W niedzielny poranek miłośnicy motorsportu mieli okazję śledzić niezwykle emocjonującą rywalizację na torze w Imoli. Sébastien Buemi, Ryo Hirakawa oraz Brendon Hartley wywalczyli zwycięstwo w pierwszym wyścigu nowego sezonu Mistrzostw Świata Wyścigów Długodystansowych (WEC) w 2026 roku. To był dzień pełen zaskakujących zwrotów akcji, rewelacyjnych przejazdów i nieoczekiwanych komplikacji. Zobaczmy więc, co wydarzyło się na torze i jakie wyzwania stanęły przed poszczególnymi zespołami.
Ferrari pod kontrolą, ale nie na długo
Ferrari, z Antonio Giovinazzim, Jamesem Calado i Alessandro Pier Guidim na pokładzie, wyjechało z polem startowym jako faworyt. Po imponującym okrążeniu Giovinazziego, Scuderia wykazała się dominacją w czasach kwalifikacyjnych. „Wyglądało, jakby mieli wszystko pod kontrolą,” można by stwierdzić, jednak tuż po rozpoczęciu wyścigu sytuacja uległa zmianie. W pierwszych zakrętach Miguel Molina zdołał wyprzedzić Brendona Hartleya i znaleźć się tuż za swoim zespołowym kolegą Calado. W tym czasie Ferrari miało przewagę, ale nie potrwała ona długo; po interwencji wirtualnego samochodu bezpieczeństwa Calado nie mógł utrzymać swojej przewagi.
Kluczowe zmiany i dramaty na torze
Po pierwszych godzinach rywalizacji nadszedł czas na pierwsze zmiany kierowców. Ryo Hirakawa i Nyck de Vries wsiedli do Toyoty, a Paul di Resta zadebiutował w zespole Peugeot. Niestety, dla Nicka Cassidy’ego debiut skończył się przedwcześnie – jego opony były zbyt zimne, co doprowadziło do poślizgu i wyjazdu na pobocze. „Raczej nie tak sobie wyobrażałem swój debiut,” mógłby pomyśleć Nowozelandczyk.
Kiedy wyścig wznowiono, Nyck de Vries miał okazję pokazać się z najlepszej strony. W krótkim czasie zdołał awansować na trzecią pozycję, jednak prowadzący Hirakawa zwycięsko wyprzedził Ferrari, stopniowo zwiększając przewagę. To urzekające tempo sprawiło, że Toyota wyglądała na mocnego pretendenta do kolejnych zwycięstw.
Deszcz i walki na torze – emocje sięgają zenitu
W miarę jak wyścig wchodził w decydującą fazę, na torze zaczęło padać. Ci, którzy spodziewali się dramatycznych zwrotów akcji, nie zawiedli się. Mimo iż Toyota zajmowała pierwsze dwie lokaty, presja ze strony Giovinazziego była ogromna. Walka o pozycje na wąskim torze w Imoli nie była prosta, a każdy krok musiał być dokładnie przemyślany. „Giovinazzi zaskoczył wszystkich, gdy zdołał wyprzedzić Kobayashiego,” komentowali eksperci. Niemniej jednak, Toyota ostatecznie zajęła pierwsze i trzecie miejsce, potwierdzając swoje dominujące miejsce w tym sezonie.
Wydarzenia w klasie GT i problemy zespołu Genesis
Na torze w Imoli emocje nie dotyczyły jedynie wyścigu LMP. W klasie GT BMW z Danem Harperem, Anthony McIntoshem i Parkerem Thompsonem, zdobyło pierwsze miejsce, co było niezwykle znaczące po tragicznym wypadku jednego z kierowców marki. Swoją drogą, zespół Genesis z Danielem Juncadellą borykał się z problemami technicznymi, co sprawiło, że debiut w Hypercarach okazał się znacznie mniej ekscytujący niż przypuszczano.
Czas pokaże, jak zespoły będą się adaptować do nowych warunków w nadchodzących wyścigach. Jedno jest pewne – nowy sezon WEC zapowiada się niezwykle emocjonująco, a rywalizacja nabiera tempa.