Max Verstappen, jeden z czołowych kierowców Formuły 1, boryka się z serią niepowodzeń, które nieustannie nękają go w tym sezonie. Po kwalifikacjach w Austrii, w których doszło do jego niekontrolowanego wypadku, Verstappen z humorem opowiedział o swoich zmaganiach, wskazując na pech, który towarzyszy mu od początku roku. Wydaje się, że jego perypetie są tylko jednym z wielu przykładów wyzwań, z jakimi musi się zmierzyć.
Pechowe kwalifikacje Verstappena
W trakcie kwalifikacji do Austriackiego Grand Prix, Max Verstappen doświadczył szereg problemów, które zakończyły się jego spektakularnym wypadkiem na torze. Jak podaje portal GPblog, Verstappen podczas sesji kwalifikacyjnej crashował na końcu Q3, co zdaniem samego kierowcy było „dziwnym momentem” – nie rozumiał, co dokładnie spowodowało utratę kontroli nad jego samochodem, modelem RB22. To nie był jednak jedyny problem, z którym musiał się zmierzyć w ten weekend.
„To było super skomplikowane z wieloma rzeczami. Wyjeżdżasz z pit stopu, a samochód staje. Po prostu musisz policzyć do dziesięciu. Albo do stu” – komentował Verstappen po sesji. Seria niepowodzeń zaczęła się już w piątek, kiedy to najpierw jego samochód zgasł w pit lane, a potem niesprawne fotele zmusiły go do powrotu do boksu na korekty.
Jak zestresować się niczym Buddha?
Mimo wszystkich tych nieprzyjemnych sytuacji, Verstappen stara się na luzie podejść do całej sytuacji. Po wyścigu z humorem zauważył: „Myślę, że na koniec roku wybiorę się do Tybetu. Pojadę jak Buddha i po prostu całkowicie zrelaksuję się przez dwa miesiące.” Wydaje się, że obok technicznych trudności, które go nękają, Verstappen potrzebuje także chwili wytchnienia od ciągłego napięcia, które niesie za sobą start w Formule 1.
Złożoność nowych regulacji, które obowiązują w tym sezonie, również nie ułatwia mu zadania. Wyraźnie dało się odczuć, jak bardzo są frustrujące dla kierowców. „To wszystko jest super skomplikowane,” dodał Verstappen, wskazując na wyzwania, które stoją przed nim i innymi kierowcami.
Problem z tylnym skrzydłem?
Inną kwestią, która mogła przyczynić się do kłopotów Verstappena w Austrii, było potencjalne uszkodzenie tylnego skrzydła jego bolidu. Jego kolega z zespołu, Isack Hadjar, zasugerował, że to właśnie ten element samochodu mógł być odpowiedzialny za utratę kontroli. Bez wątpienia będzie to temat, który Red Bull Racing będzie musiał dokładnie przeanalizować w nadchodzących wyścigach.
Max Verstappen mimo trudności, które go spotykają, nie traci poczucia humoru i potrafi spojrzeć na swoje zmagania z dystansem. Czy jego plan na „odprężenie się w Tybecie” przyniesie efekty w przyszłym sezonie? Tylko czas pokaże, ale jedno jest pewne – z takim zapałem i determinacją, czeka go jeszcze wiele sukcesów na torze.