresowaniu ze strony McLarena, Aston Martina, a ponownie Williamsa są prawdziwe, Lambiase z pewnością rozważa opcje. O ile odejście do McLarena – obecnie, bądź co bądź, najmocniejszego zespołu pod względem tempa wyścigowego – jest do zrozumienia, o tyle kierunek Aston Martin czy Williams stawia pod dużym znakiem zapytania czysto sportowe pobudki.
„Wiadomo, że Lambiase rozważa McLaren – obecnie najlepszy zespół, jeśli wierzyć doniesieniom. Ale Aston Martin i Williams z pewnością nie są tak silne jak Red Bull. Zatem, pomijając kwestie finansowe, jest to coś, nad czym Red Bull powinien się dogłębnie zastanowić.”
To nie jest tylko problem transferu inżyniera; to syndrom. Jeśli nawet kluczowi specjaliści operacyjni, którzy na co dzień pracują pod presją mistrzowskiego bolidu, patrzą na inne, niepewne projekty, oznacza to, że wiara w nieprzerwane panowanie Red Bulla zaczyna słabnąć od wewnątrz. Formuła 1 to ciągła wojna o zasoby ludzkie. A jeśli magnesem przestaje być sama nazwa zespołu, trzeba obawiać się, że najtrudniejsze decyzje dla bywalców z Milton Keynes dopiero nadejdą.