Trzęsienie ziemi w Red Bull Racing i ostrzeżenie dla Ferrari – oto najgorętsze plotki z poniedziałku 15 grudnia 2025 roku, które wstrząsnęły padokiem Formuły 1. Ta dawka informacji pokazuje, jak kruche bywają struktury nawet w najbardziej utytułowanych zespołach oraz jakie ciśnienie panuje nad kierowcami aspirującymi do mistrzostwa. Przygotujcie się na analizę zmian kadrowych i surowe prognozy dotyczące przyszłości gwiazd z Maranello.

Kadrowa rewolucja w Milton Keynes: Ktoś musi odejść, by inni mogli objąć stery
W świecie Formuły 1, gdzie milisekundy decydują o sukcesie, równie kluczowe są formalne struktury korporacyjne. Ostatnie doniesienia, do których dotarł GPblog, wskazują na znaczącą korektę w zarządzie Red Bull Racing i Red Bull Technology. Mowa tu o odejściu Stefana Salcera, dyrektora globalnego HR w Red Bull GmbH, który pełnił funkcję dyrektora statutowego w zespole od sierpnia.
Salzer objął to stanowisko tymczasowo, po burzliwym zwolnieniu Christiana Hornera po Brytyjskim Grand Prix. Jego rola była czysto formalna – zapewnienie ciągłości prawnej, dopóki nie ustabilizuje się nowa struktura zarządzania. Zgodnie z dokumentami brytyjskiej Izby Handlowej, Salzer oficjalnie zrezygnował z tych obowiązków 26 listopada.
Dzięki tej delegacji, władza wykonawcza skupiła się w rękach Laurenta Mekiesa. Mekies, którego postać na pit wallu widzieliśmy już wcześniej, został mianowany dyrektorem zarówno Red Bull Racing, jak i Red Bull Technology, a także Red Bull Powertrains. Oznacza to, że Mekies jest teraz jedynym dyrektorem wszystkich kluczowych jednostek operacyjnych potentata z Milton Keynes. Warto zauważyć, że Salzer, który dołączył do Red Bull GmbH w 2007 roku po pracy w BP, nie miał wcześniej żadnego doświadczenia w sportach motorowych. Jego rola była zatem typowo administracyjna, ustępująca miejsca technicznemu i operacyjnemu doświadczeniu Mekiesa, który przejmuje pełną kontrolę nad administracyjnym zapleczem zespołu.
Ferrari pod lupą: Czy Hamilton i Leclerc mają powód do niepokoju?
Zmiany personalne w Red Bullu to jedno, ale w Maranello sytuacja z kierowcami robi się coraz bardziej napięta – i to pomimo faktu, że Lewis Hamilton dopiero co rozpoczął swój epokowy transfer. David Croft, legendarny komentator Sky Sports, rzucił gorzkie słowa na temat kondycji Ferrari, sugerując, że jeśli w nadchodzącym sezonie 2026 nie nastąpi dramatyczna poprawa, scuderia może stracić obu swoich asów.
Optymizm związany z przybyciem Hamiltona był ogromny, ale pierwszy sezon Lewisa okazał się pasmem frustracji. Mówimy tu o czterech kolejnych odpadnięciach już w Q1 na koniec sezonu i wyraźnym niezadowoleniu w Abu Zabi. Croft nie owija w bawełnę, wskazując winnego: „To wina Ferrari, że nie dostarczają mu bolidu zdolnego do walki o tytuł”. Zdaniem komentatora, Hamilton miał trudności z pełną integracją ze strukturami zespołu, ale fundamentalnym problemem jest brak konkurencyjnej maszyny.
Sytuacja Charlesa Leclerca jest równie alarmująca. Croft podkreślił, że Monakijczyk zakończył właśnie czwarty sezon bez zwycięstwa w ciągu siedmiu lat z Ferrari. „Kolejny sezon bez odpowiednich wyników może sprawić, że Ferrari będzie miało poważny problem z utrzymaniem obu tych kierowców” – ostrzegał Croft. W Formule 1, zwłaszcza na tym poziomie, cierpliwość ma swoją cenę, a jeśli Ferrari nie dostarczy im narzędzi do walki o mistrzostwo w erze nowych przepisów technicznych, odejście Lewisa czy Charlesa stanie się matematyczną koniecznością. Obaj kierowcy zasługują na szansę na tytuł, a jeśli Włosi nie staną na wysokości zadania, stracą najcenniejsze aktywa poza samą marką.