Sezon 2025 w Formule 1 dla Ferrari to pasmo rozczarowań, które głęboko ranią serca Tifosich i, co ważniejsze, tych, którzy stoją na czele legendarnego zespołu. Kiedy dziedzictwo Enzo Ferrari jest w grze, a wyniki są dalekie od oczekiwań, atmosfera w Maranello musi być gęsta jak francuski sos. Ostatnie weekendy wyścigowe to bolesny dowód na to, jak daleko czerwone bolidy są od walki o mistrzostwo. Teraz głos zabrał sam Piero Ferrari, a jego słowa mrożą krew w żyłach.

„Cios i policzek wymierzony w żołądek”: Ból rodziny Ferrari w obliczu kryzysu
To, co dzieje się z Ferrari w 2025 roku, to nie są zwykłe potknięcia. To, jak ujął to Piero Ferrari, syn założyciela, jest niczym innym jak dewastującym „ciosem i policzkiem wymierzonym w żołądek”. Osiemdziesięcioletni członek rodziny, symbol i strażnik dziedzictwa Scuderia, nie ukrywa, jak bardzo boli go widok obecnej formy „Konia z Czarnym Kopytem”.
Po kolejnym rozczarowującym weekendzie wyścigowym, Włoch wyznał w wywiadzie dla RMC Motori:
„Po takim wyścigu niewiele jest do powiedzenia. To cios i policzek wymierzony w żołądek. Boli patrzeć na Ferrari w takim stanie. Pocieszam się myślą, że pozostał jeszcze jeden wyścig, ostatni w sezonie, i wtedy zamkniemy ten mistrzowski rozdział”.
Trzeba przyznać, że ten sezon jest dla kibiców Ferrari wyjątkowo gorzki. Oprócz znakomitego zwycięstwa Lewisa Hamiltona w Sprincie podczas GP Chin i kilku podiów wywalczonych przez Charlesa Leclerca, radość w barwach Ferrari była na wagę złota. Ostatnie Grand Prix Kataru dobitnie pokazało skalę problemów: zespół zgarnął zaledwie cztery punkty z możliwych trzydziestu trzech w tym weekendzie. Taki dorobek to po prostu zbyt mało jak na jeden z najbardziej utytułowanych zespołów w historii F1.
Historia Ferrari – lekcja odporności, czyli miejmy nadzieję
Mimo tego bolesnego poczucia porażki, Piero Ferrari, czerpiąc z bogatej historii włoskiego motorsportu, próbuje znaleźć promyk nadziei. W końcu Ferrari nieraz przechodziło przez piekło, by wrócić jeszcze silniejszym. To nie jest pocieszenie na wygraną, ale twarda lekcja z przeszłości.
„W historii Ferrari mieliśmy wzloty i upadki; tak się dzieje w wyścigach. To nie jest pocieszenie, ale mieliśmy gorsze chwile i zawsze udawało nam się wrócić na właściwe tory. Pamiętam mistrzostwa świata w latach 1973 i 1975 po trudnym sezonie 1974, kryzys lat 90., a potem triumfy, które nastąpiły” – dodał Piero Ferrari.
Czy to oznacza, że obecna zapaść jest jedynie preludium do spektakularnego powrotu? W F1 nic nie jest pewne, ale wiara w legendę, zwłaszcza gdy jest podsycana przez krew Ferrari, to potężny paliwo. On widzi w obecnych problemach nie tyle definitywny koniec, co kolejny cykl, który musi zostać przełamany.
Wasseur kontra frustracja kierowców: Jak poskładać ten famfaron?
Oczywiście, najtrudniej jest utrzymać morale, gdy bolid nie spełnia obietnic, a kierowcy – Hamilton i Leclerc – regularnie dają wyraz swojej frustracji. Ostatnio Fred Vasseur, szef zespołu, musiał odnieść się do tych emocji po fatalnym GP Kataru.
Vasseur przyznał, jak bardzo irytujące musi być dla kierowcy dawanie z siebie absolutnie wszystkiego, a i tak nie przekładać tego na realny wynik na torze. To klasyczny dylemat: czy zawodzi aerodynamika, silnik, strategia, czy może po prostu brakuje chemii między elementami bolidu?
Piero Ferrari wydaje się tu jednak bardziej pragmatyczny. Uznaje, że sport motorowy to gra, w której raz wszystko zgrania się idealnie, a raz nie. Kluczem jest identyfikacja tych „niewspółpracujących” elementów.
„To część wyścigów, więc jestem pewien, że wrócimy do formy. Mamy pewne rzeczy, które nie zadziałały, ale zapewniam, że w Maranello mamy też wiele innych rzeczy, które działają” – kontynuował Piero.
Jego końcowy optymizm opiera się na wierze w ludzi i strukturę zespołu. Nie chodzi tylko o stworzenie szybkiego bolidu, ale o perfekcyjną synchronizację wszystkich trybów maszynerii.
„Najtrudniejsze jest złożenie ich wszystkich w całość, by wydobyć z nich maksimum możliwości, a jestem pewien, że nam się to uda. Jestem pewien pozytywnych rzeczy, które mamy w domu, i jako kibic mam nadzieję, że uda nam się ułożyć wszystkie elementy tej układanki. Ferrari znowu wygra; na pewno się nie poddajemy. Znam tych doskonałych ludzi, którymi dysponujemy” – podsumował.
Dla fanów to jedyna pociecha: póki Ferrari ma ludzi takich jak Piero Ferrari, gotowych stanąć w obronie tradycji i wiary w odrodzenie, walka trwa. Zostaje nam jedynie czekać na finał sezonu w Abu Zabi i liczyć, że tegoroczne cierpienie przyniesie smak zwycięstwa w przyszłym roku. Na razie jednak, emocje są niczym jazda po wybojach, a nie szybkich zakrętach.