Ostatnie kąśliwe uwagi Sergio Pereza na temat współpracy z Maxem Verstappenem w Red Bull Racing brzmią bardziej jak desperackie wołanie o uwagę niż obiektywna ocena. Najwyraźniej Meksykanin, po odejściu z mistrzowskiego zespołu, postanowił podgrzać atmosferę tuż przed wznowieniem sezonu, rzucając gromy na swojego byłego kolegę z garażu. Zobaczymy, czy te kontrowersyjne stwierdzenia, wygłoszone w podcaście, mają jakiekolwiek pokrycie w rzeczywistości, czy też są jedynie próbą ratowania wizerunku po trudnym rozstaniu z austriacką ekipą.

Czy praca u boku Maxa to faktycznie „najgorsza robota w F1”?
Sergio Perez udzielił ostatnio wywiadu w „Cracks Podcast”, gdzie nie szczędził gorzkich słów na temat swojego pobytu w Red Bullu. Jego tezy uderzają prosto w serce relacji panujących w zespole, który zdominował ostatnie sezony Formuły 1. Perez stwierdził: „Praca z Maxem jest już i tak bardzo trudna, ale bycie kolegą Maxa w Red Bullu to najgorsza praca w F1”. Mocne słowa, zwłaszcza biorąc pod uwagę, że przez pewien czas dzielił garaż z kierowcą, który regularnie sięgał po mistrzostwa.
Meksykanin posunął się dalej, sugerując, że Verstappen ma podwójną naturę. Uważał, że Max jest świetnym człowiekiem poza torem, ale natychmiast zmienia się w bezwzględną maszynę, gdy tylko zakłada kask. Ta dwoistość charakteru została określona przez Pereza jako wyraźna słabość Holendra. Trudno jednak nie zastanowić się, czy nie jest to klasyczny mechanizm obronny, mający na celu zrzucenie odpowiedzialności za własne wyniki na barki wszechobecnego giganta z Brabancji.
Dlaczego krytyka Pereza wydaje się nie na miejscu?
Oczywiście, nikt nie powinien ułatwiać życia Perezowi pod koniec jego ery w Red Bullu. W sezonie 2024 bolid RB21 wyraźnie tracił swoje atuty pod koniec roku, a podczas gdy Meksykanin zmagał się z utrzymaniem tempa, Verstappen wciąż walczył o zwycięstwa. To rodzi naturalną frustrację – zwłaszcza że kontrakt Pereza został wstrzymany w atmosferze niepewności tuż przed ostatecznym zwolnieniem.
Jednakże, sugerowanie, że współpraca z Verstappenem jest niemal niemożliwa, stoi w sprzeczności z relacjami panującymi w zespole. Weźmy za przykład Laurenta Mekiesa, który dołączył do ekipy w czerwcu. Po zakończeniu sezonu 2025 Francuz wyrażał się niezwykle pochlebnie o wpływie, jaki obecność Verstappena wywiera na otoczenie. Mekies powiedział: „Daje ogromną pewność siebie”. To zupełnie inny obraz niż ten malowany przez Pereza.
Mistrzowska presja czy próba wybielenia kariery?
Verstappen, jak każdy absolutny dominator, jest siłą napędową. Nie tylko napędza inżynierów Red Bulla, ale również inspiruje te osoby, które potrafią się do niego dopasować. Nawet poza strukturami ekipy z Milton Keynes, Max jest mentorem. Przykładem jest kierowca Audi, Gabriel Bortoleto, który publicznie chwalił pomoc i rady otrzymywane od Holendra na przestrzeni swojej kariery juniorskiej.
Można argumentować, że Bortoleto i Mekies pełnili zupełnie inne funkcje niż kolega z garażu, ale Perez mógł równie dobrze pójść ścieżką, którą obrał Alexander Albon. Albon, były kierowca Red Bulla, przyjął porażkę i mówił wyłącznie w superlatywach o Verstappenie, rozumiejąc, że w takim zespole naturalne jest, iż wszyscy patrzą na najszybszego. Tego kontekstu zabrakło w wywodach Pereza, który skupił się głównie na usprawiedliwianiu własnej postawy.
Konkludując, wypowiedzi Pereza wydają się być typowym „krzykiem o uwagę” przed nadchodzącym sezonem, w którym Meksykanin zasiądzie za kierownicą Cadillaca. Wytykanie wad Verstappenowi i Red Bullowi to skuteczny sposób na to, by znów znaleźć się w centrum medialnym, jednocześnie sugerując, że porażka nie była wyłącznie jego winą. Taka postawa rzadko podoba się w świecie Formuły 1, gdzie liczą się wyniki, a nie teatralne gesty po odejściu.