Sezon 2025 w Formule 1 zapisze się złotymi zgłoskami w annałach McLarena, ale czy to był szczyt możliwości Srebrnych Strzał? Szef zespołu, Zak Brown, daje do zrozumienia, że ten historyczny triumf to dopiero rozgrzewka. Gdy Formuła 1 szykuje się do rewolucji regulaminowej w 2026 roku, McLaren celuje jeszcze wyżej, obiecując kibicom, że „najlepsze dopiero nadejdzie”. Czy ekipa z Woking jest gotowa zmierzyć się z nowymi wyzwaniami i utrzymać dominację, czy może pycha poprzedniego sezonu okaże się zgubna przed nieznanym?

McLaren 2026: Restart mistrzów, czy tylko górnolotne obietnice?
Rok 2025 należał do McLarena. Po niemal niemal trzech dekadach oczekiwania zespół w kolorze papaya zgarnął podwójną koronę – zarówno mistrzostwo konstruktorów, jak i kierowców, co ostatni raz zdarzyło się im w 1998 roku. To osiągnięcie przeszło do historii, ale jak podkreśla Zak Brown, to co było, nie ma znaczenia w obliczu nadchodzącej zmiany przepisów. Dla Browna, tytuł „panujących mistrzów” to pusta etykieta, gdy rynek czeka na regulacyjny reset.
„Panujący mistrzowie to niewiele znacząca etykieta, gdy wszyscy stoimy w obliczu regulacyjnego resetu” – napisał Brown w swoim liście.
Te słowa to sygnał dla całej stawki: McLaren nie zamierza spocząć na laurach. Nowa era techniczna to nowe wyzwania, które mogą zburzyć dotychczasowy porządek. Ekipa pod wodzą Andrei Stelli intensywnie pracuje, aby — jak głosi obietnica — zbudować na fundamentach sukcesów z lat 2024 i 2025. Choć nikt nie jest w stanie przewidzieć, jak ukształtuje się stawka na starcie sezonu 2026, McLaren sugeruje, że ich przygotowania są już zaawansowane i mają zapewnić „najsilniejszą możliwą szansę na mocny start”.
„Papaya rules”: Kłótnia kierowców, która przyniosła tytuł
Sezon 2025 nie był jednak pasmem czystej dominacji. Lando Norris i Oscar Piastri stoczyli wewnętrzną wojnę, która momentami utrudniała zespołowi „zabezpieczenie” mistrzostwa. McLaren pozwolił swoim talentom na otwartą walkę, co z perspektywy kibica było elektryzujące, ale dla strategów – koszmarem. Błędy, takie jak podwójna dyskwalifikacja w Las Vegas z powodu nadmiernego zużycia ślizgów, czy kardynalny błąd strategiczny w Katarze (niepodjęcie decyzji o pit-stopie podczas wczesnego Safety Caru), pozwoliły Maxowi Verstappenowi niespodziewanie wrócić do walki o tytuł.
Norris ostatecznie przypieczętował laur zwycięstwa na torze w Abu Zabi, zdobywając podium w finale. Pomimo tych wpadek, Brown broni polityki dopuszczenia do rywalizacji „papaya rules” – wewnętrznych zasad, które miały zagwarantować kierowcom równe szanse.
„Byliśmy zdeterminowani, by dać Lando i Oscarowi uczciwą i równą szansę na walkę o tytuł” – podkreśla Brown. „I to osiągnęliśmy – Mistrzostwa rozstrzygały się do samego końca i zostały zadecydowane w ostatnich okrążeniach ostatniego wyścigu roku”.
Ta intensywna, momentami nerwowa rywalizacja między Norrisem a Piastrim, choć stresująca dla pit-wallu, ostatecznie potwierdziła siłę duetu i strategii zespołu. Brown przyznaje, że ciągła presja czyni ich lepszymi.
Pokora po zwycięstwie: Jak McLaren reaguje na potknięcia?
W środowisku Formuły 1, gdzie błędy są nieuchronne jak podatki, kluczowa jest reakcja na niepowodzenia. McLaren, mimo że wygrywał, zaliczył kilka gaf, które mogły kosztować go więcej. Brown, patrząc na te potknięcia, kieruje się filozofią akceptacji i natychmiastowej pracy naprawczej.
„Jesteśmy ludźmi wyścigów i działamy w tym sporcie wystarczająco długo, by rozumieć, że g*** się zdarza, i to jest część gry. Ważne jest to, jak reagujemy w tych sytuacjach, aby napędzać nas do przodu” – kontynuuje szef McLarena.
To pragmatyczne podejście. Zamiast szukać kozłów ofiarnych, zespół stawia na transparentność i konstruktywną krytykę.
„Kiedy popełniamy błędy, bierzemy za nie odpowiedzialność. Trudne sytuacje adresujemy bezpośrednio, otwarcie i konstruktywnie, dbając o to, by ruszyć naprzód silniejsi i bardziej zgrani”.
Na koniec, Brown skierował słowa do wiernej armii kibiców w kolorze papaya, podkreślając, że ich pasja jest nieustającym motorem napędowym dla całego zespołu. Choć 2025 rok był monumentalny, McLaren wysyła jasny komunikat: ten sezon to tylko preludium do czegoś znacznie większego.