Gorzkie drwiny dosięgają McLarena po koszmarze w Las Vegas, a Red Bull Sim Racing nie mógł sobie odmówić małego wbicia szpili w ekipę z Woking. W świecie Formuły 1, gdzie każdy punkt i każdy milimetr ma znaczenie, to co wydarzyło się na tylnej osi bolidów McLarena, stało się materiałem na internetowe memy i – co gorsza – kosztowną dyskwalifikację. Czy to koniec marzeń o tytule dla Lando Norrisa, czy tylko bolesna nauczka w najbardziej pechowym momencie sezonu?

Red Bull zadrwił z Maksa: Jak nie dać się zdyskwalifikować
Mistrzowie świata w sferze esportowej, zespół Red Bull Sim Racing, postanowili wykorzystać potknięcie McLarena do nakręcenia małego materiału instruktażowego. Oczywiście, wszystko to z przymrużeniem oka, ale przesłanie było jasne jak kryształ. Na profilu Instagramowym Red Bulla pojawił się krótki klip, który w humorystyczny sposób pokazywał, jak uniknąć dyskwalifikacji. Jak to zrobili? Podnieśli przednie i tylne zawieszenie na maksymalną wysokość. To bezpośrednie nawiązanie do afery z Las Vegas, gdzie oba bolidy MCL38 zostały wykluczone z GP Stanów Zjednoczonych z powodu nadmiernego zużycia desek ślizgowych (skid block).
Dla przypomnienia, deski pod podłogą bolidów McLarena, kontrolowane pod kątem maksymalnego dopuszczalnego zużycia do 9 milimetrów, wykazały ścieranie przekraczające ten limit. Ta niefrasobliwość – czy może raczej błąd pomiarowy lub konstrukcyjny – dała Maxowi Verstappenowi nieoczekiwany prezent, tchnąc nowe życie w mistrzowską rywalizację, która wydawała się już przesądzona. Zdyskwalifikowanie Piastriego i Norrisa sprawiło, że Max awansował, a różnica punktowa nagle przestała być tak bezpieczna dla lidera.
Ojciec mistrza o „ogromnym niewłaściwym posunięciu” McLarena
Jos Verstappen, ojciec i doradca czterokrotnego mistrza świata, nie przebierał w słowach, określając sytuację McLarena jako „ogromny błąd”. Przyznał, że Max i jego inżynierowie byli świadomi potencjalnej wpadki jeszcze przed opuszczeniem Las Vegas. Taka świadomość, choć nie mogła uchronić Brytyjczyków przed konsekwencjami, z pewnością podniosła morale obozu Red Bulla. To pokazuje, jak mała niezgodność regulaminowa może wywołać efekt domina na szczycie tabeli.
Jednak Jos Verstappen nie byłby sobą, gdyby od razu zapomniał o realiach walki o tytuł. Mimo wpadki, Holender zdaje sobie sprawę, że Lando Norris wciąż ma tytuł w swoich rękach. Sytuacja punktowa jest nadal komfortowa dla młodego Brytyjczyka. Norris, mając 24 punkty przewagi nad Piastrim i Verstappenem tuż przed ostatnimi dwoma Grand Prix oraz Sprintem, wciąż jest faworytem. Nawet jeśli jego przewaga skurczyła się drastycznie, matematyka pozostaje po jego stronie. Jak podkreślał Jos, Lando musiałby uplasować się na drugim miejscu we wszystkich pozostałych wyścigach, aby zapewnić sobie tytuł, niezależnie od wyników Maxa – to wciąż potężny bufor bezpieczeństwa. Mimo to, po takiej wpadce, luksusu błędów po prostu już nie ma. Nawet dla faworyta.