Dla Logana Sargeanta, amerykańskiego kierowcy, który niespodziewanie pożegnał się z Formułą 1 w trakcie sezonu 2024, nadeszła chwila rewanżu. W świecie, gdzie jeden sezon potrafi zamknąć drzwi do F1, powrót do ścigania to kwestia udowodnienia swojej wartości na innej arenie. Czy debiut w legendarnym wyścigu długodystansowym będzie trampoliną do powrotu na salony motorsportu, czy tylko efemerycznym epizodem? Odpowiedź zbliża się wielkimi krokami pod koniec stycznia.

Wymiana kokpitu w Williamsie i gorące poszukiwania posady
Los Logana Sargeanta w zespole Williamsa zakończył się w dość brutalny sposób – Amerykanin nie dokończył sezonu 2024, co miało miejsce zaledwie kilka dni po jego wyjątkowo nieudanym występie podczas Grand Prix Holandii w sierpniu 2024 roku. To brutalne usunięcie z F1 otworzyło drzwi dla Franco Colapinto, który – nie ma co ukrywać – spisywał się znakomicie. Efekt tej zmiany był piorunujący: Colapinto nie tylko zaimponował serią solidnych wyników, ale w efekcie zapewnił sobie fotel w Alpine na start sezonu 2025, godnie zastępując Jacka Doohana. Trzeba przyznać, że bywa w tym sporcie okrutnie.
Po tym zwolnieniu i braku natychmiastowej oferty w Formule 1, Sargeant musiał szukać alternatywnych dróg. W listopadzie 2024 roku podjął kroki w kierunku amerykańskiego motorsportu, testując bolid IndyCar z zespołem Meyer Shank Racing na obiekcie The Thermal Club. To była pierwsza jazda samochodem tej serii dla Amerykanina, ale, jak dotąd, ten zamknięty dla mediów test nie przełożył się na konkretną propozycję startów. Cisza na tym froncie była wyraźna.
Daytona 24h: Powrót do ognia na Północnoamerykańskiej scenie
Na szczęście dla fanów Sargeanta, nadszedł czas na prawdziwy powrót do rywalizacji, który ma szansę znów uczynić jego nazwisko słyszalnym w środowisku globalnego motorsportu. Logan Sargeant wskoczy za kierownicę pod koniec stycznia, aby wziąć udział w jednym z najbardziej prestiżowych wyścigów długodystansowych na świecie – 24 Godzinach Daytona. Jest to jego oficjalny powrót do ścigania po zwolnieniu z F1.
Rywalizacja odbędzie się w dniach od środy, 21 stycznia, do niedzieli, 25 stycznia 2026 roku, a Amerykanin zasili ekipę Era Motorsport. Sargeant będzie dzielił kokpit numer 18 bolidu Oreca 07 LMP2 z dwoma kolegami: Ferdinandem Habsburgiem, znanym weteranem wyścigów wytrzymałościowych, oraz indyjsko-amerykańskim przedsiębiorcą technologicznym Naveenem Rao.
Sam Sargeant wydaje się być podbudowany tą perspektywą, wyrażając spore oczekiwania: „Jestem niesamowicie podekscytowany, że mogę zmierzyć się z moim pierwszymi 24 Godzinami Daytona z Era, aby rozpocząć rok 2026″. Decyzja ta z pewnością ma swoje korzenie w geografii, bo, jak sam przyznaje, „To wyścig, w którym zawsze chciałem wziąć udział, ze względu na jego bliskość do domu. Będzie świetnie zapoznać się z moimi kolegami z drużyny podczas ROAR i ostro pchać, aby wrócić na koniec wyścigu z Rolexem”. Zdobycie słynnego zegarka Rolex, trofeum za zwycięstwo w Daytona, byłoby symbolicznym zakończeniem tego trudnego okresu.
Warto przypomnieć, że Sargeant już wcześniej miał styczność z serią IMSA w poprzednim sezonie, startując w dwóch ostatnich wyścigach z zespołem PR1/Mathiasen Motorsports. Niestety, te występy nie przyniosły mu spektakularnych rezultatów, co sugeruje, że teraz stawką jest coś więcej niż tylko „przetarcie”. To chrzest bojowy w zupełnie innej dywizji, gdzie wytrzymałość i brak błędów są kluczem do sukcesu. Pytanie brzmi: czy doświadczenie, choćby i krótkie, w kokpicie bolidu Formuły 1, da mu przewagę w starciu z uznanymi ścigaczami długodystansowymi? Czas pokaże, czy Era Motorsport i ich nowy nabytek zdołają namieszać w stawce LMP2.