Za nami czwarte, finałowe posiedzenie Komisji Formuły 1 w 2025 roku i choć szczegóły wciąż owiane są mgłą tajemnicy, FIA uchyliła rąbka wierzchniej warstwy decyzyjnej, która z pewnością wywoła fale dyskusji w paddocku. Od obowiązkowych pit-stopów po kosmiczne malowania bolidów – zarządcy królowej sportów motorowych nie próżnowali, pracując pod okiem Nikolasza Tombaziziego i Stefano Domenicaliego.

Co naprawdę palące? Od technicznych fajerwerków po koszty innowacji
Spotkanie, które miało miejsce w londyńskich biurach FIA, zakończyło się zgodą na przedłożenie szeregu poprawek w regulaminach: technicznym, sportowym, finansowym oraz operacyjnym. Wszelkie te korekty zostaną zaprezentowane Światowej Radzie Sportów Motorowych 10 grudnia – i tu pojawia się pierwsza smakowita tajemnica: jakie dokładnie zmiany nas czekają? Oczywiście, nikt nie ujawnił jeszcze detali, ale już sam fakt, że mowa o modyfikacjach, każe nam drżeć z niecierpliwością.
Jednak pewne tematy, które weszły na stół obrad, są na tyle kluczowe, że trudno je zignorować. Na tapet trafiły kwestie dotyczące obowiązkowej liczby pit-stopów podczas wyścigów, specyfikacji opon, limitów ich żywotności oraz wymogu wykorzystania trzech różnych mieszanek gumowych w trakcie weekendu. To są tematy, które potrafią zamieszać w strategii bardziej niż deszcz na Monzy. Choć finalnych rozstrzygnięć nie ma, dyskusje będą kontynuowane w trakcie sezonu 2026. Czyżbyśmy mieli powrót do czasów, gdy pit-stop był prawdziwym wyzwaniem, a strategia zależała od degradacji gumy, a nie tylko od undercutów? Ostatnie doniesienia z Grand Prix Monako dają pewne wskazówki…
Aerodynamiczny poligon doświadczalny, czyli walka z cyfrową rzeczywistością
Kolejnym gorącym punktem programu było Aerodynamiczne Ograniczenie Testów (ATR). W dobie, gdy symulacje i obliczenia komputerowe dominują nad fizycznymi testami na torze, FIA i zespoły zgodziły się, że obecne parametry muszą ewoluować. Jak zacytowano w komunikacie: zmiana „są opracowywane, aby dostosować Formułę 1 do współczesnej technologii przetwarzania i symulacji, z uwzględnieniem kwestii kosztów”. To jest sedno problemu – jak utrzymać innowacyjność na najwyższym poziomie, nie rujnując przy tym budżetów, zwłaszcza po wprowadzeniu limitów wydatków. Trudna sztuka balansu, panowie! Jeśli uda im się zoptymalizować ATR, możemy zobaczyć szybszy rozwój w trakcie sezonu.
Malowanie bez tajemnic i system chłodzenia na fali upałów
A teraz coś dla purystów estetyki i komfortu pracy kierowców. Temat malowania bolidów – czy to naprawdę sprawa wagi? Najwyraźniej tak. Zespoły, dążąc do zminimalizowania masy, masowo rezygnowały z malowania części powierzchni na rzecz wizualnego włókna węglowego, co utrudniało wizualne rozróżnianie maszyn. Zapadła zgoda, że: „minimum 55% powierzchni (oglądanej z boku i z góry) musi być pokryte malowaniem lub okleinami, a nie gołymi powierzchniami z włókna węglowego”. Wreszcie, bolidy będą wyglądać jak wyścigówki, a nie prototypy z fabryki!
Nie zapomniano też o kierowcach, zwłaszcza tych z numerami, które stały się legendami – pomówmy o Hamiltonie (44), Norrisie (4) czy Russelu (63). Zgodzono się, że kierowcy będą mogli składać wnioski o ewentualną zmianę swojego numeru startowego w trakcie kariery w F1. Czyżby szansa na powrót numerów z przeszłości? Czekamy na ruchy.
Najważniejsze dla bezpieczeństwa i komfortu okazało się jednak omówienie Systemu Chłodzenia Kierowcy (DCS). Mając na uwadze coraz bardziej ekstremalne warunki pogodowe, zaproponowano przeprojektowanie obecnego DCS oraz odzieży chłodzącej. Co więcej, pojawiła się propozycja „zwiększenia limitu wagowego dla wykorzystania DCS”. Oczywiście, wszystko to musi zostać skonsultowane z GPDA (Stowarzyszeniem Kierowców Grand Prix), bo to oni odczuwają ten upał najbardziej. Wygląda na to, że 2026 rok przyniesie kierowcom nieco komfortu w walce z termometrem.