Zacięta rywalizacja w Formule 1 osiągnęła punkt krytyczny, a porażki, które dla gigantów wydają się nie do pomyślenia, stają się gorzką rzeczywistością. Kilka miesięcy po sezonie 2025, świat Formuły 1 wciąż analizuje szokujący spadek formy Scuderia Ferrari. Teraz głos w tej sprawie zabrał Laurent Mekies, szef zespołu Red Bull Racing, którego słowa o Czerwonych wyraźnie sugerują, że w padoku panuje chłodna kalkulacja, a nie współczucie.

Laurent Mekies: Ferrari to ofiara morderczej konkurencji, a nie pecha
Sezon 2025 zapisał się w historii Formuły 1 jako pasmo rozczarowań dla Tifosi. Ferrari, mimo ogromnych oczekiwań, nie tylko nie nawiązało walki o mistrzostwo, ale ledwo utrzymało się w czołówce, lądując niżej niż wielu analityków zakładało. Dla Laurenta Mekiesa, szefa Red Bull Racing, ta sytuacja nie jest jednak żadnym zaskoczeniem. Jak sam przyznał, w erze obecnych regulacji „reguła gry” jest bezwzględna, a linia dzieląca triumf od klęski jest niewiarygodnie cienka.
Mekies, postać, która sama przeszła przez skomplikowane decyzje kadrowe, opierając się na własnym doświadczeniu, doskonale rozumie ten mechanizm. Formuła 1, jak ironicznie zauważa, jest sportem ekstremalnie konkurencyjnym.
„Nie powiedziałbym, że jestem zaskoczony. F1 jest niezwykle konkurencyjna.”
Te słowa, rzucone w rozmowie z Corriere della Sera, brzmią jak zimny prysznic dla każdego, kto wierzył w nieunikniony powrót Ferrari na szczyt. Mekies, który na co dzień ściga się o ułamki sekund, podkreślił, jak marginalne różnice potrafiły zadecydować o losach całego sezonu.
„Linia między sukcesem a porażką jest cienka, zwłaszcza w tym roku, gdzie te kilka dziesiątych części sekundy robiło różnicę. Życzę Ferrari wszystkiego najlepszego,”
Szlachetne słowa, ale pod nimi kryje się surowa prawda: w F1, zatrzymanie się na chwilę oznacza natychmiastowe cofnięcie. Ferrari zakończyło sezon 2025 bez ani jednego zwycięstwa w Grand Prix, notując zaledwie siedem podiów w 24 wyścigach. Co gorsza, pod koniec sezonu ich forma kompletnie się załamała, co poskutkowało czwartym miejscem w klasyfikacji konstruktorów. To jest ten gorzki rezultat, który Mekies prognozował – nie przez złą wolę, lecz przez analizę tempa rozwoju.
Dlaczego Mekies opuścił włoski bastion przed tym kryzysem?
Warto wrócić pamięcią do decyzji, która zrzuciła czerwoną czapkę z głowy Laurenta Mekiesa. Francuski inżynier nie był przypadkowym obserwatorem problemów Ferrari; był ich integralną częścią jako Dyrektor Sportowy od 2018 roku. Jego niespodziewane odejście w lipcu 2023 roku wstrząsnęło Maranello, ale dla Mekiesa była to kalkulacja strategiczna, a nie ucieczka.
Kiedy pojawiła się oferta objęcia stanowiska szefa zespołu w Racing Bulls (wówczas jeszcze AlphaTauri), Mekies wiedział, że nie może jej odrzucić. W Formule 1 szansa na objęcie sterów w zespole, nawet mniejszym, to szansa, której nie wolno przepuścić.
Zatem, kiedy Mekies przeniósł się do obozu Red Bulla, gdzie ostatecznie zastąpił zmuszonego do odejścia Christiana Hornera po kontrowersjach po Grand Prix Wielkiej Brytanii, jego perspektywa na stagnację we Włoszech stała się jeszcze wyraźniejsza. On widział te „kilka dziesiątych” z bliska. Dziś, zasiadając w fotelu szefa zespołu Red Bull Racing, jego brak zaskoczenia co do problemów Ferrari jest dowodem na głęboką analizę, a może i na przewidywanie nadchodzącego sztormu. Niektórzy opuszczają statek, zanim zacznie tonąć; inni, jak Mekies, dostają szansę na dowodzenie dużo szybszą maszyną.
Paddock żyje, choć sezon 2025 się skończył
Tymczasem świat Formuły 1 nie zwalnia tempa. Choć wyścig w Abu Zabi przypieczętował losy kierowców i konstruktorów – z Norrisem zgarniającym tytuł i McLarenem triumfującym w Konstruktorach – dyskusje dopiero się rozkręcają. Reakcje po ostatnim wyścigu i analizy tego, co dokładnie poszło nie tak w Ferrari, będą dominować w paddocku jeszcze długo. Słowa Mekiesa tylko podgrzewają atmosferę, sugerując, że to nie jednorazowy wypadek, lecz symptom głębszych problemów w obecnej, ekstremalnie ciasnej hierarchii.
Aby zrozumieć pełny kontekst i wszystkie zakulisowe dramaty, które doprowadziły do takiej, a nie innej sinusoidy w Ferrari, warto śledzić najnowsze doniesienia prosto z serca padoku.